0

Wybrany przez Lakers z numerem 7 w drafcie Julius Randle rozegrał swój pierwszy mecz w barwach złota i purpury, ale jego obecność na parkiecie nie uchroniła Jeziorowców od bolesnej porażki 73-90 z Pelicans. Zanim przyjdzie mu zadebiutować w prawdziwym meczu, czeka go jeszcze jeden mini debiut w październiku podczas gier przedsezonowych, ale we wstępie do swojej kariery w NBA wypadł nieźle, choć nie oszałamiająco. Randle zdobył 10 punktów w trakcie 21 minutowego występu, który był dla niego pierwszym meczem od kwietniowego finału NCAA.

Julius Randle nie miał styczności z grą kontaktową od 7 kwietnia kiedy w meczu wieńczącym rozgrywki akademickie jego Kentucky Wildcats ulegli Connecticut Huskies 54-60. Do tego odkąd Lakers go wybrali w drafcie praktycznie nie trenował, czekając na podpisanie kontraktu, tak więc w takiej sytuacji naturalne są niedostatki kondycyjne i brak ogrania, co było widoczne w jego postawie. Do tego Julius na początku meczu wyglądał na mocno przejętego swoim debiutem i minęło trochę czasu zanim nabrał pewności siebie na parkiecie. Randle trafił 4 z 9 rzutów z gry, dwukrotnie punktując po minięciu swojego obrońcy w dryblingu, a dwukrotnie po asystach kolegów, kończąc akcję wsadami. Do minusów można zaliczyć spudłowane rzuty z półdystansu, kiepska praca w defensywie, co tyczyło się jednak całego zespołu, i tylko 2 zbiórki jakie zapisał na swoim koncie.

Jak na razie największa krytyka dotycząca tegorocznego zespołu w lidze letniej spływa na trenerów Marka Madsena i Larry'ego Lewisa, którzy być może są dobrzy w tym, czym zajmują się w Lakers na co dzień, ale o oprowadzeniu drużyny wydają się nie mieć bladego pojęcia. Generalnie trenowanie w lidze letniej zadaniem łatwym nie jest, drużyny są kompletowane naprędce, a zawodnicy, którzy w znacznej większości nigdy wcześniej ze sobą nie grali mają tylko kilka dni na to, żeby się w tym odnaleźć i zaprezentować się z jak najlepszej strony. Wciąż można to zrobić lepiej lub gorzej, a wystarczy porównać obecny zespół, do zeszłorocznego, który prowadził wówczas Dan D'Antoni brat i asystent Mike'a D'Antoniego. Tamta drużyna był zdyscyplinowana i przynajmniej sprawiała wrażenie, że wie, co ma robić na parkiecie. Tegoroczni letniacy wyglądają póki co, jak kilkunastu chłopaczków, którym wuefista, w tej roli Mark Madsen, przyniósł z kantorku piłkę i krzyknął „grajcie!”.

Dodajmy jeszcze, że Lakers mają w tym roku znacznie więcej talentu niż w ubiegłym, co powinno Jeziorowcom dać mocno do myślenia, kiedy w przyszłym roku będą wybierać szkoleniowca na Summer League. Może się wydawać, że liga letnia nie ma wielkiego znaczenia, ale w obecnej sytuacji Jeziorowcy prawdopodobnie będą musieli uzupełnić swój skład na sezon zasadniczy o jednego, czy dwóch graczy właśnie z ligi letniej, nie licząc (Juliusa Randle'a, Jordana Clarksona i Kendalla Marshalla) i powinni potraktować ten okres poważniej, aby dokonać słusznych wyborów.

W takim układzie nie mają prawa błyszczeć zawodnicy, których umiejętności indywidualnej gry nie stoją na wysokim poziomie, czego największą ofiarą wydaje się być Kendall Marshall. Brak systemu ofensywnego i zdyscyplinowania taktycznego całej drużyny negatywnie oddziałują na jego grę, uwypuklając tym samym wszystkie jego wady: brak szybkości, atletyzmu, kreowania ofensywy pod samego siebie oraz potrzebę tworzenia przez kolegów spacingu, bez którego zwyczajnie nie potrafi być produktywny. Kendall zdobył co prawda 11 punktów i zanotował 4 asysty, ale na słabej skuteczności (3/10 z gry) oraz popełnił 2 straty. W NBA Marshall udowodnił jednak nie raz, że w przyzwoicie funkcjonującym systemie ofensywnym potrafi być bardzo efektywnym, więc słabsze mecze w lidze letniej nie powinny przekreślić jego szans na załapanie się do składu na sezon 2014/2015.

To, w czym Marshall czuje się bardzo niekomfortowo, wydaje się być naturalnym środowiskiem dla Jordana Clarksona, który po raz kolejny był jedną z najbardziej wybijających się postaci po stronie Lakers. Numer 46 tegorocznego draftu nie był co prawda zbyt skuteczny, bo w drodze po swoje 16 punktów trafił tylko 6 z 14 rzutów i popełnił 5 strat, ale mimo braku efektów był zagrożeniem dla obrony rywali za każdym razem, gdy mijał swojego obrońce, co przychodzi mu z ogromną łatwością. Po drugiej stronie parkietu Jordan nie wyglądał już jednak tak obiecująco. Braki szybkościowe powodują, że z równą łatwością można go minąć, z jaką on pozbywa się obrońcy kiedy jest sam przy piłce, do tego nie najlepiej współpracował w obronie zespołowej. Lakers jako zespół ogólnie prezentowali się fatalnie w obronie, więc nie należy wyciągać daleko idących wniosków.

Najlepiej po stronie Lakers zaprezentował się zawodnik, którego nawet nie było w początkowym składzie, który Jeziorowcy zgłosili na ligę letnią. Mowa o skrzydłowym Treyu Thompkinsie, który dołączył do składu przed kilkoma dniami, wczoraj dostał szansę dłuższej gry i w pełni ją wykorzystał, zdobywając 18 punktów i zbierając 5 piłek w ciągu 20 minut. Ten zawodnik został wybrany z numerem 37 draftu 2011 przez LA Clippers i ma za sobą 24 mecze w ich barwach w sezonie 2011/2012.

Dziś Jeziorowcy zmierzą się z Golden State Warriors.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Warriors5725.69501
2Nuggets5428.65931
3Blazers5329.64643
4Rockets5329.64641
5Jazz5032.61071
6Thunder4933.59885
7Spurs4834.58593
8Clippers4834.58591