Lakers 91 - Kings 100

0

W zaledwie 20 godzin po inaugurującej sezon porażce z Chicago Bulls, koszykarze Los Angeles Lakers zmierzyli się w Sacramento z miejscowymi Kings. Choć od ponad trzech lat Królowie nie potrafili sprostać Jeziorowcom, to tym razem udało im się przełamać tę złą passę. Po emocjonującym pojedynku pokonali Lakers 100-91. Kalendarz skróconego sezonu jest jednak nieubłagany dla graczy Lakers i już dziś czeka ich kolejny mecz, tym razem z Utah Jazz. Dodatkowym utrudnieniem będzie fakt, że podczas gdy gracze trenera Browna będą mieć w nogach pojedynki z Bulls i Kings, dla Jazzmanów będzie to dopiero pierwszy mecz w tym sezonie.

W konfrontacji z Kings, jedna rzecz była bliźniaczo podobna do tej z pierwszego meczu przeciwko Bykom, a mianowicie ostatnie trzy minuty meczu, w których Lakers wyglądali jak zagubione dzieci we mgle. Do czwartej kwarty Jeziorowcy przystąpili z 14 punktową stratą, jednak dzięki świetnej egzekucji w ataku i skutecznej obronie stopniowo zmniejszali dystans do gospodarzy. Po trzech minutach tej części spotkania Kings powiększyli nawet swoją przewagę do największej w meczu, wynoszącej 15 punktów. Jednak od 85-70, Jeziorowcy zaliczyli niesamowitą serię w postaci zdobytych 17 punktów, na 4 w wykonaniu gospodarzy. Dzięki temu na 4 minuty i 24 sekundy przed końcem meczu zmniejszyli deficyt do zaledwie 2 punktów (87-89). Chwilę później niemoc strzelecką gospodarzy przełamał Marcus Thornton, celnym rzutem za trzy punkty, jednak na to Lakers zdołali jeszcze odpowiedzieć punktami Pau Gasola.

Wtedy jednak nastały wspomniane ostatnie trzy minuty meczu. Zaczęło się od przestrzelonego rzutu spod kosza Metty World Peace'a, po którym co prawda piłkę zebrał Gasol, ale przy próbie dobitki został zablokowany przez Chucka Hayesa. W odpowiedzi Matt Barnes sfaulował Tyreke'a Evansa, który bezbłędny na linii rzutów wolnych powiększył przewagę do 94-89. Prawie do samego końca kwarty Lakers nie potrafili zdobyć żadnych punktów, podczas gdy w obronie większość z akcji kończyli przewinieniem. Dodatkowo, gdy już któryś z graczy Kings spudłował rzut wolny, to Lakers przegrywali walkę na tablicach i gospodarze dostawali w prezencie kolejną szansę na zdobycie punktów. Od stanu 92-89 dla Sacramento, miejscowi zdobyli kolejno 8 punktów, przy zerowej odpowiedzi gości z Los Angeles. Wynik na 91-100 ustanowił Devin Ebanks na pięć sekund przed końcem meczu, kiedy to losy tego meczu były już rozstrzygnięte na niekorzyść Jeziorowców.

W każdej porażce można jednak dostrzec pozytywne aspekty i w tym meczu ogromną niespodziankę sprawił Metta World Peace. Przynajmniej w ataku, bo w defensywie nadal poruszał się zbyt wolny, żeby bronić tak jak za najlepszych czasów, gdy był po prostu Ronem Artestem. Po tym jak w meczach przedsezonowych i meczu z Bulls prezentował się fatalnie, na przemian z beznadziejnie, jego dobry występ choćby na samej atakowanej tablicy jest nadam pozytywnym zaskoczeniem. Przeciwko swoim byłym pracodawcom z lat 2005-2008, World Peace zdobył 19 punktów (8/14 z gry), oraz zanotował po 4 zbiórki i asysty. W ekipie Mike'a Browna ponownie najskuteczniejszy był Kobe Bryant, który zdobył 29 punktów, a także zebrał 5 piłek i 6-krotnie asystował. Pau Gasol dodał 15 punktów i 9 zbiórek. Rezerwowy Troy Murphy dodał solidne 8 punktów i 8 zbiórek.

Brak odpoczynku po meczu z Bulls najdobitniej odbił się na skuteczności graczy Lakers. O ile jeszcze z bliższej odległości trafiali i byli skuteczni na linii rzutów wolnych (16 celnych na 19 oddanych), tak na dystansie zwyczajnie nie istnieli pudłując aż 15 razy na 16 trzypunktowych prób. I właśnie tych punktów najbardziej zabrakło w ostatecznym rozrachunku, gdy w przeciwieństwie do Jeziorowców, gospodarze wypadli świetnie w tym elemencie gry trafiając połowę z 18 oddanych trójek. Lakers nie pomogła więc ani lepsza prezencja w zbiórkach (45 do 41, w tym aż 16 zbiórek na atakowanej tablicy), ani więcej asyst i przechwytów. Również obrona wyglądała gorzej niż w meczu z Chicago i wielokrotnie podopieczni trenera Paula Westphala dochodzili do sytuacji punktowych za łatwo.

Do zwycięstwa poprowadził Sacramento obrońca Marcus Thornton, który w samej czwartej kwarcie zdobył 12 ze swoich 27 punktów w tym meczu. Choć Lakers zagrali ponownie bez środkowego Andrew Bynuma, to właśnie niscy zawodnicy Kings stanowili największe zagrożenie po stronie Kings. Tyreke Evans dodał 20 punktów, a John Salmons 13 oczek.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02