Bulls 88 - Lakers 87

0

Na inaugurację rozgrywek 2011/2012 koszykarze Los Angeles Lakers ulegli na własnym parkiecie Chicago Bulls 88-87. O zwycięstwie Byków zdecydowały punkty zdobyte przez 23-letniego Derricka Rose'a na cztery sekundy przed końcem meczu. Szalę zwycięstwa na korzyść Lakers mógł jeszcze przesądzić Kobe Bryant, jednak jego rzut został zablokowany przez Luola Denga.

Kibice obu drużyn otrzymali wspaniały świąteczny prezent w postaci zaciętego do samego końca meczu. Jeszcze na trzy minuty przed końcem meczu Lakers mieli, wydawało się, bezpieczną 9-punktową przewagę. Do tego momentu Bulls zdołali zdobyć w czwartej kwarcie zaledwie 5 punktów. Na trzy minuty przed końcową syrena sytuacja uległa zmianie o 180 stopni i to Chicago zaczęło grać jakby jeszcze niedawno byli 2-krotnymi mistrzami NBA, a Lakers popełniali błąd za błędem, nie wykorzystując szans na zdobycie punktów. Najpierw Pau Gasol spudłował dwa wolne, a za chwilę jego wyczyn powtórzył Josh McRoberts. Kobe Bryant dał jeszcze nadzieję, że uda się dowieźć zwycięstwo do końca ekwilibrystycznym rzutem na 54 sekundy przed końcem meczu, który dał Lakers prowadzenie 87-81.

Jak się jednak później okazało były to ostatnie punkty Jeziorowców w tym meczu. Luol Deng zdobył 5 punktów z rzędu i Bulls tracili już tylko jeden punkt do gospodarzy. To jednak Lakers znajdowali się w posiadaniu piłki i nadal byli w korzystniejszej sytuacji. Jednak przy wznowieniu gry z autu na połowie placu gry, Kobe niecelnie podał do Gasola i Deng przechwycił piłkę. Ta powędrowała w ręce Derricka Rose'a, który dokończył dzieła rzutem nad wyciągniętymi rękami Gasola na cztery sekundy przed końcem meczu.

Choć to Rose zdobył decydujące punkty, to cichym bohaterem był właśnie Luol Deng. On najpierw zmniejszył dystans do jednego punktu, następnie przechwycił piłkę po niecelnym podaniu Bryanta, aż w końcu zadał ostateczny cios, blokując potencjalnego game winnera w wykonaniu Kobego. W końcowym rozrachunku Deng zakończył występ z 18 punktami.

Mimo że Lakers przegrali, to ich gra wyglądała całkiem obiecująco. Na pewno zaprezentowali się korzystniej niż w meczach przedsezonowych przeciwko Clippers, a trzeba pamiętać o tym, że grali w poważnym osłabieniu. Lakers zagrali bowiem bez zawieszonego na cztery mecze Andrew Bynuma. Rolę środkowego przejął więc Pau Gasol, a na silnym skrzydle zagrał rozgrywający pierwszy sezon w Lakers, Josh McRoberts. Obok nich w pierwszym składzie znaleźli się Derek Fisher, drugoroczniak Devin Ebanks no i oczywiście Kobe.

Pierwsza połowa spotkania upłynęła pod dyktando Bulls, którzy wygrali tę część spotkania 56-49. Po przerwie Jeziorowcy zaczęli jednak grać po profesorsku w obronie i w trzeciej kwarcie stracili zaledwie 12 punktów, sami zdobywając 20. Dzięki temu przed końcowymi 12 minutami prowadzili 69-68. Od początku ostatniej kwarty podopieczni Mike'a Browna grali nadal świetnie w defensywie i skutecznie w ataku. Warto tu podkreślić, że dokonali tego z Bryantem na ławce, w dość eksperymentalnym ustawieniu z Gasolem, Troyem Murphym, Andrew Goudelockiem, Derekiem Fisherem i Ronem Artestem na parkiecie. Wszystko układało się po myśli Lakers, aż nie nastały te nieszczęsne ostatnie trzy minuty meczu. Najbardziej tu szkoda czterech rzutów wolnych spudłowanych wspólnie przez Gasola i McRobertsa, ale również w przekroju całego meczu Jeziorowcy słabo wypadli w tym elemencie gry, pudłując aż 9 z 20 rzutów wolnych. Lakers muszą również uważniej grać w ataku, gdyż wielokrotnie tracili piłkę za łatwo, choć można to jeszcze wytłumaczyć tym, że był to ich pierwszy oficjalny mecz po wielomiesięcznej przerwie. Nie mniej jednak 8 strat Kobego to wynik, który nie powinien się przytrafiać tej klasy zawodnikowi.

Bardzo niepewnie wyglądał Derek Fisher, po którym było widać, że nie jest jeszcze w dobrej formie fizycznej. Nie potrafił w żaden sposób ograniczyć Derricka Rose'a, do tego zaliczył trzy starty i podejmował błędne decyzje rzutowe. O wiele lepiej zaprezentował się jego zmiennik Steve Blake, który zdobył 12 punktów. Na dalekiego od optymalnej formy wyglądał również Ron Artest, ale o tym, że może to być słaby sezon w jego wykonaniu wiadomo już od paru tygodni. Na plus można jednak zapisać fakt, że nie forsował rzutów i starał się jak najmniej popsuć. Trudno jednak zrozumieć fakt czemu jak na razie wygrywa rywalizację z Mattem Barnesem, który w tym meczu na parkiecie nie pojawił się ani razu. W walce o miejsce w pierwszej piątce jak na razie prowadzi jednak drugoroczniak Devin Ebanks. W tym meczu spędził na placu gry 23 minuty, co było zarazem jego najdłuższym występem w jego dotychczasowej karierze w NBA. W tym czasie zdobył 8 punktów, będąc niemal bezbłędnym w ataku (4/5 z gry) i z nim na skrzydle Lakers prezentowali się o niebo lepiej niż z Artestem.

Dopełniający pierwszą piątkę McRoberts zdobył 6 punktów, zebrał 8 piłek oraz zablokował 2 rzuty rywali. Niezłą zmianę dał również Troy Murphy, który w 22 minuty zdobył 7 punktów oraz zebrał 8 piłek z czego aż 5 w ataku, dając tym samym sygnał, że może być sporym wzmocnieniem ławki w tym sezonie. Meczową rotację uzupełniał debiutant Andrew Goudeolock, który w swoim debiucie w NBA zdobył 6 punktów, trafiając dwukrotnie za trzy punkty.

Najskuteczniejszym graczem po stronie Lakers był naturalnie Kobe, który uzbierał na swoim koncie 28 punktów, a także zanotował 7 zbiórek i 6 asyst. Jedyną skazą na jego występie były wspomniana wcześniej nadmierna liczb strat oraz zablokowany przez Denga rzut, który mógł dać Jeziorowcom upragnione zwycięstwo. W swojej karierze Kobe wielokrotnie przesądzał o wynikach meczów w takich sytuacjach, zazwyczaj próbując rzutu z pół dystansu. Tym razem postanowił jednak wejść pod kosz i niestety nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. Dopadło go tam aż trzech graczy Bulls i jednemu z nich udało się zablokować rzut.

Pau Gasol zdobył 14 punktów, zebrał 8 piłek oraz zablokował trzy rzuty Lakers. Choć spędził na parkiecie najwięcej po stronie Lakers 37 minut, to jednak trener Brown starał się go nie forsować, wiedząc, że przez Jeziorowcami jeszcze dwa kolejne pojedynku bez dnia odpoczynku. Już dziś Lakers zmierzą się z Sacramento Kings, a jutro zagrają przeciwko Utah Jazz. Obydwa spotkania rozegrają na wyjeździe.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02