0

Z bilansem 3-10 w styczniu Jeziorowcy są na dobrej drodze, żeby zaliczyć najgorszy miesiąc od kwietnia 2005 roku kiedy to przegrali aż 10 z 11 spotkań. Za fatalnym bilansem stoją jednak w głównej mierze kontuzje – w styczniu ani jednego spotkania nie zagrali Kobe Bryant, Steve Nash, Steve Blake, Xavier Henry oraz Jordan Farmar. Koniec tego usłanego absencjami miesiąca przynosi jednak optymistyczne wieści, obwieszczające co raz bliższy powrót wyżej wymienionych panów na parkiet. Najbliższy jest tego Nash, który może zagrać już w piątek z Bobcats.

Steve Nash pauzował tak długo, że można by zapomnieć, że w ogóle grał w tym sezonie. Ale faktycznie, zagrał w sześciu z pierwszych ośmiu spotkań rozgrywek po czym wyleciał z gry z powodu uszkodzenia nerwów w plecach i urazu ścięgna. Po raz ostatni zagrał 10 listopada, a ostatnie tygodnie spędzał głównie w Vancouver, gdzie pracując z osobistym trenerem dochodził do zdrowia. Wczoraj Nash miał wziąć udział w treningu zespołu, ale naciągnął mięsień pleców, kiedy podnosił się rano z łóżka, co jednak nie ma podobno żadnego związku z leczoną przez ostatnie tygodnie kontuzją. No cóż, za kilkanaście dni Steve skończy 40 lat, już teraz jest najstarszym zawodnikiem w NBA i trzeba się liczyć, że nawet jeśli wróci na parkiet, to nie wiadomo na jak długo – jak widać nawet z dala od koszykarskiego parkietu mogą mu się przytrafiać urazy uniemożliwiające mu pracę.

Nash jest jednak oczekiwany na czwartkowym treningu zespołu i do gry może wrócić już w piątkowym starciu z Bobcats, choć jeśli to faktycznie nastąpi będzie to na początek symboliczny występ. Tak czy inaczej formacja obwodowa Lakers otrzyma wkrótce ogromny zastrzyk wzmacniający, zwłaszcza jeżeli chodzi o pozycję rozgrywającego, gdzie zrobi się naprawdę tłoczno. We wczorajszym treningu partycypowali już Steve Blake i Jordan Farmar, choć jeszcze nie na pełnych obrotach. Obydwaj na pewno nie zagrają w tym tygodniu, ale ich powrót do gry w pierwszym tygodniu lutego jest sprawą otwartą. Kiedy wyżej wymieniona trójka rozgrywających będzie zdolna do gry, Mike D'Antoni będzie mieć nie lada zagwozdkę jak rozdzielić między nich minuty i co zrobić z Kendallem Marshallem, który swoją grą udowadnia, że jak najbardziej zasługuje na to, aby dalej na niego stawiać.

  

Kobe Bryant z lekarzem spotka się dopiero dziś, ale gdy obrońca Lakers ostatnio rozmawiał z mediami, zapowiadał swój powrót do gry na początek lutego. Najdalej od koszykarskiego parkietu wydaje się być Xavier Henry, który, przypomnijmy, według pierwszej prognozy pauzować przez 7-10 dni, a jutro minie dokładnie miesiąc odkąd doznał urazu kolana w starciu z Philadelphią 76ers. Zawodnik, będący objawieniem tego sezonu w Lakers, widział się wczoraj ze specjalistą, ale klub nie poinformował o wnioskach z tej wizyty – przed kilkoma dniami mówiło się, że czekają go jeszcze dwa tygodnie przerwy. To leczenie trwa już tak długo, że kto wie, czy nie postawiono mu błędnej diagnozy i nie skończy się w końcu operacją...

Takie rzeczy miały już miejsce w przeszłości w Lakers. W sezonie 2003/2004 sztab medyczny Jeziorowców błędnie zdiagnozował uraz kolana Karla Malone'a, przez co ten zamiast leczyć kontuzję, tylko ją pogorszył i w konsekwencji pauzował miesiąc dłużej niż powinien, a łącznie opuścił 40 spotkań tamtych rozgrywek. Choć Mailman ostatecznie powrócił do gry na końcówkę fazy zasadniczej to w Playoffs kolano znów dało znać o sobie i kto wie czy nie kosztowało ono Lakers mistrzowskiego tytułu – w przegranych 1-4 finałach przeciwko Pistons Karl grał w czterech meczach z bolącym kolanem, a w ostatnim spotkaniu nie był już w stanie wyjść na parkiet.

To czy plaga kontuzji, ciągnąca się od poprzednich rozgrywek, jest tylko dziełem nieszczęśliwego zrządzenia losu, a nie przypadkiem dowód dysfunkcji sztabu medycznego i szkoleniowego to zresztą temat na dłuższą rozprawkę... Gary Vitii, naczelny znachor Lakers jest w powszechnej opinii jednym z najlepszych specjalistów w swoim fachu w NBA, ale chyba przyznacie, że to co najmniej zastanawiające, że Lakers od ubiegłorocznych rozgrywek nie mieli wszystkich graczy do dyspozycji nawet przez jeden tydzień?

  

Manny Harris podpisał kolejny kontrakt na 10-dni

W ostatnim spotkaniu z New York Knicks Manny Harris był świetny w czwartej kwarcie (11 punktów), a w całym meczu uzyskał ich 18 – najwięcej w koszulce Lakers i o 3 mniej od rekordu kariery w NBA. Jeszcze przed tym meczem otrzymał przedłużenie kontraktu o kolejne 10 dni. W sześciu meczach w barwach Lakers Manny notuje póki co bardzo solidne 8,3 punktu i 3 zbiórki na mecz, choć na słabej skuteczności 37,5% z gry i nieco lepiej wyglądającej 35,7% zza łuku. Według przepisów NBA kluby mogą zatrudnić zawodnika tylko na dwie 10-dniowe umowy, a jeżeli chcą go zatrzymać na dłużej, trzeci kontrakt musi być już gwarantowany do końca rozgrywek.

Choć Harris wypada przyzwoicie, to jednak szanse na utrzymanie się w składzie do końca sezonu ma niewielkie. Kiedy do gry wrócą Kobe, Henry, Blake, Nash oraz Farmar, Lakers będą mieć ośmiu graczy obwodowych, więc trzymanie w składzie dziewiątego będzie pozbawione sensu. Oczywiście wszystko może się jeszcze zdarzyć i nie jest powiedziane, że nadchodzące wielkimi krokami powroty graczy na parkiet zakończą problemy kadrowe Lakers i nie będzie więcej masowych urazów.

Shawne Williams poszuka szczęścia w D-League

Lakers zwolnili Williamsa 7-go stycznia, po tym jak rozegrał 32 spotkania, notując solidne 5,2 punktu i 4,5 zbiórki na mecz. Zawodnik był jednak zatrudniony na zasadzie niegwarantowanego kontraktu, a gdyby tego dnia Jeziorowcy go nie zwolnili, stałby się on gwarantowanym do końca rozgrywek. Mimo iż do postawy Shawne'a sztab szkoleniowy nie mógł mieć większych zastrzeżeń – zawsze grał twardo, był jednym z nielicznych pozytywnych punktów defensywy Lakers, a do tego miał dobry wpływ na atmosferę w drużynie, to ważniejsze z logistycznego punktu widzenia było otworzenie miejsca w składzie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń.

Wolne miejsce w składzie Lakers w końcu wykorzystali podpisując 10-dniowy kontrakt z obrońcą Mannym Harrisem. Było to konieczne z powodu zawieszenia na jedno spotkanie Nicka Younga za szamotaninę z zawodnikami Phoenix Suns. Gdyby Williams wciąż był graczem Lakers i blokował zatrudnienie wolnego agenta, w kolejnych meczu z Boston Celtics Mike D'Antoni dysponowałby tylko dwoma obrońcami.

W trakcie trzymiesięcznego pobytu w Lakers Shawne pokazał jednak, że może być przydatnym graczem na poziomie NBA. Teraz będzie próbować swojego szczęścia na zapleczu ligi, licząc na to, że przed końcem rozgrywek zdoła się gdzieś załapać na 10-dniowy kontrakt, a następnie na dłużej. Williams dołączył wczoraj do fili Jeziorowców w D-League (LA D-Fenders), gdzie zdążył już rozegrać jedno spotkanie. W wysoko wygranym z Texas Legends spotkaniu (150-124) Shawne zdobył 18 punktów w 19 minut. W ekipie przeciwnej liderował były zawodnik Lakers – Devin Ebanks (27 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst), ale mimo iż notuje podobne statystyki we wszystkich meczach bieżących rozgrywek, wciąż nie może doczekać się powołania do NBA.

Sprostowanie (29 stycznia 2014):

Steve Nash wyjaśnił, że nie naciągnął mięśni pleców wstając z łóżka i było to wymysłem dziennikarzy. Kanadyjczyk na pewno nie zagra w piątek przeciwko Charlotte, ale jego występ we wtorkowym starciu z Minnesotą jest sprawą otwartą.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Lakers5219.7320.01
2Clippers4923.6813.52
3Nuggets4627.6307.03
4Rockets4428.6118.53
5Thunder4428.6118.51
6Jazz4428.6118.51
7Mavericks4332.57311.02
8Blazers3539.47318.53