0

Trzecią porażkę z rzędu i ósmą w przeciągu ostatnich 10 spotkań zadali Jeziorowcom zawodnicy Orlando Magic. Kibice Magii zgromadzeni licznie w hali Amway Center mogli świętować nieliczne, bo dopiero 12-te zwycięstwo swojej drużyny. Po stosunku dobrej pierwszej połowie Los Angeles Lakers tradycyjnie zaprezentowali swoje słynne przestoje, które uniemożliwiły wygranie spotkania z przedostatnią drużyną beznadziejnie słabej konferencji wschodniej.

W pierwszej kwarcie Los Angeles Lakers zdołali dość szybko wypracować prowadzenie 16-8, głównie za sprawą prostych błędów rywali. Trener gospodarzy podjął decyzję o czasie dla swojej drużyny.  Magicy wzięli się do pracy i po powrocie na parkiet zanotowali serię 7 punktów i zbliżyli się na dystans jednego „oczka”.Od tego momentu rozpoczęła się swoista wymiana ciosów, z której zwycięsko zdawali się wychodzić goście, gdyż na niespełna 2 minuty do końca zdołali wypracować siedmiopunktowe prowadzenie. Głównie za sprawą skutecznej ofensywy, która odzwierciedlenia znajdywała w skuteczności rzutów, których Lakers trafiali wówczas 60%. Ostatecznie pierwsza ćwiartka zakończyła się wynikiem 32-28. Fatalnie zostały rozegrane ostatnie akcje przez Jeziorowców. Ostatnia akcja ofensywna to trudna trójka oddana przez Nicka Younga (na szczęście celna), na 3 sekundy do końca kwarty i fatalna obrona po tejże udanej akcji, gdzie coast-to-coast zagrał Afflalo zdobywając łatwe punkty po layupie.

Druga kwarta to ponownie naprzemiennie zmienny obraz gry obu drużyn. Brak stabilizacji w poczynaniach podopiecznych Mike’a D’Antoniego to w sumie żadna nowość, ale łatwość z jaką momentami drużyna w złotych strojach traciła punkty daje powody twierdzić, że nawet europejskie kluby mogłyby rzucać przeciwko Jeziorowcom po 100 i więcej punktów na mecz. Dzięki słabości obrony Lakers zawodnicy z Orlando uzyskali prowadzenie w dużej mierze za sprawą wsadów, podczas których obrona nic nie robiła. W spotkaniu dwóch ekip na miernym poziomie nie może dziwić fakt, iż ciągło się ono zrywami, gdzie raz jedni, raz drudzy łapali chwilowo wiatr w żagle. Wynik pierwszej połowy na 55-53 dla Lakers ustalił Nick Young po podaniu Kendalla Marshala, który już po pierwszych 24 minutach miał na swoim koncie 10 asyst, a oprócz nich także 7 punktów.

Choć drugą połowę dobrze rozpoczęli gracze Złota i Purpury i udało im się wyjść nawet na 10-cio punktowe prowadzenie, do którego poprowadzili Jodie Meeks i Pau Gasol. To był to ostatni  pozytywny moment w grze gości. Gospodarze wzięli się ostro do pracy i wygrali trzecią kwartę stosunkiem 38-25. Spory udział w tym sukcesie miał Aaron Afflalo, który zdobył 11 punktów w tej odsłonie meczu. Warto odnotować, że od stanu 80-80 na 3 minuty i 12 sekund do końca trzeciej części gry punkty zdobywali już tylko gracze z Orlando, a zdobyli ich konkretnie 11 ustalając wynik na tablicy świetlnej w hali Amway Center na 91-80 po 36 minutach gry.

Tak dużej przewagi podopieczni Jacque’a Vaughna już nie oddali. Jeziorowcom co prawda udało się zbliżyć na dystans pięciu punktów na początku ostatniej kwarty, ale był to krótki i nieudany pościg. Na udany nie pozwoliły przede wszystkim straty, które w tej części spotkania były kluczowe. Casusem, który Lakers dotyczy w największej części, to oczywiście obrona, która znowu szwankowała, a Magic mogli zdobywać punkty spod kosza,  po wjazdach, kończąc akcje layupem, bądź wsadem. Co dla Lakers najgorsze to fakt, że mieli piorunująco dobry dzień z dystansu, skąd trafili 12 z 22 rzutów, co daje bardzo dobry odsetek trafień ze skutecznością 54,5%. Nie można także zarzucić braku zespołowości – 28 asyst to dobry wynik, na dodatek połowę z tego uzyskał Kendall Marshall.

Statystycznie Jeziorowcy wyglądali bardzo dobrze. Pięciu zawodników zdobyło 15 i więcej punktów, a liderem pod tym względem Pau Gasol, który zdobył ich łącznie 21 i dorzucił do tego solidne 11 zbiórek, 6 asyst i 2 bloki. Katalończyk gra w styczniu zdecydowanie lepiej notuje średnio 20,6 punktów, 12 zbiórek i 4,3 asysty. Niestety jego lepsza gra nie przekłada się na wyniki zespołu, więc poniekąd są to „puste statystyki”.

Los Angeles Lakers odnieśli kolejną porażkę i na chwilę obecną legitymują się słabym bilansem 16-28, co niemalże ostatecznie przekreśla szansę na awans do Playoffs. Najbardziej chyba boli fakt, że porażka przyszła z jeszcze słabszymi Magic (12-32). Dla kibiców i sympatyków Złota i Purpury, to kolejna gorzka pigułka, którą muszą przełknąć zapić słodką herbatą i przygotować się na kolejne, gdyż tych Jeziorowcy w tym sezonie przygotują jeszcze sporo.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Lakers5219.7320.01
2Clippers4923.6813.52
3Nuggets4627.6307.03
4Rockets4428.6118.53
5Thunder4428.6118.51
6Jazz4428.6118.51
7Mavericks4332.57311.02
8Blazers3539.47318.53