0

Phoenix SunsPo tym meczu spodziewałem się łatwego zwycięstwa, mimo iż Lakers grali na wyjeździe, na trudnym terenie w Phoenix. Nie spodziewałem się jednak, żeby Suns sprawili Lakers tyle problemów, co przy okazji ostatniego spotkania między tymi drużynami w Playoff 2010, kiedy to naprawdę nieźle ich wymęczyli. Suns mieli jednak w nogach czwartkowe spotkanie z Utah Jazz, podczas gdy Lakers przed tym meczem mieli dwa dni odpoczynku od zwycięskiego pojedynku z Hosuton Rockets.

W obu zespołach od czasu ostatniego spotkania zaszło sporo zmian. Szeregi Suns opuścił między innymi jeden z filarów drużyny - skrzydłowy Amare Stoudamire, a także Leandro Barbosa. Na ich miejsce ściągnięto natomiast Hedo Turkoglu, Hakima Waricka i Josha Childressa. Po pierwszych meczach sezonu możemy uznać, że adaptacja w nowych warunkach sprawniej zaszła, jak na razie, w Los Angeles.

Pierwsza kwarta zaczęła się pomyślnie dla Jeziorowców: Pau Gasol wygrał piłkę, zgrał do Lamara Odoma i chwilę później Kobe Bryant otworzył mecz celnym rzutem z półdystansu. Po dwóch kolejnych akcjach i 1:08 minuty gry było już 7-1 dla Lakers. Przez następne minuty Phoenix, głównie za sprawą Granta Hilla i Robina Lopeza zdołali odrobić przewagę gości z pierwszych sekund spotkania i wynik do końca kwarty oscylował już wokół remisu. Ostatecznie jednak „nasi” zeszli z parkietu z jednopunktowym prowadzeniem.

W drugiej kwarcie obie drużyny wciąż prowadziły wyrównaną grę i przez 10 minut kwarty Lakersi zyskiwali co najwyżej sześciopunktowe prowadzenie, choć przez większość czasu nawet na tyle nie mogli odskoczyć Suns. Dopiero zakończenie kwarty, w postaci: trójki Kobego, 2 punktów Gasola i trójki Dereka Fishera wyprowadziły ich na siedmiopunktowe prowadzenie po 24 minutach gry.
Po pierwszej połowie w szeregach Lakers wyróżniali się: Lamar Odom (9 pkt. i 11 zb.), Pau Gasol (14 pkt.) i Kobe Bryant (12 pkt., 7 zb.). Natomiast w Suns: Grant Hill (16 pkt., 8/13 FG) i Robin Lopez (10 pkt., 7 zb.).

Początek trzeciej ćwiartki to od razu mocny start przyjezdnych z LA. Dwie trójki Rona Artesta, jedna Bryanta, szybkie dobicie do poziomu double-double Odoma (11 pkt., 13 zb.) i wydawało się, że uda się zrobić dużą przewagę przed ostatnią kwartą. Jednak świetna gra w tej kwarcie Robina Lopeza i kontynuacja dobrego rzucania wiekowego Hilla nie pozwalała Lakersom myśleć zbyt wcześnie o zwycięstwie. Wynik przed 4 kwartą to 87-79 dla Los Angeles. Zaczęła się ona od dwóch trójek Matta Barnesa po asystach Gasola. W tej części spotkania gra Lakers drużyny polegała głównie na podtrzymywaniu korzystnego wyniku i udało się to graczom z Los Angeles. Ostatecznie Jeziorowcy wygrali 114-106.

Dzisiejsze zwycięstwo zawdzięczamy przede wszystkim grze drużynowej i dobrej grze ławki, która przegrała wprawdzie punktowo rywalizację z ławką Suns 25-33, ale na parkiecie wyglądała naprawdę solidnie. Jeśli miałbym wskazać gracza meczu, byłby to, z pewnością Lamar Odom (18 punktów, 17 zbiórek, 5 asyst, 1 przechwyt, na świetnej skuteczności - 66.7% z gry). To Kobe Bryant był jednak najlepszym strzelcem z liczbą 25 punktów, do których dodał również 7 zbiórek. Hiszpan Pau Gasol był natomiast bliski triple-double z dorobkiem 21 punktów, 8 zbiórek i 9 asyst.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Nuggets00.00000
2Timberwolves00.00000
3Blazers00.00000
4Thunder00.00000
5Jazz00.00000
6Warriors00.00000
7Clippers00.00000
8Lakers00.00000