Celtics 94 - Lakers 97

0

Do końca rozgrywek pozostaje niespełna siedem tygodni, a w Los Angeles wszystko po staremu: Lakers nadal są piekielnie silni u siebie, nadal kompletnie nieobliczalni na wyjazdach, a Pau Gasol bezustannie pozostaje tematem plotek transferowych. Na szczęście wczoraj to drugie nie było problemem, gdyż Jeziorowcy podejmowali na własnym parkiecie Boston Celtics i pomimo ogromnych obaw po tym, co zaprezentowali w ostatnim tygodniu, zagrali tak, jak nas do tego w Staples Center przyzwyczaili. Lakers wygrali 97-94, odnosząc 8 zwycięstwo z rzędu na własnym parkiecie.

Lakers rozpoczęli spotkanie z energią i zaangażowaniem przywodzącym na myśl mecz sprzed tygodnia przeciwko Miami Heat, wygrane 93-83. Tamto imponujące zwycięstwo sprawiło, że nagle Lakers poszybowali w power rankingach do pierwszej piątki, a o Kobem Bryancie zaczęto w końcu mówić w kontekście nagrody MVP sezonu regularnego. Ale już trzy dni później nikt o tym nie pamiętał, bo podopieczni Mike'a Browna ponieśli dwie kompromitujące wyjazdowe porażki z Detroit Pistons i Washington Wizards, a Kobe w tych spotkaniach trafił tylko 17 z 57 rzutów. Jeziorowcy nadal jednak potrafią uczynić atut z przewagi własnego terenu, jak tylko Miami Heat i Oklahoma City Thunder, czyli w tej chwili dwie absolutnie czołowe ekipy w NBA (cała trójka ma bilans u siebie 18-2). Lakers znowu więc przypominali ten sam zespół sprzed co przed tygodniem i naprawdę ciężko zrozumieć dlaczego przeciwko silnym rywalom potrafią grać tak dobrze, by w odstępie zaledwie kilku dni przegrywać z tak słabymi zespołami.

By ten problem rozwiązać, Lakers mają jednak sztab szkoleniowy oraz generalnego managera Mitcha Kupchaka, który w tych czterech dniach pozostałych do zamknięcia okna transferowego (15 marca), będzie usilnie eksplorować rynek w celu wzmocnienia drużyny przed Playoffs. Samo spotkanie pomiędzy Bostonem, a Lakers było przez wielu obserwatorów określanie jako koniec pewnej ery, gdyż wielce prawdopodobne jest to, że był to ostatni mecz tych drużyn, z taką obsadą kadrową. Nie jest tajemnicą, że Pau Gasol jest głównym kandydatem, do odejścia w trakcie tych czterech dni, a podobny los może spotkać Rajona Rondo. Nie brakowało zresztą plotek, że obaj mogą powędrować w przeciwnych kierunkach. Jeśli faktycznie był to koniec pewnej ery, to została ona zamknięta w godnym stylu mistrzów NBA z lat 2008-2010. „Zawsze podchodzimy do tej rywalizacji ze szczególnym nastawieniem. Prawie zawsze wygląda to tak jakbyśmy grali o mistrzostwo. Z pewnością było to ciekawe spotkanie dla widza. Zawsze gramy przeciwko sobie twardo, a po obu stronach jest mnóstwo talentu, więc są to ciekawe starcia kiedy się spotykamy.” – podsumował Ray Allen.

Mecz faktycznie był bardzo emocjonujący i wyrównany do samego końca, choć początek spotkania zupełnie na to nie wskazywał. Lakers rozpoczęli od mocnego 7-0 i choć już po chwili był remis, to pod koniec kwarty na tablicy wyników znowu widniał wynik 24-14 na ich korzyść. Kobe Bryant, na którego w ostatnim tygodniu spłynęła fala krytyki za zbyt dużą ilość rzutów, od pierwszych chwil spotkania był bardzo powściągliwy w ataku, a atak Lakers opierał się głównie na grze przez wysokich, którzy mieli ogromną przewagę wzrostu nad Celtics. Z powodu kontuzji Doc Rivers nie mógł skorzystać z usług Jermaine'a O'Neala, więc jako środkowy zmuszony był grać Kevin Garnett, z kolei na silnym skrzydle mierzący tylko 203 cm Brandon Bass.  

Drugą kwartę Jeziorowcy rozpoczęli z Andrew Bynumem i czwórką rezerwowych, i choć w tym samym momencie na parkiecie przebywała trójka graczy pierwszej piątki Celtics, to był to fragment największej przewagi Lakers w całym spotkaniu. Za sprawą dwóch Andrzejów, Bynuma i Andrew Goudelocka, oraz przy pomocy świetnie prezentującego się w tej części spotkania Steve'a Blake'a, gospodarze osiągnęli najwyższą w meczu, piętnastopunktową przewagę. Długo jednak się z niej nie cieszyli, bo wraz z powrotem na plac gry pełnych piątek, Celtics zaczęli sukcesywnie odrabiać straty i rzutem za trzy w wykonaniu Rondo, równo z syreną obwieszającą koniec pierwszy połowy, zmniejszyli je do zaledwie dwóch punktów (42-44).

Od tego momentu był to już bardzo wyrównany pojedynek z mnóstwem fizycznej gry. Nie obyło się również bez gorących momentów, ale Metta World Peace nie poddał się prowokacjom ze strony Kevina Garnetta i na szczęście nie doszło do żadnych rękoczynów. Od chwili odrobienia strat przez Celtics, żadna ze stron nie prowadziła już wyżej niż różnicą pięciu punktów, a prowadzenie kilkakrotnie przeskakiwało z jednej strony na drugą. Przez większość czwartej kwarty to jednak Boston wyglądał na zespół zmierzający po zwycięstwo, ale w decydującym momencie to Lakers przełączyli się na mistrzowski bieg.

Przez pierwsze trzy kwarty Kobe rzucał bardzo mało, choć oczywiście tylko jak na siebie, bo nawet z liczbą 13 rzutów, miał ich najwięcej spośród wszystkich graczy. Przed czwartą kwartą trafił jednak tylko 5-krotnie, ale po raz kolejny w decydującym momencie przypomniał o swoim fenomenie. W połowie kwarty trafił dwa razy z rzędu za trzy punkty, w sytuacji, gdy Celtics zaczynali przejmować inicjatywę. Na moment udało mu się ostudzić ich zapędy, ale to Boston na niespełna 2 minuty 41 sekund przed końcem meczu prowadził 94-89. Ta końcówka była jednak jedną z najlepiej rozegranych przez Lakers w całym sezonie. Bryant najpierw zmniejszył stratę do trzech punktów, a po chwili Jeziorowcy obronili się pod własnym koszem, mimo że po pierwszej niecelnej próbie Kevina Garnetta, piłkę zebrał Brandon Bass. Jednak rzut za trzy Raya Allena również okazał się niecelny i już po chwili gospodarze tracili już tylko jeden punkt do rywala, po tym jak ekwilibrystycznym rzutem spod samego kosza popisał się Andrew Bynum. Kolejne posiadanie piłki przez Celtics, ponownie zostało wybronione i Kobe mógł wyprowadzić Lakers na prowadzenie 95-94. Goście z Bostonu kontynuowali festiwal nieskutecznych rzutów i kolejne posiadanie piłki znowu nie przyniosło im punktów.

Wówczas miało miejsce zdarzenie, które może być kamieniem milowym w karierze Andrew Bynuma i jego relacji z Kobem Bryantem. Przy stanie 95-94 Lakers wzięli czas na 23 sekundy przed końcem meczu. Zazwyczaj w takich momentach piłka ląduje w rękach Kobego i zapewne tego spodziewali się koszykarze Celtics. Lakers zdecydowali się jednak zagrać na Andrew, który nie zawiódł i na 15 sekund przed końcem meczu zdobył decydujące o zwycięstwie punkty. Wielki krok w karierze zawodnika, który za kadencji Phila Jacksona w takich momentach zazwyczaj siedział na ławce bo ten mu nie ufał. Lakers zakończyli kwartę zdobyciem 8 punktów, przy zerowej odpowiedzi ze strony Celtics, którzy mimo wielu prób nie potrafili sforsować obrony Lakers. W tych ostatnich, niespełna trzech minutach spudłowali sześć rzutów. Paul Pierce mógł jeszcze doprowadzić do dogrywki ale został zablokowany przez Bryanta. Piłka poleciała jeszcze w stronę Rajona Rondo, ale jego rzut za trzy również okazał się niecelny.

„Andrew jest zbyt wysoki. To jest coś czego nie można się nauczyć. Wiedziałem, że będzie to celny rzut.” – powiedział Kobe. „To było szalone. Kobe zaproponował takie rozwiązanie. Powiedział, że nie będą na to przygotowani. Udało mi się uzyskać pozycję i wykonać zadanie. Byłem bardzo podekscytowany taką szansą. Kiedy rozrysowano na mnie akcję, pomyślałem, że lepiej, żebym to trafił. Udało się. To świetne uczucie i mam nadzieję, że będę częściej dostawać piłkę w takich momentach.” – dodał Bynum, który w całym meczu zdobył 20 punktów i zebrał 14 piłek, choć musiał się ścierać z jednym z najlepszych defensorów w lidze w osobie Kevina Garnetta.

Gra Kobego w trzech pierwszych kwartach nie była zbyt imponująca, ale rzucał mało, a gdy nadeszła odpowiednia chwila włączył się do zdobywania punktów i ostatecznie zakończył spotkanie z okazałym dorobkiem 26 punktów i 7 asyst, na dobrej skuteczności 9 trafień na 20 prób z gry. 20 rzutów to ilość, której Bynum jeszcze ani razu nie zaznał w tym sezonie, ale też najmniej w wykonaniu Bryanta od 22 lutego i meczu z Dallas. Hiszpan Pau Gasol dodał 25 double-double w sezonie w postaci 13 punktów i 13 zbiórek. Z dobrej strony zaprezentował się również Metta World Peace, który zakończył występ z dorobkiem 14 punktów (3/5 za trzy).

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02