Lakers 85 - Pistons 88 OT

0

Choć z własnego parkietu Lakers uczynili twierdzę niemal nie do zdobycia, to ich forma w meczach wyjazdowych nadal pozostawia wiele do życzenia. Jeziorowcy mają problemy nawet z wykorzystaniem takich sytuacji, jak wczoraj, gdy ich rywalem była dużo niżej notowana drużyna – Detroit Pistons. Tłoki, co prawda potrzebowały dogrywki aby pokonać Lakers w The Palace, ale ostatecznie wygrały 88-85. Do dogrywki, celnym rzutem równa z końcową syreną doprowadził Kobe Bryant. W doliczonym czasie gry, gdy stanął przed szansą doprowadzenia do drugiej, ta sztuka mu się już jednak nie udała.

Lider Lakers nie zaliczy tego meczu do udanych. Do spotkania Kobe przystąpił w nowej, czarnej masce, ale w drugiej połowie meczu powrócił do poprzedniej, po tym jak w dwóch pierwszych kwartach trafił tylko 2 z 10 rzutów z gry. „Maska, którą dziś testowaliśmy nie zdała egzaminu. Przemieszczała się z miejsca na miejsce.” – podsumował Kobe. Powrót do starej i sprawdzonej maski nie wiele jednak zmienił w grze Bryanta i do końca spotkania trafił 6 z 16 rzutów z gry, kończąc występ z fatalną skutecznością 30,7%. W trzech pierwszych meczach od All-Star Game, w których rzucający obrońca Lakers grał w przezroczystej masce, zdobywał średnio 34 punkty, na skuteczności 54,3%.

Podczas gdy Kobe bezskutecznie starał się odnaleźć właściwy rytm, swój najlepszy mecz w sezonie rozgrywał Andrew Bynum. 24-letni środkowy zdobył rekordowe w bieżących rozgrywkach 30 punktów (13/18 z gry), do których dodał 14 zbiórek (6 na atakowanej tablicy) i 3 bloki. Bynum kompletnie zdominował Grega Monroe, jednego z najbardziej obiecujących środkowych ligi, który w tym sezonie osiąga średnie (16,4 punkty, 10,2 zbiórki na mecz) porównywalne do osiągnięć Bynuma (16,6 punkty, 12,9 zbiórki na mecz). Monroe w konfrontacji z graczem Lakers rozegrał jednak najsłabszy mecz w ataku w tym sezonie i zdobył zaledwie 2 punkty, trafiając 1 z 10 rzutów z gry. Pistons nie mieli również odpowiedzi na innego wysokiego gracza Lakers, Pau Gasola, który dodał wszechstronne 20 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst i 4 bloki. Frontcourt Jeziorowców był jednak jedynym jasnym punktem zespołu w tym meczu. Pomijając słabą skuteczność Bryanta, to mimo wszystko dostarczył 22 punkty, a mecze w których cała wielka trójka Lakers zdobywała po 20 oczek i więcej można policzyć na palcach jednej ręki. Problem stanowił natomiast brak wsparcia od pozostałych zawodników, którzy wspólnymi siłami zdobyli marne 13 punktów, a sama ławka rezerwowych przegrała z ławką Pistons 7-32.

Obie drużyny miały problemy ze zdobywaniem punktów, o czym najlepiej świadczy fakt, że pomimo dogrywki, żadna ze stron nie osiągnęła nawet pułapu 90 oczek. Co ciekawe, był to dla Lakers już trzeci mecz w tym sezonie zakończony dogrywką i najwyższym wynikiem w tych spotkaniach było 90-87 w konfrontacji z Utah Jazz. Z Jazzmanami, jak i później z Boston Celtics, Lakers jednak potrafili wygrać, mimo że obydwa mecze były rozgrywane na wyjazdach. W Detroit ta sztuka im się już nie udała, ale warto w tym miejscu wspomnieć, że pomimo słabego ogólnego bilansu (13-26), Pistons na własnym terenie spisują się całkiem nieźle (10-11), a także z każdym tygodniem rozgrywek grają co raz lepiej. Zaczęli sezon od wyniku 8-21, ale wygrali połowę z ostatnich dziesięciu spotkań, m.in. pokonując dwukrotnie Boston Celtics. Choć Lakers zatrzymali gospodarzy poniżej 90 punktów, to trener Mike Brown nie był zadowolony z gry w defensywie swoich graczy. „Nic nie wyglądało tak jak powinno i zapłaciliśmy za to porażką. Jestem bardzo zawiedziony naszą grą w obronie. Wszystko co robili Pistons to były wjazdy pod kosz i raz po raz zdobywali punkty spod samej obręczy.” – powiedział Brown.

Do zwycięstwo poprowadził gospodarzy Rodney Stuckey, który bezlitośnie wykorzystał słabość Lakers na newralgicznej pozycji rozgrywającego. Stuckey zdobył 34 punkty, w tym 6 w dogrywce, dołączając tym samym do klubu innych playmakerów w NBA, którzy przeciwko Jeziorowcom rozgrywają swoje najlepsze mecze w sezonie. Oprócz Rodneya, jeszcze czterech graczy Pistons zanotowało tego wieczoru dwucyfrowy dorobek punktowy. Rezerwowy Ben Gordon zdobył 15 punktów, a po 10 oczek dodali Tayshaun Prince, Jonas Jerebko i Jason Maxiell.

Najbardziej bolesny jest jednak fakt, że Lakers roztrwonili dwunastopunktową przewagę, którą mieli jeszcze w połowie drugiej kwarty. Pomimo kiepskiej gry niewiele jednak brakowało, a Lakers wygrali by w regulaminowym czasie gry. Nie do zatrzymania w ostatnich dwóch minutach meczu był jednak Rodney Stuckey, który zdobył ostatnie 7 punktów swojego zespołu w regulaminowym czasie gry. Po tym jak Andrew Bynum powiększył prowadzenie Lakers do trzech oczek, na 2 minuty i 45 sekund przed końcem czwartej kwarty, Stuckey zdobył 4 punkty z rzędu. Z odpowiedzią przyszedł Metta World Peace dając swojej drużynie ponowne prowadzenie, ale Stuckey po chwili trafił za trzy punkty, dzięki czemu Pistons wygrywali 78-76, gdy na zegarze pozostawało 9 sekund do końca gry. Piłka trafiła oczywiście w ręce Kobego, który zrobił to, co robił wielokrotnie w swojej karierze i trafiając ze stoickim spokojem doprowadził do dogrywki.

W dogrywce Stuckey kontynuował swoją zabójczą grę z końca czwartej kwarty, ale Lakers nadal mieli szansę wygrać to spotkanie. Jeszcze na minutę i 38 sekund przed końcem doliczonego czasu gry Jeziorowcy prowadzili 85-84. Jak się jednak później okazało, nie powiększyli już swojego dorobku punktowego w tym meczu, podczas gdy Pistons najpierw objęli prowadzenie po punkach Tayshauna Prince'a, a następnie wynik meczu na 88-85, dwoma trafieniami z linii rzutów wolnych ustalił Stuckey. Lakers mieli jeszcze 36 sekund by zmienić wynik spotkania, ale w żadnym z dwóch posiadań piłki ta sztuka im się nie udała. Kobe Bryant dwukrotnie w tym czasie pudłował za trzy, w wliczając w to rzut, na niespełna 6 sekund przed końcem meczu, który potencjalnie mógł doprowadzić do dogrywki. Piłkę po tym rzucie zebrał jeszcze Metta World Peace i zdążył z nią wyjść za linię rzutów trzypunktowych, by oddać rzut, ale i ta próba okazała się niecelna.

W ostatecznym rozrachunku Lakers rozegrali jeden z najsłabszych meczy w tym sezonie jeśli chodzi o skuteczność w rzutach z dystansu. Przez wiele tygodni Jeziorowcy okupowali ostatnie miejsce w lidze pod tym względem, ale w końcu odbili się od dna. W konfrontacji z Pistons przeszli jednak samych siebie i trafili tylko 3 na 22 próby rzutu za trzy. „Graliśmy jakbyśmy wszyscy byli zmęczeni.” – tłumaczył słabszą dyspozycję Bryant.

Lakers nie będą mieć jednak chwili na odpoczynek bo już dziś czeka ich pojedynek z Wizards w Waszyngtonie i choć jest to drużyna z drugim od końca bilansem w lidze, to wyjazdowa forma Jeziorowców w tym sezonie stawia końcowy rezultat tego spotkania pod dużym znakiem zapytania. Początek meczu o godzinie 1 czasu polskiego.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02