Lakers 85 - Knicks 92

0

Jeszcze przed serią sześciu wyjazdowych spotkań wydawało się, że New York Knicks będą dla Lakers jednym z łatwiejszych rywali. Dodatkowo w szeregach Knicks zabrakło dwójki liderów: Carmelo Anthony'ego i Amare Stoudamire'a, więc ciężko o bardziej korzystne warunki do zwycięstwa. Jeziorowcy przyzwyczaili jednak do tego, że są kompletnie nieobliczalni i w tym spotkaniu po raz kolejny dali tego dowód, tym razem nieprzynoszący im żadnej chluby. Dzień po wygranym po dogrywce meczu z Bostonem, Lakers ulegli w hali Madison Square Garden 85-92.

Pod nieobecność Carmelo i Amare swój najlepszy mecz w karierze rozegrał zawodnik, który jeszcze przed tygodniem pozostawał anonimowy dla wielu kibiców NBA. Przed meczem, Kobe Bryant przyznał, że co prawda wie kim jest Jeremy Lin, ale nie ma pojęcia czym się wsławił w ostatnim tygodniu. Dla niezorientowanych, Lin to zawodnik, który nie został wybrany w drafcie, a przed startem rozgrywek bez skrupułów został zwolniony przez Golden State Warriors, gdzie grał w poprzednim sezonie. Zatrudnienie znalazł w New York Knicks, gdzie jeszcze do 4 lutego pozostawał graczem, który grał albo krótko albo wcale. Tego dnia bowiem eksplodował jego talent, gdy przeciwko New Jersey Nets zdobył 25 punktów z ławki. To, że nie był to jednorazowy wyskok udowodnił w dwóch kolejnych spotkaniach, w których był już starterem Knicks, prowadząc ich do zwycięstw nad Jazz i Wizards. Ogółem, w tych trzech spotkaniach notował średnio 25,3 punktu i 8,3 asysty.

Kobe Bryant po wczorajszym meczu na pewno zapamięta skąd ten cały szum o Lina. 23-latek o tajwańskich korzeniach zdobył 38 punktów i zanotował 7 asyst, prowadząc swój zespół do czwartego zwycięstwa z rzędu, a kibice w hali Madison Square Garden nagrodzili jego wspaniały występ, okrzykami "MVP! MVP!", które po raz ostatni zbierał tu zapewne właśnie Kobe. "Myślę, że to świetna historia. To świadectwo jego wytrwałości i ciężkiej pracy. To dobry przykład dla dzieciaków na całym świecie." − powiedział o występie Jeremy'ego, Bryant, który zdobył 34 punkty i zebrał 10 piłek, ale grał na fatalnej skuteczności (11/29) z gry.

Nie bez przyczyny poświęciłem tak długi wstęp zawodnikowi Knicks. Ciężko bowiem znaleźć jakiekolwiek pozytywy w grze Lakers. Do swojej tradycyjnych słabych stron, w postaci fatalnej skuteczności rzutów za trzy (25%) czy kiepskiej gry rezerwowych, Lakers dołożyli w ostatnim tygodniu kolejną bolączkę. Przed tygodniem, w meczu z Utah Jazz Jeziorowcy zanotowali najmniejszą w sezonie liczbę asyst (12). Czy coś się od tego czasu zmieniło na lepsze? Z Philadelphią mieli ich 23, ale jak się okazało była to tylko doraźna poprawa. Z Bostonem i przeciwko Knicks zanotowali ich znowu po zaledwie 13. To chyba najlepiej obrazuje jak bardzo brakuje tej drużynie rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Niepokojąca jest również gra w ataku Lakers, w trakcie tej serii wyjazdowej. W żadnym z tych spotkań Lakers nie zdobyli więcej jak 93 punkty, a w trzech w ogóle nie przekroczyli 90 oczek. Skuteczność w tych pięciu meczach wyniosła z kolei zaledwie 40,1%, co i tak jest znacznie zawyżone wynikiem z pierwszego meczu z Denver, w którym trafili 47% swoich rzutów. Defensywa Lakers nadal pozostaję jedną z czołowych w lidze, ale w tej grze nadal chodzi o to, żeby zdobyć więcej punktów od rywala, a z tym Jeziorowcy mają problemy właściwie od początku sezonu.

Mimo naprawdę słabej gry, Lakers przegrali tylko siedmioma punktami, na co zapewne wpływ miały braki kadrowe Knicks. Mecz mógłby się zakończyć innym rezultatem, gdyby nie najgorszy w sezonie występ Andrew Bynuma, który został całkowicie wyłączony z gry przez Tysona Chandlera. Bynum zdobył zaledwie 3 punkty, pudłując 7 z 8 rzutów z gry. Fatalnego wrażenia jakie po sobie pozostawił środkowy Lakers, nie ratują ani 13 zbiórek ani 3 bloki.

Serię sześciu spotkań wyjazdowych Jeziorowcy zakończą w niedzielę meczem z Toronto Raptors, czyli zdecydowanie najłatwiejszym rywalem z tej szóstki. Lakers mają więc nadal szansę by powrócić do Los Angeles z przyzwoitym wynikiem trzech zwycięstw. Mecz z Raptors rozpocznie się o nietypowej porze, bo o godzinie 19 czasu polskiego.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02