Lakers 90 - 76ers 95

0

Kobe Bryant prześcignął Shaquilla O'Neala na liście najlepszych strzelców w historii ligi i wskoczył na piąte miejsce za plecy Kareema Abdula-Jabbara, Karla Malone, Michaela Jordana i Wilta Chamberlaina. Święto zepsuła mu jednak porażka Lakers z Philadelphią 76ers 90-95. Jeziorowcy powrócili więc do typowej dla siebie formy na wyjazdach i po zwycięstwach w Minneapolis i Denver, przegrali kolejno w Utah i Philadelphii. Niezbyt to dobry prognostyk przed trzema kolejnymi meczami, które Lakers również rozegrają poza swoim domem.

Porażka bolesna o tyle, że przez większą część spotkania przewaga, nieznaczna, bo nieznaczna, ale mimo wszystko była po stronie Lakers. Pięciopunktowa przewaga z jaką Sixers zakończyli mecz była zarazem ich największą w tym spotkaniu, a uzyskali ją dopiero na 10 sekund przed jego zakończeniem. Lakers tymczasem prowadzili w drugiej kwarcie siedmioma punktami i choć od tego czasu gospodarze kilkakrotnie odrabiali straty i wychodzili na prowadzenie, to za każdym razem Jeziorowcy ponownie obejmowali palmę pierwszeństwa. Było tak aż do ostatnich minut spotkania, gdy dokładnie na 4 minuty i 37 sekund przed jego końcem Andrew Bynum dał swojej drużynie ponowne siedmiopunktowe prowadzenie 86-79.

Wydawało się, że Sixers są już na widelcu Lakers i zaraz zostaną skonsumowani, ale wtedy nastąpiła nieoczekiwana zmiana ról. A może wręcz przeciwnie, bo przecież nie pierwszy już raz w tym sezonie Lakers pozwolili odebrać sobie zwycięstwo w ostatnich minutach? Dwa dni temu jak filip z konopi wyskoczył Earl Watson, prowadząc Utah Jazz do zwycięstwa nad Jeziorowcami. Tym razem w rolę kata Lakers wcielił się Lou Williams zdobywając od stanu 86-79 dla gości, 12 z 16 punktów swojego zespołu. Jeziorowcy stracili zaś wszystko ze swojego animuszu z wcześniejszych faz tego meczu i kompletnie znikli w decydującym momencie. Choć Kobe grał do tego momentu na dobrej skuteczności to w tych ostatnich minutach spudłował 5 z 6 rzutów. Po jego niecelnych próbach dwukrotnie piłkę zbierał Pau Gasol, ale tego też Lakers nie potrafili przekłuć na swoją korzyść.

Bryant był praktycznie niewidoczny w drugiej połowie spotkania, gdyż 24 ze swoich 28 punktów w tym meczu, zdobył w dwóch pierwszych kwartach. Atak Lakers ciągnęli w tym czasie Andrew Bynum i Pau Gasol z pomocą rezerwowych Andrew Goudelocka i Troya Murphy'ego, co przynosiło zadowalające rezultaty, ale z pewnością zabrakło w ostatnich minutach słynnego instynktu zabójcy w jego wykonaniu. Czyli tego, co zaprezentował rezerwowy Lou Williams, rozgrywając jeden ze swoich najlepszych meczów w tym sezonie. „Od początku mojej koszykarskiej kariery dobrze grałem w czwartych kwartach. Doskonale wiem, że to najważniejsza część meczu.” – powiedział o swoim występie Williams.

Pod nieobecność zawieszonego na jeden mecz trenera Mike'a Browna, jego asystenci najwyraźniej zapomnieli, że Kobe potrzebuje czasem zmiany, co poskutkowało aż 44-minutowym występem w jego wykonaniu. Oczywiście sam Brown również nadmiernie eksploatuje swojego lidera i był to już trzeci tak długo występ Kobego w tym sezonie. Dla porównania, w poprzednim Bryant nie grał tak długo w żadnym meczu, który nie zakończył się dogrywką. Po tym meczu 33-letni Kobe ma na swoim koncie 28 601 punktów, a do kolejnego na liście Wilta Chamberlaina brakuje mu 2818 punktów, których zdobyciu przy zachowaniu średniej z obecnego sezonu (29,4 na mecz) zajęłoby mu 95 spotkań, czyli najwcześniej awansu na czwarte miejsce możemy się spodziewać w przyszłorocznych rozgrywkach.

Bryant przyznał po meczu, że przeskoczenie Shaquilla O'Neala było dla niego wyjątkowym osiągnięciem. „Wszystkie bitwy przez które razem przeszliśmy, wszystkie wygrane serie w Playoffs , duet który byliśmy w stanie stworzyć i zdobyte mistrzostwa sprawiają, że jest to bardzo znaczące.” Kobe po raz kolejny stał się w czymś lepszy od Shaqa, gdyż ma również więcej tytułów mistrzowskich na swoim koncie. „Chcę jeszcze numer sześć.” – podsumował Bryant.

Z obecną formą Lakers, może być o to niezwykle trudno w tym sezonie. Z 14 zwycięstwami i 11 porażkami Jeziorowcy zajmują dopiero szóste miejsce na Zachodzie, a identyczny bilans mają również Portland Trail Blazers, Houston Rockets i Dallas Mavericks i kolejne porażki spowodują, że Lakers mogą wypaść z ósemki, premiowanej awansem do Playoffs.  

W cieniu porażki i historycznego wyczynu Bryanta, przebiegła gra Andrew Bynuma, który zdobył 20 punktów i zebrał z tablic 20 piłek, co udało mu się już po raz drugi w tym sezonie. Do tego 24-letni środkowy Lakers dodał 3 zablokowane rzuty i 3 asysty, a jedyne co obciąża jego konto w tym meczu to nadmierna ilość strat (5). Nie popisał się za to Pau Gasol, który przyzwyczaił nas do tego, że dobre mecze przeplata słabymi. Hiszpan zdobył co prawda solidne 16 punktów i zebrał 11 piłek, ale gorzej było z samą efektywnością, gdyż trafił zaledwie 5 z 14 oddanych rzutów. Dobrą wiadomością jest za to gra Andrew Goudelocka, który po słabszym meczu przeciwko Nuggets ponownie zaprezentował się z korzystnej strony zdobywając 9 punktów (4/6 z gry) w 20 minut.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Jazz00.00000
2Thunder00.00000
3Blazers00.00000
4Timberwolves00.00000
5Nuggets00.00000
6Warriors00.00000
7Clippers00.00000
8Lakers00.00000