Lakers 93 - Nuggets 89

0

Wspaniałym akcentem Los Angeles Lakers rozpoczęli najdłuższą w sezonie serię, sześciu wyjazdowych spotkań. Już w pierwszym meczu przyszło im zmierzyć się z prawdopodobnie najtrudniejszym rywalem podczas tej wyprawy, drużyną Denver Nuggets, która przed tym meczem legitymowała się drugim najlepszym bilansem na Zachodzie. Jeziorowcom udało się jednak przezwyciężyć swoją niemoc na wyjazdach i po zaciętym pojedynku odnieśli wartościowe zwycięstwo 93-89 na tym niezwykle trudnym terenie.

Nuggets grali przez większą część drugiej połowy bez swojego podstawowego centra Timofey Mozgova, który fatalnie skręcił kostkę i musiał opuścić parkiet. Na parę z gry minut wyleciał również najlepszy strzelec Nuggets w tym sezonie, Włoch Danilo Gallinari, który oberwał w oko od Metta World Peace'a. Podczas jego nieobecności na boisku, Lakers zanotowali run 10-2. Gallinari wrócił co prawda do gry, ale po chwili znowu usiadł na ławce z powodu dokuczającego mu bólu i rozmytego pola widzenia.

Osłabienia gospodarzy i przewagę Lakers próbowali jednak unicestwić sędziowie, którzy na 11 sekund przed końcem meczu, przy stanie 91-89 dla Lakers nie odgwizdali ewidentnego faulu Nene na Andrew Bynumie. Środkowy Lakers nie potrafił zdobyć punktów spod kosza, po tym jak Nene trącił jego rękę, po czym w walce o zbiórkę piłka poleciała na aut, a sędziowie orzekli, że ostatnim dotykającym był zawodnik Lakers. W ten sposób Nuggets dostali w prezencie szansę na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale w tym przypadku sprawdziła się parafraza słynnej maksymy Rasheeda Wallece'a − "ball don't lie". Najczęściej używana jest ona w nieco innych okolicznościach, nie mniej jednak, Al Harrington nie potrafił wykorzystać podarunku od sędziów i jego rzut za trzy rozminął się z celem. Po niecelnym rzucie piłkę dopadł Matt Barnes i sfaulowany na 0,2 sekundy przed końcem meczu, ustalił jego wynik na 93-89 dla Lakers.

Jeziorowcy rozegrali bardzo zbilansowany mecz w ataku, przez jego większość musząc się zmagać z podwojeniami Nuggets, czy to Kobego Bryanta, czy też Andrew Bynuma. Środkowy Lakers już tradycyjnie miał problemy kiedy dopadało do niego dwóch rywali, co zakończyło się czterema stratami w jego wykonaniu. Kobe wychodził już z tego najczęściej obronną ręką, karmiąc swoich kolegów z zespołu asystami na łatwe punkty. W ten sposób Bryant, mimo kiepskiej dyspozycji strzeleckiej (7/23 z gry), stanowił nadal zagrożenie i zanotował 9 asyst. Do tego dodał 20 punktów, 6 zbiórek i 2 przechwyty. Niepokojący jest jednak fakt, że w trzech meczach przeciwko Nuggets w tym sezonie Bryant trafił tylko 19 z 79 rzutów, co daje mu fatalną 24-procentową skuteczność. Dlatego niepokojący, gdyż Nuggets wydają się być bardzo prawdopodobnym rywalem Lakers w Playoffs.

Lakers to jednak nie tylko Kobe i w dwóch, z trzech z tych spotkań zespół z Kalifornii był górą. Przeciwko Nuggets świetnie wypada za to Bynum, który jeśli już wyrwie się spod opresji zmasowanej obrony, to najczęściej jest nie do zatrzymania. Andrew zdobył 22 punkty, zebrał 10 piłek i zablokował 3 rzuty. Jego średnie statystyki w trzech meczach przeciwko Baryłkom w tym sezonie, to z kolei 23 punkty i 13 zbiórek i Timofey Mozgov, nawet jeśli przebywa na parkiecie, a nie na nim leży zwijając się z bólu, nadal nie stanowi większego wyzwania dla Andrew. Tym są jednak nieszczęsne podwojenia, przy których Bynum zbyt długo zwleka z podaniem, co często kończy się stratami i jest to ten element gry, nad którym 24-letni środkowy Lakers najbardziej musi popracować.

Hiszpan Pau Gasol dodał solidne nieoszałamiające, ale solidne 13 punktów w ataku, a do tego zebrał aż 17 piłek, czyli najwięcej w tym sezonie i zanotował 4 asysty.  Dobre zawody rozegrał Derek Fisher, który w 27 minut uzbierał 10 punktów, 3 asysty i 2 przechwyty, w tym bardzo ważny dla losów spotkania rzut za dwa punkty, po którym Lakers uzyskali prowadzenie 91-87 na minutę i dwadzieścia sekund przed końcową syreną. Bardzo przyzwoicie zaprezentował się również Metta World Peace, który grał aż 33 minuty, zdobywając w tym czasie 7 punktów i zbierając z tablic 7 piłek. World Peace również popisał się stalowymi nerwami w końcówce spotkania, trafiając ważną trójkę na niespełna cztery minuty przed jego końcem. Do tego wszystkiego dodał naprawdę solidną obronę.

Na lidera drugiego garnituru wyrasta za to debiutant Andrew Goudelock, którego poczynania w ostatnich meczach przerastają najśmielsze oczekiwania fanów Lakers. 23-latek zdobył tym razem 13 punktów w 20 minut, trafiając 6 z 10 rzutów z gry. Po tym jak w pierwszych 18 spotkaniach zdobył zaledwie 10 punktów, jego osiągi w ostatnich pięciu to 11,8 punktu na skuteczności 57,5%. W związku z tym, że jest to jego pierwszy sezon w lidze, a Goudelock jest przecież tylko 46 numerem w drafcie, trudno od niego oczekiwać by utrzymał tę formę przez resztę sezonu, ale na pewno jest to niezłym prognostykiem na przyszłość.

Kolejnym przystankiem Lakers będzie Salt Lake City, gdzie zmierzą się z miejscowymi Utah Jazz, czyli siódmą drużyną w Konferencji Zachodniej. Jazzmani będą jednak bardzo zmobilizowani by zrewanżować się za 71-96 z 27 grudnia i 87-90 po dogrywce z 11 stycznia. Początek meczu dziś o godzinie 3 czasu polskiego.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Nuggets00.00000
2Timberwolves00.00000
3Blazers00.00000
4Thunder00.00000
5Jazz00.00000
6Warriors00.00000
7Clippers00.00000
8Lakers00.00000