LA Clippers 91 - LA Lakers 96

0

Rywalizacja o prym w Mieście Aniołów już dawno nie była tak interesująca jak w tym sezonie. Według wielu fachowców, to Clippers mają w tym roku lepszą drużynę i słowa te znajdowały potwierdzenie w dwóch meczach przedsezonowych (mało istotnych, ale mimo wszystko) i spotkaniu rozegranym dwa tygodnie temu, w którym wygrali z Lakers 104-92. Kolorytu wszystkiemu dodaje fakt, że po stronie Clippers gra zawodnik, którego od gry w barwach Lakers dzieliła tylko decyzja Davida Sterna, Chris Paul. Tym razem to jednak Lakers opuszczali parkiet hali Staples Center w roli zwycięzców, po emocjonującym meczu, wygranym 96-91.

Takiej wygranej Lakers bardzo potrzebowali, żeby podbudować swoje morale po tym jak przegrali w trzech ostatnich meczach. Co prawda po raz 12 z rzędu nie przekroczyli granicy 100 punktów, wyrównując najdłuższą od 2004 serię poniżej 100 oczek, ale fani Lakers zapewne nie mieliby nic przeciwko temu, gdyby potrwała ona dłużej, a mimo wszystko udawało im się wygrywać. W przypadku tej wygranej jest to nic innego jak tylko statystyka, gdyż ciężko się przyczepić do ofensywy Lakers w tym spotkaniu. Dwóch graczy przekroczyło granicę 20 punktów, kolejnych trzech dodało powyżej 10 oczek, a cały zespół trafił 48,5% rzutów z gry w tym, uwaga, 50% rzutów za trzy.

Przed tym spotkaniem Lakers plasowali się na ostatniej pozycji od końca w całej lidze z fatalną skutecznością 25,6% trafionych trójek i tylko raz w tym sezonie, trafiali je lepiej niż dzisiejszej nocy. Było to prawie miesiąc temu, 29 grudnia w konfrontacji z New York Knicks, gdy trafili 9 z 16 rzutów z dystansu. Czy występ przeciwko Clippers zwiastuje odbicie się w końcu od dna w tym elemencie gry, czy był to tylko wyjątek od reguły? Przed tym meczem Lakers mieli aż dwa dni odpoczynku, więc może w zmęczeniu należałoby szukać przyczyny słabej dyspozycji strzeleckiej Jeziorowców, gdyż w ich szeregach naprawdę nie brakuje dobrych rzucających z daleka. Derek Fisher, Metta World Peace, Jason Kapono czy Troy Murphy, każdy z tych zawodników notował w swojej karierze sezony, w których trafiał powyżej 40% trójek, a w przypadku Kapono nawet 50%. Na szczęście Lakers przed kolejnym meczem z Milwaukee Bucks mają znowu dwa dni przerwy, więc być może po nim, trochę się rozjaśni, czy napięty kalendarz był kluczowym elementem wpływającym na ich słabą dyspozycję w tym aspekcie.

Wygrana nad Clippers była świetnym wysiłkiem zespołowym graczy Lakers, czyli czymś czego wielokrotnie im w tym sezonie brakowało i bywało powodem porażek. Do zdobywania punktów włączył się cały zespół, dzięki czemu Kobe Bryant oddał tylko 17 rzutów z gry, czyli najmniej od wspomnianego już wcześniej meczu z Knicks z końca grudnia. Kobe trafił 7 z nich, dodając do tego dwie celne trójki, 8 trafień na 10 prób z linii rzutów wolnych, zbiórek i 6 asyst oraz mniej chwalebne 7 strat, które na szczęście nie wpłynęły negatywnie na końcowy rezultat meczu. „Wszyscy graliśmy z odpowiednim nastawieniem i chłopaki zrobili, wszystko co mogli, żeby wygrać.” – powiedział Bryant.

W ostatnich dniach Pau Gasol głośno się wypowiadał o tym, że chciałby odgrywać większą rolę w ataku Lakers i dostawać więcej podań. Tym meczem udowodnił, że na to zasługuje, będąc agresywnym w ataku i grając przyzwoitą obronę przeciwko Blake'owi Griffinowi, który i tak zdobył swoje 26 punktów, ale musiał się na nie solidnie napracować. Gasol trafił aż 9 z 13 rzutów z gry i zakończył mecz z dorobkiem 23 punktów, 10 zbiórek i 4 asyst. Środkowy Andrew Bynum dodał z kolei 19 punktów, 4 bloki i tylko 6 zbiórek, które miały znaczący wpływ na to, że Lakers przegrali walkę na tablicach 36-42, ale tak, jak wyżej, Jeziorowcy wygrali i nadal są trzecią najlepiej zbierającą ekipą w NBA, więc należy to uznać za wypadek przy pracy. Derek Fisher dodał 11 punktów, i choć na kiepskiej skuteczności z gry (33%), to na dystansie był już prawie bezbłędny trafiając 3 z 4 rzutów trzypunktowych.

Osobny akapit należałoby poświęcić wyczynom Metta World Peace'a, który był katalizatorem skutecznej gry na obu końcach parkietu Lakers, a zwłaszcza w czwartej kwarcie meczu. Patrząc na jego statystyki zobaczymy, że grał aż 38 minut (najwięcej w sezonie) i w tym czasie zdobył zaledwie 3 punkty, trafiając 1 z 4 rzutów z gry. Na tej podstawie można by wysnuć wniosek, że był on kompletnie bezużyteczny, ale mijałoby się to z prawdą. Peace może i nie zdobywał punktów, choć te 3 zdobył akurat w bardzo ważnym momencie, ale robił na parkiecie mnóstwo innych rzeczy, które w znaczący sposób przyczyniły się do wygranej Lakers. Miał najwięcej w drużynie 7 asyst, a do tego dodał 2 przechwyty i 1 blok, ale jego prawdziwy wpływ na grę zespołu kryje się po statystyką +/-, w której zanotował +20. Oznacza, to, że z nim na parkiecie, Lakers byli o 20 oczek na plusie przed Clippers, co jest o tyle ciekawe, że w żadnym momencie tego meczu nie prowadzili wyżej niż sześcioma punktami. Prawdziwe show Peace zaprezentował jednak w ostatniej kwarcie, kiedy to był liderem  Lakers, próbujących najpierw wyjść na prowadzenie, a następnie, gdy już im się to udało, utrzymać przewagę. Na przestrzeni zaledwie kilku minut przechwycił piłkę po czym trzy rzuty wolne zamienili na punkty Kobe Bryant i Derek Fisher, trafił za trzy, a chwilę później zanotował asystę do Andrew Bynuma, dzięki czemu Lakers wyszli na prowadzenie 89-84. Do tego, gdy Clippers zmniejszyli dystans do dwóch oczek, na 51 sekund przed końcem meczu zablokował rzut Chrisa Paula, który mógł doprowadzić do remisu 89-89.  

Metta World Peace nie był jednak jedynym graczem, który dał wsparcie z ławki rezerwowych, która w tym sezonie często zawodziła trenera Mike'a Browna. I patrząc na wspólny dorobek punktowy rezerwowych (17 punktów), można by odnieść wrażenie, że był to kolejny taki mecz, ale znowu byłaby to błędna ocena. Swój najlepszy mecz w sezonie, a zarazem i karierze na parkietach NBA rozegrał debiutant Andrew Goudelock. Wybrany z numerem 46 w drafcie zawodnik zdobył 14 punktów, trafiając 5 z 8 rzutów z gry, w tym 2 z 3 rzutów trzypunktowych, kilkakrotnie prezentując to, czego wydawało się, że nikt w Lakers oprócz Kobego nie potrafi, czyli umiejętność kreowania swoich własnych punktów. Oby ten mecz pozwolił nabrać Goudelockowi pewności siebie której mu wielokrotnie brakowało w dotychczasowych meczach.

Rywalizacja Clippers i Lakers nabrała w tym sezonie prawdziwych rumieńców i już w pierwszym pojedynku w tym sezonie wyglądała ona na tę rodem z Playoffs. Tym razem również nie zabrakło walki i spięć pomiędzy zawodnikami obu stron, co zakończyło się sześcioma faulami technicznymi, w tym czterema dla Lakers. Emocji nie potrafił utrzymać Josh McRoberts, który po dyskusjach z sędziami otrzymał drugie przewinienie techniczne, co automatycznie oznaczało konieczność opuszczenia boiska. A to wszystko jeszcze przed incydentem, który miał miejsce już po zakończeniu spotkania, gdy gest Pau Gasola rozzłościł Chrisa Paula. „Dotknął mojej głowy i nie spodobało mi się to. Nie wiem czy Pau ma dzieci, ale dotknął mnie tak, jakbym był jego dzieckiem. Nie wiem jakie były jego intencje, ale nie jestem jego dzieckiem.” – powiedział Paul.

Obie drużyny w sezonie zmierzą się jeszcze tylko raz, 4 kwietnia, chyba, że wpadną na siebie później w Playoffs. Byłby to pierwszy taki przypadek w historii NBA, a temperatura, jaka towarzyszyło dwóm dotychczas rozegranym meczom, zwiastuje, że byłaby to świetne seria. Wszystko okaże się już za kilka miesięcy.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Jazz00.00000
2Thunder00.00000
3Blazers00.00000
4Timberwolves00.00000
5Nuggets00.00000
6Warriors00.00000
7Clippers00.00000
8Lakers00.00000