Lakers 80 - Magic 92

0

Gdy kilka dni temu Shaquille O'Neal powiedział, że najlepszym środkowym w lidze jest Andrew Bynum, kompletnie ignorując istnienie Dwighta Howarda, nie brakowało takich, którzy pukali się w czoło. W bezpośrednim pojedynku obu zawodników, Dwight nie pozostawił jednak żadnych wątpliwości kto w tej chwili jest bardziej dominującą siłą pod koszem w NBA. Howard, pomimo kiepskiej skuteczności, zdobył 21 punktów oraz zebrał 23 piłki i poprowadził swój zespół do zwycięstwa 92-80.

Magic grali swój czwarty mecz w ciągu pięciu ostatnich dni, a i tak wykazywali więcej energii od Jeziorowców. Lakers grali jednak dzień wcześnie z Miami Heat i pomimo tego, że tamten mecz był już przegrany przed ostatnią kwartą, to trener Mike Brown grał swoimi podstawowymi graczami do samego końca. Niestety odbiło się to na ich dyspozycji w meczu z Magic i już od samego początku wyglądali jakby nie było w nich za grosz chęci do walki, przez co kompletnie nie istnieli w ataku, zdobywając tylko 10 punktów w pierwszej kwarcie. Dzięki temu gospodarze prowadzili po tej części meczu 12 punktami, a jedyną przewagą jaką Lakers mieli w całym meczu, było 2-0 po punktach Dereka Fishera.  

W drugiej kwarcie było tylko gorzej i Lakers cudem przekroczyli w ogóle pułap 30 punktów przed przerwą. W pewnym momencie przegrywali już nawet 23 punktami i tylko fakt, że Magic również nie grali wielkiej koszykówki tego wieczoru uchronił ich od kompletnego blamażu. Po pierwszej połowie Orlando miało bezpieczną 17-punktową przewagę, a Lakers nie mieli po swojej stronie żadnych argumentów, żeby wykonać w drugiej części meczu szaleńczą pogoń za rywalem. To co w przerwie powiedział swoim zawodnikom trener Brown musiało poskutkować i w drugiej połowie Jeziorowcy w końcu zaczęli zdobywać punkty, ale o zmianie losów tego spotkania nie było większych szans, gdyż nie była to żadna dominacja, tylko zwyczajne nawiązanie walki, której tak  brakowało po ich stronie od rzutu sędziowskiego rozpoczynającego ten mecz. Lakers udało się dogonić Magic na dystans 9 oczek, ale to było wszystko na co było ich stać tego wieczoru. Ostatecznie przegrali różnicą 12 punktów, czyli taką samą jak pierwszą kwartę, więc pozostałe trzy udało im się zagrać tylko na remis.

Zgłodniała rywalizacji wielkich centrów z lat 90-tych liga z rumieńcami na twarzy oczekiwała konfrontacji Andrew Bynuma i Dwighta Howarda. Nie tylko dlatego, że jest to dwójka najlepszych w tej chwili środkowych w NBA, ale również dlatego, że od listopada mówi się o możliwym transferze Howarda do Lakers, podczas gdy częścią pakietu wymiennego do Magic miałby być właśnie Bynum. Napompowany balonik pękł jednak jeszcze w pierwszej kwarcie meczu, gdy Andrew popadł w problemy z faulami, popełniając swoje drugie przewinienie po sześciu minutach gry. W drugiej kwarcie Bynum zdążył pograć 3 minuty i złapał swoje kolejne przewinienie, lądując na ławce do końca pierwszej połowy. Ostatecznie spędził na parkiecie tylko 26 minut, grając mało agresywnie w obawie o kolejne faule. Spotkanie zakończył z 10 punktami, 12 zbiórkami i 2 blokami, co jeszcze w poprzednim sezonie uznane było za całkiem niezły występ, ale nie teraz, gdy oczekiwania wobec niego są znacznie większe. Tymczasem po drugiej stronie Dwight Howard trafił tylko 6 z 14 rzutów z gry i 9 z 17 rzutów wolnych, ale nie przeszkodziło mu to w dominacji pod tablicami. Był to dla niego drugi z rzędu i piąty w tym sezonie występ z dorobkiem minimum 20 punktów i 20 zbiórek.

Po dwóch słabszych meczach, do dobrej dyspozycji powrócił Kobe Bryant, ale nawet to nie wystarczyło żeby pociągnąć ofensywę Lakers. Kobe trafił 11 z 22 rzutów z gry i wszystkie 7 rzutów wolnych, kończąc występ z dorobkiem 30 punktów i 8 asyst. Co z tego jak istną sinusoidę zalicza Pau Gasol i po tym jak przeciwko Heat rozegrał prawdopodobnie najlepszy mecz w tym sezonie, w konfrontacji z Magic kompletnie nie istniał. Oczywiście 13 punktów i 10 zbiórek wygląda na papierze całkiem przyzwoicie, ale już skuteczność 4/12 z gry nie koniecznie. Aż 14 rzutów (najwięcej w sezonie) przypadło w udziale Derekowi Fisherowi, ale ten również miał problemy z celnością. Temu jednak dziwić się nie powinniśmy bo 35,7% z gry jakie osiągnął w tym meczu to nadal więcej niż trafia w tym sezonie...

Wycieczkę na Florydę Jeziorowcy zakończyli więc kompletem dwóch porażek, co w połączeniu z niedawną przegraną z LA Clippers daje im bilans 1-3 w ostatnich czterech meczach. W ten sposób od drugiego bilansu w Konferencji Zachodniej spadali na siódme miejsce, mając na koncie 10 zwycięstw i 7 porażek. Dobrą informacją jest jednak to, że w ciągu najbliższych siedmiu dni będą grać zaledwie dwa razy i to na własnym parkiecie, gdzie jak dotychczas wygrali 9 z 10 spotkań. Najbliższy mecz już jutro z Indianą Pacers, a w środę zmierzą się z LA Clippers starając się zrewanżować za porażkę sprzed tygodnia.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02