Lakers 87 - Heat 98

0

Miami HeatDwa dni odpoczynku, brak po stronie Miami Dwyane'a Wade'a oraz osłabiony chorobą organizm LeBrona Jamesa nie wystarczyły do tego, by Los Angeles Lakers byli w stanie pokonać Heat na ich własnym terenie. Po jednostronnym pojedynku Jeziorowcy ulegli na parkiecie hali AmericanAirlines Arena 87-98. Było to dla Heat czwarte zwycięstwo z rzędu nad Lakers, a dla tych drugich kolejna w tym sezonie porażka na wyjeździe, gdzie legitymują się jednym z najgorszych bilansów w lidze (1-5).

Choć końcowy wynik mógłby wskazywać, że Lakers przynajmniej nawiązali walkę to w rzeczywistości udało im się tylko uniknąć blamażu. Przez większość spotkania Heat kompletnie dominowali nad gośćmi z Kalifornii i dopiero w ostatniej kwarcie, gdy wynik meczu był już przesądzony, Lakers udało się nieco zmniejszyć straty. Po pierwszej połowie Heat prowadzili już 52-37, a w trzeciej kwarcie dołożyli do tego kolejne sześć punktów przewagi i to pomimo tego, że w tej części spotkania Lakers trafili 56% swoich rzutów.

Po raz kolejny zespół Mike'a Browna nie potrafił znaleźć swojego rytmu w ataku, a defensywa nie była na tyle szczelna, żeby to zamaskować. Świetny mecz rozegrał Pau Gasol, zdobywając najwięcej w sezonie – 26 punktów, trafiając 11 z 19 rzutów z gry i zbierając 8 piłek. Dobrą zmianę dał Troy Murphy trafiając wszystkie cztery rzuty z gry. Ale oprócz tego ciężko doszukiwać się jakichś pozytywów w ofensywnej grze Lakers. Tradycyjnie Jeziorowcy pudłowali co popadnie w rzutach z dystansu, kończąc występ z sześcioma celnymi trójkami na dwadzieścia prób, choć w tym sezonie bywało już bardziej żenująco w tym elemencie gry. Swojego rzutu nie potrafił również odnaleźć Kobe Bryant, trafiając w pierwszej połowie tylko raz na osiem prób. Udało mu się to dopiero w czwartej kwarcie gdy zwycięstwo Heat mieli już w kieszeni i ostatecznie zakończył mecz  z mogącymi przekłamywać jego słabą dyspozycję 24 punktami (8/21 z gry).

Po czterech meczach, w których Bryant zdobywał średnio 43 punkty i trafił 61 ze 121 rzutów, w spotkaniach przeciwko Dallas i Miami trafił tylko 15 z 43. Z Mavericks Lakers wygrali dzięki dobrej defensywie i szczęśliwemu rzutowi za trzy punkty w wykonaniu Dereka Fishera, ale przeciwko grającym lepiej w obronie i zdecydowanie efektywniej w ataku Heat nie miało to już prawa wystarczyć. Być może mecz miałby inny przebieg, gdyby Kobe rozegrał kolejne 40-punktowe spotkanie, ale ta porażka jest dowodem na to, że poleganie na heroicznych występach Bryanta w ataku jest na dłuższą metę kiepską taktyką. Lakers potrzebują większego udziału w grze całego zespołu, a zwłaszcza od ławki rezerwowych, która w tej chwili jawi się jako najgorsza w całej lidze.

Lakers nie mieli również żadnej odpowiedzi na LeBrona James i to pomimo że ten grał z objawami grypopodobnymi. W swoich szeregach Lakers mają Matta Barnesa i Mettę World Peace'a, którzy jeszcze do niedawna byli uznawani za jednych z najlepszych obrońców w lidze na pozycji niskiego skrzydłowego. World Peace jest tylko już cieniem Rona Artesta, który w sezonie 2003/2004 był nawet uznany najlepszym defensorem w całej NBA i to spotkanie chyba ostatecznie rozwiało wątpliwości, czy jest on jeszcze w stanie skutecznie bronić przeciwko tego kalibru zawodnikowi. Barnes z kolei robił co mógł, żeby ograniczyć poczynania Jamesa, jednak nie był w stanie robić tego przez cały mecz. LeBron trafił 12 z 27 rzutów z gry, czyli prawie 13% mniej niż trafia w sezonie, ale i tak zakończył mecz z niesamowitym dorobkiem 31 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst, grając z energią jaką ciężko było zaobserwować u kogokolwiek po stronie Lakers.

„Byli agresywni na obydwu krańcach parkietu, z wyjątkiem ostatnich kilku minut meczu. My byliśmy agresywni przez ostatnie sześć, siedem minut. Nie możesz w 48-minutowym spotkaniu pozwolić takiej drużynie, by przez jego większą część była agresorem.” – powiedział trener Mike Brown.

Lakers brakowało również agresji w obronie i Heat zbyt wiele razu zdobywali łatwe punkty spod kosza, podczas gdy Andrew Bynum się temu tylko bezradnie przyglądał. Środkowy Lakers zakończył mecz z dobrymi statystykami, zdobywając 15 punktów i zbierając 12 piłek, ale w rzeczywistości nie był to najlepszy występ w jego wykonaniu. Andrew najpierw szybko popadł w problemy z faulami, a w dalszej części meczu nie radził sobie z podwojeniami w obronie Heat, którzy są kolejnym już zespołem, który bezlitośnie obnażał tę słabość Bynuma.

Mimo że mecz był już przegrany po trzeciej kwarcie meczu, a przed Bynumem najtrudniejszy w sezonie pojedynek z Dwightem Howardem, to grał on pełne 12 minut w czwartej kwarcie. „Chciałem zobaczyć trochę walki u moich zawodników. Nie obchodziło mnie jaki jest wynik. Udało im się powalczyć, więc buduje to we mnie zaufanie do nich i mam nadzieję, że zbuduję również zaufanie u nich.” – tłumaczył swoją decyzję trener Brown.

„Zazwyczaj gramy twardo, ale to nie był jeden z tych wieczorów.” – podsumował Kobe.

Lakers zostają jeszcze na Florydzie, gdzie dzisiejszej nocy zmierzą się z Orlando Magic. Mecz rozpocznie się o godzinie drugiej naszego czasu, a jego transmisję zaprezentuje stacja Canal+.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02