Lakers 94 - Clippers 102

0

W pierwszych w tym sezonie derbach Los Angeles, górą okazali się Los Angeles Clippers, pokonując Jeziorowców 102-94. Rywalizacja obu drużyn, pierwszy raz od dawna, przybrała takiego kolorytu i po raz ostatni zawodnicy Clippers wychodzili na parkiet hali Staples Center w roli faworyta może tylko w sezonie 2004/2005. Choć po tych kilkunastu spotkaniach sezonu 2011/2012 ciężko jeszcze stwierdzić, która drużyna więcej osiągnie, Clippers mają po tym zwycięstwie więcej argumentów po swojej stronie. W teorii był to wyjazdowy mecz Lakers i w meczach na obcym terenie legitymują się obecnie fatalnym bilansem 1-4.

Lakers nie pomógł nawet czwarty z rzędu, czterdziestopunktowy występ Kobego Bryanta i najdłuższa w tym sezonie passa pięciu zwycięstw z kolei dobiegła końca. Jeszcze przed poprzednim meczem z Cleveland Cavaliers, Jeziorowcy byli najlepiej zbierającą ekipą w NBA. Niżej notowani Kawalerzyści zdołali jednak wygrać walkę na tablicach z Lakers i to samo uczynili dzisiejszej nocy Clippers, wygrywając w tym aspekcie gry 50-42 i zgarniając aż 17 zbiórek ofensywnych.

"Rozmawialiśmy przed meczem o tym, jak bardzo skupiają się na walce o zbiórki i mimo to wykonali przeciw nam świetną robotę na tablicach." − powiedział Bryant. "Siedemnaście zbiórek w ataku, to całkiem sporo. To nas wykończyło  w tym meczu. Całkiem nieźle broniliśmy, dzięki czemu udało nam się ich zatrzymać na niskim procencie rzutów z gry, ale 17 zbiórek i 25 punktów drugiej szansy, to ciężki orzech do zgryzienia." − dodał Kobe, który tym razem zdobył 42 punkty, trafiając 14 z 28 rzutów z gry, 12 z 14 z linii rzutów wolnych, a także zebrał 7 piłek i zanotował 4 asysty.

Lakers wykończył również ten, który miał reprezentować ich barwy, gdyby pamiętny transfer nie został zablokowany przez komisarza NBA, a mianowicie Chris Paul. Nie mając do swojej dyspozycji Steve'a Blake'a, trener Mike Brown musiał w dużym wymiarze czasowym korzystać z usług debiutanta Dariusa Morrisa. Numer 41 ubiegłorocznego draftu radziło sobie z Paulem całkiem nieźle, ale w lidze nie wielu jest graczy potrafiących ograniczyć Paula i młodemu Morrisowi również się to nie udało. 37-letni Derek Fisher też nie wiele miał do powiedzenia w obronie jeden na jednego i Lakers momentami próbowali nawet obrony strefowej, ale ta wyglądała wyjątkowo nieporadnie w ich wykonaniu i zadziałała tylko na korzyść Clippers, którzy dzięki temu dochodzili do łatwych pozycji trzypunktowych. Paul był najskuteczniejszym graczem w ekipie gospodarzy z dorobkiem 33 punktów, co jest jego największą zdobyczą punktową w tym sezonie. Wystawia to nienajlepszą laurkę rozgrywającym Lakers, ale o tym, że będą mieć problemy przeciw topowym jedynkom w NBA, było już wiadomo przed sezonem.

We znaki dali się Jeziorowcom również Chauncey Billups i były gracz Lakers, Caron Butler, czyli dwaj inni nowi gracze Clippers, nabyci przed sezonem. Chauncey dodał 19 punktów, a Butler 13 punktów i 5 zbiórek. Drugim strzelcem był natomiast Blake Griffin, na którego poczynania Lakers również nie potrafili znaleźć odpowiedzi. Numerem 1 draftu 2009 zdobył 22 punkty oraz zebrał 14 piłek. "Nie potrafili przeciw niemu bronić. Przy pick-and-rollach był nie do zatrzymania. Był dziś w dobrej formie strzeleckiej i przysporzył im wielu problemów." − powiedział o występie Chrisa Paula, Chauncey Billups, wskazując jedną z głównych przyczyn porażki Lakers w tym meczu.  

Obrona Lakers faktycznie nie prezentowała się najlepiej w tym spotkaniu i dopiero drugi raz w tym sezonie pozwolili drużynie rywali na przekroczenie granicy 100 zdobytych punktów. Podobnie jak za pierwszym razem w konfrontacji z Sacramento Kings, nie potrafili tego nadrobić w ataku. Choć wyczyny Kobego budzą podziw, to opieranie na nim ofensywy w takim stopniu nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem. W drugiej połowie Lakers nie proponowali właściwie żadnego innego pomysłu na atak niż przez ręce Kobego Bryanta. Choć był on podwajany przez graczy Clippers, to nie potrafił tego wykorzystać do wykreowania pozycji niebronionemu wówczas koledze. W trzeciej i czwartej kwarcie meczu mnóstwo było sytuacji gdy debiutant Darius Morris stał na trójce kompletnie niekryty, a Kobe i tak decydował się na rzuty przez ręce rywali. Oczywiście mnóstwo z nich trafił, ale w ostatecznym rozrachunku nie przyniosło to jego drużynie większych korzyści.

W trzeciej kwarcie Kobe zdobył aż 21 punktów i dzięki niemu Lakers skrócili dystans do Clippers do czterech punktów, ale w czwartej kwarcie nie potrafił już sforsować wzmożonej obrony gospodarzy, zdobywając już tylko 10 oczek, a popełniając za to 2 straty. "Kreowałem sobie pozycje do rzutów, aby pozostać efektywnym. Trafiałem większość rzutów z półdystansu. Nie radziliśmy sobie, więc wziąłem na siebie odpowiedzialność za grę i starałem się w ten sposób wykreować trochę energii i powrócić do gry. Udało nam się to, ale wtedy wykończyli nas dwoma celnymi trójkami z rzędu." − powiedział Kobe.

Choć Clippers dysponują jednym z mocniejszych duetów graczy podkoszowych w lidze, to tylko jeden z nich, DeAndre Jordan jest dobrym defensorem. Blake Griffin póki co słynie z nieporadnej obrony, ale Lakers nie potrafili wykorzystać tego faktu na swoją korzyść. Choć w drugiej połowie meczu Kobe za bardzo polegał na sobie, rzadko starając się skorzystać z usług Bynuma, bądź Gasola, to na przestrzeni całego spotkania nie mogli oni narzekać na ilość rzutów. Pau Gasol oddał nawet najwięcej w sezonie 17 rzutów, ale na punkty zamienił tylko 7 z nich i zakończył mecz z dorobkiem 14 punktów i 10 zbiórek. Andrew dodał 12 punktów i 16 zbiórek.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02