Lakers 90 - Jazz 87

0

Utah JazzLos Angeles Lakers w końcu przełamali swoją niemoc w meczach wyjazdowych i po zaciętym pojedynku i dogrywce pokonali Utah Jazz 90-87. Zwycięstwo cenne nie tylko dlatego, że jest to pierwsza wygrana Lakers na obcym terenie w tym sezonie, ale również z tego względu, że jak dotąd Jazz byli w EnergySolutions Arena  niepokonani, wygrywając tu pięć spotkań z rzędu. Jeziorowcy odnieśli zaś swoją czwartą wygraną z kolei i z bilansem 8-4 mają już trzeci najlepszy bilans w Konferencji Zachodniej.

Było to już drugie spotkanie obu drużyn w tym sezonie i podobnie jak 27 grudnia, lepsi okazali się Jeziorowcy. Wówczas jednak Lakers całkowicie zdominowali grę, odnosząc swoje najbardziej przekonujące zwycięstwo w tym sezonie, a to wszystko bez Andrew Bynuma. Tym razem mecz miał już bardziej zacięty przebieg i o wyłonieniu zwycięzcy musiała zdecydować dogrywka. Bez Bynuma mogłoby się to okazać niemożliwie do wykonania. Dzień wcześniej najlepszy strzelec Jazz w osobie Ala Jeffersona zdobył przeciwko Cleveland Cavaliers najwięcej w sezonie, 30 punktów. Andrew wykonał jednak świetną robotę w defensywie i zatrzymał Jeffersona na 11 punktach (5/17 z gry) oraz zablokował jego rzut na 3 sekundy przed końcem dogrywki, który potencjalnie mógł dać Jazzmanom zwycięstwo w tym meczu. W całym spotkaniu Andrew miał aż 5 bloków, w tym 3 właśnie na Jeffersonie.

Gwiazdą wieczoru był jednak po raz kolejny Kobe Bryant, który w drugim meczu z rzędu osiągnął granicę 40 punktów. Najlepszy w tej chwili strzelec w NBA (średnio 30,3 punktu na mecz) zdobył ich równo 40 (14/31 z gry, 11/11 z wolnych), a to wszystko mając naprzeciwko siebie jednego z najbardziej zawziętych defensorów w NBA, Raja Bella. "To świetne uczucie odnieść tutaj zwycięstwo. To bardzo trudny teren do zdobycia i był to dla nas ogromny test." − powiedział Bryant, który oprócz imponującej zdobyczy punktowej zanotował 8 zbiórek, 4 asysty, 1 przechwyt i 1 blok na Devinie Harrisie, który na 0,7 sekundy przed końcem dogrywki próbował doprowadzić do remisu rozpaczliwym rzutem z 10 metrów.

Dogrywkę Jazz rozpoczęli od zdobycia czterech punktów z rzędu przy zerowej odpowiedzi Lakers i wydawało się, że zwycięstwo gospodarze mają już na wyciągnięcie ręki. Kobe Bryant przełamał impas celną trójką, ale chwilę później tym samym odpowiedział Josh Howard i Utah znowu prowadziło 85-81. Od tego momentu pięć punktów z rzędu zdobył Jednak Pau Gasol, trafiając m.in. za trzy punkty po podaniu od Kobego Bryanta. To był przełomowy punkt dogrywki, w którym Lakers objęli prowadzenie 86-85  i wyraźnie nabrali wiatru w żagle. Na 51 sekund przed końcem dodatkowego czasu gry, Andrew Bynum dobił piłkę po niecelnym rzucie Kobego i Jeziorowcy wygrywali już 88-85. Dystans do jednego oczka zmniejszył jednak Paul Millsap, a w kolejnej akcji Kobe znowu spudłował. Dzięki temu Jazz mieli aż 16 sekund na to by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Rzut, który mógł im to zagwarantować został jednak zablokowany przez Bynuma, a wynik meczu na 90-87 dla Lakers ustalił Kobe trafiając dwa rzuty wolne.

Pau Gasol zakończył występ z dorobkiem 14 punktów i 11 zbiórek, a celny rzut za trzy w dogrywce był jego pierwszą trójką w tym sezonie. "Pau dostał zielone światło by rzucać za trzy. Chłopaki mu ufają. Kobe podał mu w krytycznym momencie spotkania i to trafienie było dla nas kluczowe." − powiedział trener Mike Brown. "Pau rzuca za trzy całkiem nieźle na treningach i trener zachęcał mnie bym mu w tym ufał. Zastanawiałem się nad tym podaniem. To trwało dla mnie jak wieczność. Ale w końcu pomyślałem, że raz się żyje." − powiedział Kobe Bryant.

Andrew Bynum dodał 12 punktów i 9 zbiórek, ale na kiepskiej skuteczności, trafiając tylko 5 z 13 rzutów z gry. Choć wykonał on świetną robotę w defensywie, to podkoszowi Jazz również nie pozostali dłużni Lakers i Pau Gasol też miał problemy z trafieniem do kosza (5/14 z gry). O ile Andrew zatrzymał jeszcze Jeffersona na 11 punktach, tak Gasol nie miał już żadnej odpowiedzi na Paula Millsapa, który był najskuteczniejszym graczem w szeregach gospodarzy i zdobył najwięcej w sezonie, 29 punktów. Wsparcie dał za to Matt Barnes, który był w ataku niemal bezbłędny (5/6 z gry) i zdobył 11 punktów, a także zebrał 7 piłek.

Lakers w końcu zagrali mecz, w którym udało im się uzyskać dobrą skuteczność w rzutach z dystansu. Co najważniejsze ograniczyli liczbę prób rzutów trzypunktowych do zaledwie 9 i trafili 4 z nich, w tym dwa razy w dogrywce co miało niebagatelne znaczenie dla końcowego wyniku. Tradycyjnie zanotowali jednak więcej strat od rywala (17-11), ale na ich szczęście, Jazz nie potrafili wykorzystać tego prezentu na swoją korzyść. Na pewno był to daleki od ideału mecz w wykonaniu koszykarzy z Los Angeles, ale sam fakt, że wygrali na tak trudnym terenie powinien być satysfakcjonujący. Jak dotąd wygrywali tylko u siebie i bardzo potrzebowali tego wyjazdowego zwycięstwa.

"Przez większość meczu, to nie był zbyt efektywny występ w naszym wykonaniu. Ale najważniejsze, że walczyliśmy pomimo tego. Rozegraliśmy dwie kluczowe akcje z rzędu dobijając piłkę po naszym niecelnym rzucie i blokując rzut Jeffersona. Ja też dodałem parę punktów. Mam nadzieję, że wkrótce wszyscy nasi kontuzjowani gracze wyzdrowieją i da nam to możliwość szerszej rotacji." −powiedział Pau Gasol. "To był ciężki mecz dla nas. Trudno się to wygrywa. Po za tym graliśmy drugi dzień z rzędu. Późno dotarliśmy do Utah, późno poszliśmy spać. Jestem dumny z naszego zespołu. Mam nadzieję, że teraz trochę odpoczniemy i przygotujemy się na kolejny back-to-back." − dodał Hiszpan.

Swój pierwszy oficjalny mecz w NBA rozegrał debiutant Darius Morris. Wybrany z numerem 41 w drafcie zawodnik spędził na parkiecie 13 minut, w trakcie których zdobył 4 punkty i 2 asysty. W dwunastce meczowej zastąpił on Jasona Kapono, który jednak nie wsiadł do samolotu lecącego do Salt Lake City i został w domu ze swoją żoną, która we wtorek urodziła bliźniaczki. Na ławce zabrakło również Troya Murphy'ego, który narzeka na bóle brzucha.

Do pracy gracze Lakers wrócą jutro i spotkaniem z Cleveland Cavaliers zamkną serię pięciu spotkań z teoretycznie słabszymi rywalami. Już 14 stycznia zmierzą sie jednak z LA Clippers w pierwszej bitwie o Los Angeles od przyjścia Chrisa Paula i tym meczem rozpoczną serię czterech meczy z naprawdę wymagającymi zespołami: Dallas Mavericks (16 stycznia), Miami Heat (19 stycznia), Orlando Magic (20 stycznia). Przed dwumeczem na Florydzie otrzymają jednak upragnione dwa dni odpoczynku między meczami, czego zaznają dopiero pierwszy raz w sezonie.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02