0

Spotkanie dwóch naładowanych młodymi talentami drużyn tj. Minnesoty Timberwolves i Los Angeles Lakers zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem Leśnych Wilków. Wybrani z pierwszymi numerami w draftach Andrew Wiggins i Karla Anthony Towns zdominowali mecz i poprowadzili do zwycięstwa swoich kolegów. Lakers nie mieli żadnej odpowiedzi, zarówno na skrzydłowego jak i podkoszowego Timberwolves. Jeziorowcy jednak nie są drużyną, która będzie regularnie wygrywać, zwłaszcza w wyjazdowych meczach dzień po dniu i to w ostatnim spotkaniu z wyjazdowej sesji.

Właściwie mecz można by było krótko podsumować, brakiem energii, agresji i obrony. Był to po prostu słaby mecz w wykonaniu podopiecznych Luke’a Waltona. Jednak nie powinno to być zaskoczeniem, ponieważ aby oczekiwać regularności i pewnych wygranych z rywalami, którzy są teoretycznie niżej notowani Los Angeles Lakers musieliby być drużyną na poziomie playoffs, a w sezonie zanotować minimum 45 zwycięstw. Tymczasem celem na ten sezon jest tylko rozwój graczy, a uzyskanie 30 zwycięstw będzie naprawdę dużym sukcesem.

Z resztą sam szkoleniowiec Lakers utrzymywał przed rozpoczęciem rozgrywek, że zwycięstwa same w sobie nie są celem, ale gdy nadarzy się taka okazja, to jego zawodnicy z chęcią sięgną po kolejną wygraną. Z samego spotkania warto odnotować pojawienie się na parkiecie Ivicy Zubaca, który niedawno nabawił się urazu pleców i nie był do dyspozycji trenera w poprzednich meczach. Ciekawie zaprezentował się również Brandon Ingram, który stopniowo nabiera pewności siebie w swoich poczynaniach, choć mógłby częściej atakować kosz i po prostu rzucać. Dzisiaj jednak nie radził sobie z Andrew Wigginsem, który miał nad nim zdecydowaną przewagę szybkości i atletyzmu.

Jednakże ktokolwiek próbował bronić dzisiaj Wigginsa to nie radził sobie za dobrze, zarówno Clarkson, Young jak i Ingram często faulowali, a przynajmniej tak decydowali sędziowie, którzy dzisiaj dość nie pozwalali na fizyczną grę i łącznie zawodnicy obu drużyn aż 72-krotnie pojawiali się na linii rzutów wolnych. Tom Thibedeau w odróżnieniu do Luke’a Waltona grał swoimi starterami o wiele więcej minut. Niestety dla Waltona Mozgov szybko złapał 6 faul i zagrał dziś jedynie 15 minut. Łącznie Lakers popełnili 31 fauli przy 19 Timberwolves. Oprócz tego Jeziorowcy częściej tracili piłkę i przegrali zbiórkę. Kiedy w żadnym elemencie gry nie jest się lepszym od rywala trudno oczekiwać zwycięstwa.

Mimo to Los Angeles Lakers są nadal wielką niespodzianką i zarazem niewiadomą. Po 11 spotkaniach notują bilans 6-5, a przed nimi powrót do domu i możliwy do wygrania mecz z Nets, co prawda później Staples Center odwiedzą kolejno San Antonio Spurs, Chicago Bulls i Oklahoma City Thunder, więc realistycznym scenariuszem byłoby 1 zwycięstwo i 3 porażki w najbliższych spotkaniach. Pod wodzą Luke’a Waltona Lakers już nas potrafili zaskoczyć, pozostaje więc trzymać kciuki i obserwować co gracze Złota i Purpury zaprezentują w roli gospodarzy, zwłaszcza że dopingować ich będzie wygłodniała każdego, nawet najmniejszego sukcesu kalifornijska publiczność.


Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Warriors3114.68906
2Nuggets3014.6820.51
3Thunder2618.5914.52
4Blazers2719.5874.51
5Spurs2720.57452
6Rockets2519.5685.51
7Jazz2621.55366
8Clippers2420.5456.54