Rockets 99 - Lakers 108

0

Dzień odpoczynku pozwolił koszykarzom Los Angeles Lakers zregenerować siły, a trenerowi Mike'owi Brownowi wyeliminować błędy, które były powodem porażki w poprzednim meczu z Denver Nuggets. Dzięki temu Jeziorowcy pokonali na własnym parkiecie Houston Rockets 108-99, odnoszą czwarte zwycięstwo w rozgrywkach 2011/2012. Za fatalną postawę w meczu z Nuggets, zrehabilitował się Kobe Bryant, rozgrywając prawdopodobnie najlepsze zawody w tym sezonie (37 punktów, 8 zbiórek i 6 asyst).

Choć Rockets nie należą w tej chwili do czołówki Konferencji Zachodniej, to w czterech spotkaniach poprzedzających mecz z Lakers, zaprezentowali się z niezłej strony, wygrywając dwa z nich. I choć ich rywalami były same wyżej notowane drużyny, to mimo to zdołali pokonać San Antonio Spurs 105-85 i Atlantę Hawks 95-84. Przed konfrontacją w Los Angeles mieli dodatkowo aż dwa dni odpoczynku, czyli luksus, którego Lakers jeszcze w tym sezonie nie zaznali i poczekają na niego przez kolejne dwa tygodnie.

W dwóch meczach przeciwko Denver Nuggets, rywale ze stanu Colorado stawali łącznie 59 razy na linii rzutów wolnych, a gdy wrócimy jeszcze do meczu z New York Knicks, to w samym tym jednym spotkaniu zobaczymy liczbę 41 w statystyce oddanych rzutów po faulach Lakers. Oczywiście złożyło się na to nie tylko nieskuteczna obrona i niepotrzebne przewinienia drużyny, ale również agresywność w atakowaniu obręczy przez przeciwników, aż po błędne gwizdki sędziowskie. 100 punktów zdobytych przez rywali w ten sposób w trzech meczach przelało jednak szalę goryczy i Jeziorowcy musieli coś z tym zrobić. Udało się, gdyż goście z Teksasu stawali na linii tylko 7 razy. Drugim elementem, który Lakers poprawili od dwumeczu z Nuggets była skuteczność w rzutach z dystansu. W sobotę Jeziorowcy trafili tylko 2 z 24 oddanych rzutów za trzy, a dzień później niewiele lepiej, bo 4 z 23. Tym razem Lakers trafili 5 razy na 14 prób, co może nie stanowi wyjątkowego osiągnięcia, ale skuteczność na poziomie 35,7% jest już przynajmniej przyzwoita. Na główną uwagę zasługuję jednak fakt, że tych prób było tylko 14 i Lakers częściej starali się zdobywać punkty bliżej obręczy, o czym mówił trener Brown po porażce w Denver.

Co jednak najistotniejsze, efektywny mecz rozegrał w końcu Kobe, który w dwóch meczach z Nuggets trafił zaledwie 12 z 46 rzutów z gry. Bryant nadal rzucał dużo. Trzeba obiektywnie przyznać, że znowu za dużo, ale tym razem trafił niemal połowę z 29 rzutów (14/29), co trochę go usprawiedliwia. Jeziorowcy muszą jednak częściej korzystać z usług Andrew Bynuma i Pau Gasola, gdyż rywale maję ogromne problemy z bronieniem przeciwko nim. Kobe zdobył 37 punktów, czyli najwięcej w tym sezonie i dodał do tego 8 zbiórek, 6 asyst i 1 blok. Nie gorzej, a niektórzy będą się pewnie spierać, że lepiej, spisał się również Bynum, który po raz pierwszy w karierze zanotował mecz z dorobkiem przynajmniej 20 punktów i 20 zbiórek. W jego przypadku wyniosło to dokładnie 21 punktów i 22 zbiórki (a także 3 bloki), a do wyrównania rekordu kariery w zbiórkach zabrakło mu jednej zgarniętej z tablic piłki. Pau Gasol dodał 14 punktów (7/11 z gry) i zebrał 8 piłek, a całkiem solidnie zaprezentowali się uzupełniający pierwszą piątkę Derek Fisher (6 punktów i najwięcej w zespole, 7 asyst) oraz Matt Barnes (8 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty).

Ze zdrowymi kolanami i mnóstwem energii po czteromeczowym zawieszeniu, Bynum prezentuje więc niesamowitą formę notując średnio 22,7 punktu (na skuteczności 62,2% z gry), 17 zbiórek i 2 bloki na mecz. „Dostaję coraz więcej podań, dzięki czemu zyskuję na pewności siebie. Każdego dnia wkładam mnóstwo energii w treningi, więc wszystko to się teraz zwraca.” – powiedział o swojej obecnej dyspozycji Andrew. „Wszyscy wiemy jak bardzo utalentowanym graczem jest Andrew. I on naprawdę na to zapracował. Lubię w nim to, że ma wewnętrzny silnik, który motywuje go do pracy i chęci dominowania. Ma ambicje, żeby być wielkim graczem.” – powiedział o swoim koledze Kobe Bryant.

Dobrą zmianę dał również Steve Blake, który w 28 minut zapisał na swoim koncie 11 punktów i 3 asysty i był to już czwarty mecz w tym sezonie, gdy udało mu się przekroczyć wynik 10 oczek. Blake pokazał się z najlepszej strony na początku czwartej kwarty gdy po jego pięciu punktach i asyście do Troya Murphy'ego, który trafił za trzy punkty, Lakers odskoczyli od remisu 78-78 na wynik 87-81.

Choć 99 straconych punktów to najgorszy rezultat w wygranym meczu w tym sezonie, to defensywa Lakers prezentowała się całkiem solidnie. Rockets trafiali jednak sporo rzutów „mimo wszystko” i choć skończyli na słabej skuteczności 42,7% (Lakers trafili 52,6%), to przy dużym tempie gry i znacznie większej liczbie oddanych rzutów (96 do 78), spowodowało to, że przegrali tylko 9 punktami. Jeziorowcy totalnie zdominowali jednak walkę o piłkę po niecelnych rzutach, zbierając 53 razy przy tylko 38 zbiórkach ze strony przyjezdnych, a sam Bynum miał niemal tyle samo zbiórek co cała pierwsza piątka Rakiet.

Na przestrzeni całego spotkania to Lakers prezentowali się lepiej i wyraźnie wyglądali na zespół posiadający więcej talentu po swojej stronie. Przez długi czas Rockets nie zamierzali jednak łatwo oddać skóry i choć Lakers odskakiwali na 17-10 w pierwszej kwarcie, czy 37-29 w drugiej, to za każdym razem Rockets ich gonili, aż w końcu sami wychodzili na prowadzenie. W całym meczu prowadzenie przechodziło z jednej strony na drugą aż 19 razy i było przerywane 9 remisami. Kiedy jednak Lakers wyszli na prowadzenie 81-78 po celnej trójce Murphy'ego w drugiej minucie czwartej kwarty, to nie oddali go już do samego końca, osiągając w pewnym momencie największą w meczu 11-punktową przewagę. Dla porównania goście z Houston ani razu nie prowadzili wyżej niż 3 oczkami.

Po stronie Rakiet najkorzystniej spisał się rozgrywający Kyle Lowry, który choć najniższy na parkiecie, to był najlepszym zbierającym w swojej ekipie. Zdobył w sumie 22 punkty, zebrał 10 piłek i 9-krotnie asystował przy punktach kolegów, więc otarł się o drugie triple-double w karierze. Luis Scola dodał 20 punkty i 5 zbiórek, a Chase Budinger 16 punktów i 3 asysty.

W meczu nie zagrał skrzydłowy Josh McRoberts z powodu kontuzji dużego palca w stopie. Jego miejsce w dwunastce meczowej zajął debiutant Darius Morris, jednak nie dostał szansy zadebiutowania na parkietach NBA w oficjalnym meczu sezonu regularnego. Status zdrowotny Josha został określony jako day-to-day, czyli w każdej chwili może powrócić do gry, ale jak na razie nie wiadomo czy zagra w jutrzejszym meczu z Blazers.

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Suns6418.7800.01
2Grizzlies5626.6838.01
3Warriors5329.64611.05
4Mavericks5230.63412.04
5Jazz4933.59815.01
6Nuggets4834.58516.01
7Timberwolves4636.56118.01
8Pelicans3646.43928.02