0

W hali Golden1 Arena Los Angeles Lakers zmierzyli się z Sacramento Kings. Spotkanie po fatalnej pierwszej połowie w wykonaniu Jeziorowców na bronionej stronie parkietu zakończyło się spektakularnym powrotem i ostatecznym zwycięstwem podopiecznych Luke’a Waltona. Rywalizacja z czasów początków millenium na chwilę ponownie rozgorzała, a trash talk pomiędzy Juliusem Randlem i Chrisem Webberem dodał pikanterii i ostrzejszego wydźwięku, zakrawającego prawie o atmosferę z playoffów z tamtych lat.

Gracze Złota i Purpury przegrywali w pierwszej połowie różnicą nawet 19 punktów, jednak dzięki swoim rezerwowym udało im się zejść na przerwę z zaledwie dziesięciopunktowym deficytem. W dużej mierze kłopoty wzięły się z defensywy, a w zasadzie jej braku. Na szczęście w drugiej połowie Lakers wybudzili się z letargu i udało im się wyłączyć z gry szalejącego wcześniej DeMarcusa Cousinsa, który trafiał trójki, atakował obręcz i wydawał się być nie do zatrzymania.

Spory udział w tym mieli Timofey Mozgov, Julius Randle i Larry Nance Jr. Cała trójka aktywnie broniła gwiazdę Sacramento. Mozgov w drugiej połowie stoczył ciężkie, siłowe pojedynki 1 na 1, w których pokazał kawał serca. Wspomniany wcześniej Randle wyprowadził z równowagi DeMarcusa, to faulem to słownymi przytykami, które ewidentnie weszły w głowę środkowemu Kings. Wreszcie też powracający po wstrząsie mózgu Nance Jr. który umiejętnie rotował, podwajał i znowu był wszędzie na boisku.

Jednakże tego zwycięstwa nie byłoby bez dobrze funkcjonującej ofensywy. W trzeciej kwarcie swój moment miał D’Angelo Russell, który zdobywał punkty, dzięki post-upowi nad mniejszymi obrońcami Kings, jednakże należy dodać, że generował wcześniej sporo strat, po których Kings zdobywali łatwe punkty. D’Angelo niestety pokazuje uroki młodości tj. nieregularność, przerwy w koncentracji, a także czasem brak zaangażowania w defensywie. Kluczowa seria, miała miejsce kiedy Russella na boisku nie było.

Sygnał do ataku nadawali weterani Lou Williams i Nick Young, którzy trafiali bardzo ważne rzuty. Pochwalić należy także Juliusa Randle’a, który nadawał ton w obronie i swoim zachowaniem wznieca pozytywną agresję i twardość w stylu Kevina Garnetta, która tej młodej i nieregularnej druzynie jest potrzebna. Luke Walton tym razem wygrał pojedynek dzięki swojej rotacji. W czwartej kwarcie w ogóle nie zobaczyliśmy Russella, ponieważ jak argumentował to 36-letni trener do zwycięstwa konieczne było ograniczenie strat. Zadanie w postaci rozwoju graczy, a także ociepleniem wizerunku klubu, który ma nie znajdować się na dnie tabeli jest trudne. Z jednej strony konieczne są minuty gry, z drugiej gdy nadarza się okazja do zwycięstwa, warto postawić na graczy, którym „idzie”.

Walton zdaje się mieć dobry instynkt i zrobił to, co powinien, aby jego gracze wykorzystali „złotą szansę” jak powiedział w trakcie jednej z przerw na żądanie, aby spotkanie wygrać. Oczywiście mądra gra jest przez niego doceniana i tak Brandon Ingram, dzięki aktywności w obronie, mądrym decyzjom na boisku, odgrywaniu do kolegów (piękny alley-oop do Mozgova) zasłużył, aby być na parkiecie do końca spotkania. Choć Ingram ma nadal kłopoty z ofensywą i trudno mu wypracować pozycję do rzutu i jeszcze często się waha, gdy ma ciut więcej miejsca, to nigdy nie gra samolubnie i może się to podobać trenerowi Jeziorowców, gdyż gra Brandona jest niemalże przedłużeniem myśli trenera.

  

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Nuggets00.00000
2Timberwolves00.00000
3Blazers00.00000
4Thunder00.00000
5Jazz00.00000
6Warriors00.00000
7Clippers00.00000
8Lakers00.00000