0

Pierwsza seria wyjazdowych spotkań dla drużyny Los Angeles Lakers zakończyła się niepowodzeniem. Porażka z osłabionymi Utah Jazz, w których zabrakło Gordona Haywarda i Aleca Burksa. Mimo, że Jeziorowcy dzielnie walczyli i w czwartej kwarcie prowadzili w pewnym momencie 76:72, to w ogólnym rozrachunku Jazzmani zasłużyli na wygraną, gdyż byli w wielu aspektach drużyną lepszą. Przegrane oczywiście są wkalkulowane także przez trenera Luke’a Waltona, który liczy na rozwój swoich młodych graczy i wyciągnięcie z nich wniosków. Niemniej jednak po pierwszej połowie z gry został wykluczony Brandon Ingram.

19-letni Ingram pojawił się w Salt Lake City w drugiej kwarcie trafiając po dobrej akcji z półdystansu. Po dwóch minutach zszedł jednak z parkietu i udał się do szatni, gdzie lekarz ocenił stan jego kolana. Brandon wrócił na kolejne dwie minuty, oddał niecelny rzut za 3 i ponownie opuścił pole gry. W oczekiwaniu na drugą połowę Mike Trudell doniósł, iż lekarz wykluczył z dalszej gry Brandona i ten nie pojawił się już na boisku.

W mediach pojawiły się informacje, iż Brandon poczuł ukłucie w kolanie, które nie nastąpiło w wyniku kontaktu fizycznego z zawodnikiem drużyny przeciwnej.  Ingram nie będzie miał wykonywanego badania MRI, ani badania Roentgenowskiego i jego przyszłość jeżeli chodzi o mecz z Oklahomą będzie określona na podstawie wspólnej decyzji zawodnika i sztabu szkoleniowego podczas kolejnych treningów. Lakers nie pozwolą sobie na nieostrożność w przypadku Ingrama, potwierdził to Luke Walton swoimi słowami: „Nie ma możliwości, abyśmy pozwolili mu grać ponownie, dopóki nie będziemy wiedzieć, co jest nie tak z jego kolanem.”

Delikatna, wręcz krucha postura byłego zawodnika Duke była podnoszona, jako główna obawa w kontekście jego przystosowania się do gry w NBA. Choć jego dotychczasowa kariera nie była okraszona żadnymi kontuzjami, o tyle taka zapowiedź, w której nie ekipa z Miasta Aniołów nie będzie forsowała jego gry, jest deklaracją, która powinna uspokoić fanów Złota i Purpury.

Wróćmy jednak do meczu, który pokazał na jakim etapie są młodzi gniewni Jeziorowcy. Poniekąd wyszedł brak doświadczenia, trochę frustracji i niemożność poradzenia sobie z umiejętnościami i doświadczeniem weteranów podopiecznych Quina Snydera. George Hill i Joe Johnson pomogli skutecznie zamknąć mecz. Warto jednak podkreślić, że mimo kiepskiej skuteczności D’Angelo Russella, Jordana Clarksona i Juliusa Randle’a, czyli zawodników, w których przyszłość jest pokładana z dobrej strony pokazali się weterani jak Luol Deng czy Lou Williams, dzięki czemu drużyna Luke’a Waltona do końca miała szansę wygrać spotkanie.

Samo spotkanie miało zupełnie inny obraz niż wesoła, ofensywna koszykówka w starciu z Rakietami. Tempo było wolniejsze, defensywa dokładniejsza, niejednokrotnie dobre rotacje pokazywali zarówno Jeziorowcy jak i ekipa z Salt Lake City. Problemem przez dużą część spotkania była siła podkoszowa Utah. Wracający po urazie Derrick Favors i Rudy Gobert zdominowali grę na zbiórce. Po stronie Lakers w tym aspekcie walczyli Luol Deng, który zanotował double-double (12 punktów i 12 zbiórek) i Tarik Black (7 zbiórek). Jednakże swój pojedynek w największym stopniu przegrał Randle. 25-letni Favors miał wyraźną przewagę fizyczną i dość łatwo przepychał Juliusa. Walton próbował różnych ustawień, ale trochę zabrakło personelu, aby przeciwstawić się tej sile fizycznej dwóch rosłych Jazzmanów.

Walton eksperymentował z Dengiem na czwórce, Larrym Nancem Juniorem różnych ustawień i choć ostatecznie Lakers przegrali tylko 43:47 w zebranych piłkach, to koszykarze Utah, o wiele częściej konwertowali zbiórki na punkty dla swojej drużyny.

Choć może to wydawać się nie do pomyślenia, to brak Ingrama był odczuwalny podczas gry rezerw, gdyż zwyczajnie brakowało ofensywnego talentu, a ustawienienie Huertas-Williams,-Clarkson-Nance-Black było z kolei karcone w defensywie. Ingram dzięki swoim umiejętnościom w obronie i rozciągnięciu gry, pozwoliłby na wystawienie podkoszowego duetu Black-Mozgov, przez co ofensywa by nie ucierpiała tak bardzo, bo gracze Utah skoncentrowali się wyłącznie na obronie Williamsa i Clarksona.

Mecz przyniósł jednak także kilka pozytywów. Los Angeles Lakers pokazywali znowu momentami dobrą obronę. Luke Walton nie dość, że przekonał do gry w obronie Lou Williamsa i Nicka Younga, to jeszcze umiejętnie wykorzystuje ich w ataku, a ci dzielą się piłką, co za czasów zdominowanej przez izolację gry pod wodzą Byrona Scotta było nie do pomyślenia. Trio Russell-Clarkson-Randle dostała ło także interesującą lekcję. Choć nikomu z tej trójki nie szło i popełniali błędy, to jednak w końcówce Walton wypuścił ich na parkiet, aby uczyli się na podstawie własnych pomyłek.

D’Angelo, który nie trafił pierwszych 9 rzutów z gry, szukał częściej partnerów, ale momentami robił to lekkomyślnie generując straty i jest to element, nad którym musi popracować w trakcie sezonu. Podobnym efektem kończyły się nieprzemyślane wejścia pod kosz Jordana Clarksona, gdzie nie rzadko nie miał już co zrobić z piłką , gdy zapędził się z nią zbyt głęboko. Julius miał dzisiaj spore problemy po obu stronach parkietu. Rywale nie dawali się tak łatwo przepychać i jego zrywane rzuty nie wpadały jak miało to miejsce 2 dni temu w Staples Center. Julius nie może tak grać, jeżeli chce w tej lidze coś osiągnąć, pytanie jednak czy ten mecz da mu coś do zrozumienia i spróbuje nauczyć się czegoś nowego?

  

Logowanie
Konferencja zachodnia
WP%GBSeriaDW
1Warriors5725.69501
2Nuggets5428.65931
3Blazers5329.64643
4Rockets5329.64641
5Jazz5032.61071
6Thunder4933.59885
7Spurs4834.58593
8Clippers4834.58591