Aktualności


Rockets 95 - Lakers 99 OT
2013-04-18 08:34:00 | autor: | Komentarze [41]

Tagi: rockets, sezon 2012/2013

Jeszcze zanim rozpoczął się najważniejszy mecz sezonu dla Los Angeles Lakers, jego ranga opadła do meczu, który co najwyżej wypadałoby wygrać. Walczący o ósmą pozycję Utah Jazz przegrali z Memphis Grizzlies 70-86, a to automatycznie oznaczało awans Lakers do Playoffs. Jeziorowcy nadal mieli jednak o co grać, a stawką w konfrontacji z Houston Rockets było siódme miejsce w tabeli. Po emocjonującym do samego końca meczu, podopiecznym Mike D'Antoniego udało się pokonać Rakiety po dogrywce 99-95.

Po 169 dniach walki w sezonie zasadniczym, Jeziorowcy zakończyli rozgrywki z bilansem 45-37, co daje im siódme miejsce w Konferencji Zachodniej i dwunaste w całej NBA. Z identycznym wynikiem zakończyli rozgrywki Rockets, ale o wyższej pozycji Jeziorowców zdecydował lepszy bilans w starciach z drużynami z Konferencji (28-24 do 24-28). Choć w styczniu nie brakowało opinii, że Lakers do Playoffs nie awansują, co głosił nawet legendarny Jeziorowiec Magic Johnson, to sezon udało się zamknąć świetnym wynikiem i to pomimo utraty lidera Kobego Bryanta na samym finiszu. Od momentu gdy Lakers mieli najgorszy na przestrzeni rozgrywek bilans 19-25, wygrali 26 z 38 kolejnych spotkań, a w dodatku zakończyli je na prawdopodobnie najbardziej korzystnej dla siebie pozycji, bo ta oznacza, że w pierwszej rundzie zmierzą się z San Antonio Spurs. Co prawda bez Kobego w tej serii wciąż to Spurs będą faworytem do awansu, ale szanse Lakers na sprawienie niespodzianki znacznie rosną względem chociażby rywalizacji z Oklahoma City Thunder, z którymi przyszłoby się im zmierzyć, gdyby nie pokonali dziś Rockets. Pierwszy mecz w San Antonio już w najbliższą niedzielę.

Nie był to z pewnością mecz, który ułożyłby się po myśli Jeziorowców od samego początku. Rockets przez długi czas mieli ogromną przewagę optyczną ale jednocześnie gospodarzom udawało się nie tracić zbyt dużego kontaktu z rywalem i w szczytowym momencie przegrywali maksymalnie różnicą 11 punktów. To dawało szansę na powrót, a wraz z upływem czasu, Mike D'Antoni stopniowo wprowadzał usprawnienia do gry swojej drużyny, aż w końcu ta przejęła pałeczkę w czwartej kwarcie. Odkąd Lakers objęli prowadzenie 81-79 na sześć i pół minuty przed końcową syreną, stracili je tylko raz na początku dogrywki, mimo iż w międzyczasie Rockets kilkukrotnie dobijali do remisu. Do tego najważniejszego Rakietom udało się doprowadzić w szczęśliwych okolicznościach, gdy w ogromnym zamieszaniu piłka trafiła w ręce Chandlera Parsonsa, a ten z dziesiątego metra trafił za trzy równo z syreną, czym doprowadził do wyniku 90-90, a to oznaczało dodatkowe pięć minut rywalizacji. W dogrywce Lakers nie mieli jednak sobie równych i to pomimo tego, że spudłowali pierwsze pięć rzutów. W trakcie pierwszych dwóch i pół minut Rockets potrafili zdobyć tylko jeden punkt, aż w końcu Lakers zaczęli trafiać i od tego momentu zdobyli 9 oczek, na 4 w odpowiedzi rywala. Ważne punkty zdobyli Pau Gasol, Dwight Howard i Jodie Meeks, zaliczając po jednym trafieniu z gry, a dzieła dokończyli Steve Blake i Meeks celnymi rzutami wolnymi.

Lakers dalecy byli od wyborowej dyspozycji, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale od czwartej kwarty mecz toczył się już w atmosferze Playoffs, a ta rządzi się swoimi prawami. Kalifornijczykom udało się przetrwać trudne chwile, odzyskać wigor na finiszu spotkania i ostatecznie odnieść bardzo ważne zwycięstwo, a to z pewnością zaprocentuje w prawdziwych rozgrywkach Playoffs. To o tyle cenna wygrana, że została odniesiona bez pomocy Kobego Bryanta, który zazwyczaj miał monopol na rozgrywanie akcji w crunch time. Jeziorowcy wygrali jednak przede wszystkim po bronionej stronie parkietu, gdzie zatrzymali najskuteczniejszą i najszybszą ofensywę ligi na 95-punktowej zdobyczy i to po doliczonym czasie gry. Co ciekawe, dla Lakers była to dopiero trzecia dogrywka w tym sezonie i zarazem trzecia wygrana, podczas gdy Rockets grali w dogrywce po raz czwarty, ponosząc czwartą porażkę. Jeziorowcy mieli tradycyjne problemy z obroną transision, a właściwie defensywa nie istniała w ogóle w takich sytuacjach – Rockets zdobywali punkty w szybkim ataku z dziecinną łatwością. Na przestrzeni całego spotkania udało im się zdobyć w ten sposób aż, ale i jednocześnie tylko 19 punktów. Częściej Lakers udawało się jednak zmuszać Houston do ataków pozycyjnych, a tu defensywa wyglądała już naprawdę solidnie. James Harden swoje 30 punktów zdobył, ale kryjący go na zmianę Jodie Meeks, Metta World Peace, Darius Morris czy w pewnym momencie nawet Andrew Goudelock zmusili go przy tym do dużego wysiłku i trafił on tylko 8 z 25 rzutów z gry.

Jednocześnie atak Lakers wyglądał przez większość spotkania potwornie. Jeziorowcy nie mieli pomysłu jak wykorzystać pozorną przewagę w strefie podkoszowej i zmuszeni byli do oddawania rzutów z bliższego i dalszego dystansu, ale dobrą skutecznością w tych elementach nie grzeszyli. Na ich szczęście Rockets trafiali jeszcze gorzej za trzy (31,3% do 24,2% dla Lakers) i nie wiele lepiej z gry, ale za to Jeziorowcy o wiele skuteczniej czyścili deskę po niecelnych zbiórkach, zbierając aż 57 piłek, przy 46 ze strony rywala, w tym aż 17 w ataku. Po ponowieniach zdobyli zaś astronomiczne 24 punkty i to był właśnie jeden z głównych czynników, który zaprowadził ich do wygranej.

Po raz kolejny widoczny w szeregach Lakers był brak zawodnika potrafiącego wykreować sobie dogodną pozycję do rzutu po koźle, dlatego tak istotny w kontekście walki w Playoffs wydaje się powrót do gry Steve'a Nasha. D'Antoni próbował w trakcie meczu kilka ustawień, w tym eksperymentalny obwód z Dariusem Morrisem i Andrew Goudelockiem, ale ostatecznie Lakers najlepiej wyglądali z Jodiem Meeksem i Stevem Blakiem, mimo że obaj spudłowali aż 22 z 30 rzutów z gry (reszta zespołu trafiała na skuteczności 45%). Mimo kiepskiej efektywności, na Blake'u można było polegać i to on był najlepszym strzelcem zespołu z dorobkiem 24 punktów (6/20 z gry, 4/12 za trzy, 8/8 z wolnych), do których dołożył wszechstronne 7 zbiórek i 7 asyst. Był to jednocześnie drugi mecz, w którym zdobył przynajmniej 23 oczka i tym samym jest to jego pierwsza taka seria w karierze. Meeks zdobył zaś 9 punktów na fatalnej skuteczności (2/10 z gry), ale trafił ważne dwa rzuty wolne na 16 sekund przed końcem czwartej kwarty, a w dogrywce popisał się wsadem, po którym Lakers objęli prowadzenie 96-93. „Jestem dumny z postawy całego zespołu i tego, jaki postęp poczyniliśmy na finiszu rozgrywek. Z pewnością na początku sezonu nasze oczekiwania były większe, ale jesteśmy dumni z miejsca, w którym teraz jesteśmy. Przed kilkoma dniami nie uwierzyłbym nawet, że mamy szansę być na siódmym miejscu, a właśnie na takim zakończyliśmy sezon”. – powiedział Steve Blake.

Podkoszowa para Pau Gasol i Dwight Howard nie potrafiła zdominować strefy podkoszowej w ofensywie, ale każdy z nich znalazł swój sposób, aby pomóc drużynie odnieść to zwycięstwo. Obydwaj ochoczo walczyli na deskach, zbierając ich wspólnymi siłami aż 38 (Pau rekordowe w sezonie 20). Hiszpan dołożył do tego również 17 punktów i 11 asyst, notując tym samym drugie w tym sezonie i siódme w karierze triple-double. Dwight zebrał zaś 18 piłek, zdobył 16 punktów, a nie do przecenienia był jego wysiłek w defensywie, gdzie między innymi zablokował 4 rzuty i zanotował 3 przechwyty. Swoje do zwycięstwa dołożyli również Metta World Peace (12 punktów) i Antawn Jamison (16 punktów), a dobrą zmianę dał także Darius Morris, który w 15 minut zanotował 5 oczek i tradycyjnie już dobrze spisywał się w obronie. Powracający do Lakers Andrew Goudelock w sześć minut do kosza nie trafił ani razu i tym samym sezon zasadniczy 2012/2013 zakończył z jednym występem na koncie i zerowym dorobkiem punktowym. Grał jednak sześć minut, więcej niż chociażby Devin Ebanks w jakimkolwiek meczu od grudnia, a to może oznaczać, że D'Antoni widzi dla niego miejsce w rotacji, która po stracie Kobego wydłużyła się nawet do 9 graczy.

Nieco w cieniu walki o siódme miejsce w tabeli, Dwight Howard zebrał swoją dziewięciotysięczną piłkę na parkietach NBA i tym samym stał się najmłodszym graczem w historii, który tego dokonał. Dwight zrobił to o 14 dni wcześniej niż Wilt Chamberlain, chociaż należy podkreślić, że przystąpił do ligi po szkole średniej, a Wilt grał dwa lata w college'u, więc do NBA trafił jako starszy zawodnik. Aby tego dokonać Howard potrzebował 697 meczów i pod tym względem jest dopiero 13. na liście graczy, którzy zrobili to w najkrótszym czasie.

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage'u na Facebooku.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Komentarze [41]

LordoftheRings

Kobe, szykuj się na kolejny pierścień :)
Mówi Ci to LordoftheRings :)

Przemo

Lors, ty lepiej powiedz gdzie sie podziewałeś nad ranem ? :D

Przemo

Lord :)

patrykm

Jeśli Kobe nie wyjdzie na sekundę na boisko podczas jakiegokolwiek meczu Playoffs, to nie dostanie pierścienia.

jeziorowiecLA

O czym wy tu marzycie ?! Dopiero co dowiedzielismy sie, że zagramy w PO a wy tu juz o pierscieniach !

patrykm

Jeśli o mnie chodzi, to marzę o przejściu pierwszej rundy, co będzie dla tej drużyny naprawdę dużym wyczynem. Po prostu udzieliłem informacji, że jeśli Kobe nie zagra w PO, to nie ma co się szykować na kolejny pierścień.

devilll

Co za problem wyjść na 20 sekund i zejść ? :)

Daniel

Wybacz Patryk, że muszę Cię publicznie zdyskredytować, ale nie masz racji :)

Sun Yue ma pierścień nie zagrał ani jednego meczu w Playoffs. Albo inny przykład Caron Butler.

http://espn.go.com/blog/dallas/mavericks/post/_/id/4684967/caron-butler-receives-championship-ring-tonight

LordoftheRings

Przemo - w łóżku przed telewizorem:) Nie dałem już rady sięgnąć po laptopa :)

Patryk - w związku z tym ciekawe czy jakbyśmy doszli do finału i prowadzili w decydującym meczu to czy Kobe by wszedł:)
Czy może jednak stwierdzi, że nie chce takiego pierścienia.

jeziorowiecLA - co się tak spinasz:) A o czym mamy marzyć jak nie o kolejnym tytule?
Jak wysoko uda się zajść czas pokaże. Być może nie przejdziemy nawet SAS ale dlaczego mam od razu tracić nadzieję.

LordoftheRings

Bez względu na przepisy, w takich sytuacjach zawodnicy powinni otrzymywać pierścienie.
Przecież tak naprawdę walka o tytuł rozpoczyna się w sezonie zasadniczym. Wprowadzenie drużyny do PO powinno gwarantować pierścień. A gdyby nie Kobe to Lakersi nie mieli by szans na PO i walkę o tytuł.

patrykm

Niestety, tak jak wspomniał Daniel sprawa jest bardziej skomplikowana, musiałbym się bardziej zagłębić, wszystko rozbija się o kwestię "bycia w rosterze". Obawiam się, że z racji sprowadzenia Goudelocka, tego miejsca dla Black Mamby, chyba nie będzie, co oznaczałoby, przy jakimś cudownym zbiegu okoliczności i wygraniu przez tej ekipy mistrzostwa brak pierścienia dla Bryanta. Trzeba będzie zrobić research na ten temat.
Edit: Jednak z linka przy sytuacji z Butlerem wynika, że on nie zagrał nawet minuty, a pierścień dostał, więc widocznie Kobe także dostanie szósty pierścień, jeśli Lakers by go zdobyli, ale podejrzewam, że tego tytułu nie zaliczałby do swojej kolekcji.

LordoftheRings

Poza tym to tak jakby karać zawodnika za to, że złapał poważną kontuzję.
Tak jakby jeszcze za mało cierpiał.

Daniel

Ale Kobe jest w rosterze. Jest 15 graczy, Goudelock jest tym 15 ostatnio zakontraktowanym. Kobe dostanie pierścień. Jedyny warunek to nie zostać zwolnionym przed Playoffs. A każdy kto pozostaje pod kontraktem do końca rozgrywek dostaje pierścień.

Kiedyś było coś takiego, że na Playoffy zgłaszało się 12 graczy, ale zrezygnowano z tego od paru lat (nie pamiętam kiedy dokładnie). Wtedy faktycznie było tak, że kto nie znalazł się w tej 12-ce to nie dostawal. Ale też nie zawsze. Kiedyś Isaiah Rider (w 2001 r.) nie załapał się do składu na Playoffs, ale Lakers podjęli decyzję, że i tak nagrodzą go pierścieniem, choć nie musieli.

Reasumując – Lakers wygrywają majstra – Kobe dostaje pierścień. Period.

LordoftheRings

Czyli w najgorszym wypadku trzeba by zwolnić Goudelocka, wrzucić z powrotem Kobego i wysłać go na parkiet?
Czy już sie nie da teraz tego odkręcić??

Daniel

Chciał czy nie chciał – w metryczce miałby 6x mistrz NBA. Inna sprawa, że na pewno nie zaspokoiłby taki tytuł jego ambicji. Chciałby kolejnego.

Ale o czym my tu dyskutujemy w ogóle... Jaki tytuł? :)

devilll

Dokładnie skończy dyskusję i misiu, bo to jałowa dyskusja. OKC i Miami są poza jakimkolwiek zasięgiem dla nas..

LordoftheRings

Ok. To mamy jasność w temacie.

Jeżeli Kobe nie będzie chciał uznać pierścienia jako zawodnik to może jako coach?
W końcu sam mówił, że będzie wspierał kolegów rozpracowując ich rywali.

LordoftheRings

Uważam, że to był dobry temat dyskusji.

Ale jeżeli wolicie dyskutować po raz milionowy o MDA albo innym wałkowanym setki razy temacie no to bardzo proszę.

Skoro nie możemy podyskutowac o walce o tytuł na starcie PO to może nie dyskutujmy też o nadchodzących meczach z SAS bo też pewnie przegramy.

Moim zdaniem akurat w tym sezonie jest wszystko możliwe.

Pzdr!

Daniel

Można dyskutować, ale trzeba też myśleć realistycznie. Na chwilę obecną uważam, że Lakers stać na wyelimowanie Spurs, ale to i tak wysoko postawiona poprzeczka. Jak będą w drugiej rundzie, wtedy będę się zastanawiać czy mogą ugrać coś więcej. Playoffs są jednak tak skonstruowane, że słaby może wygrać jedną rundę, góra dwie, ale w końcu jego słabości okażą się nie do przeskoczenia.

Nie wyobrażam sobie na chwilę obecną aby backcourt Blake, Meeks, Morris, Goudelock był w stanie powalczyć z Heat czy Thunder. No baty niemiłosierne by były tak na chłopski rozum. Nawet obecność Nasha tu nie wiele zmienia, o ile w ogóle coś zmienia.

Jako fan wierzę, ale na razie tylko w awans do drugiej rundy. We'll see.

Przemo

Ja jestem już i tak zadowolony.
Po pierwsze pamiętam jak mieliśmy bilans 17/25 i jak daleko byliśmy w tabeli.Chłopaki pokazali,że mają potencjał i charakter do walki i awansowali do PO,mimo trudnego kalendarza i braku Kob'go w ostatnich trzech meczach.

Po druge mijamy w pierwszej rundzie trzy ekipy,które działają mi na nerwy-OKC,LAC i najbardziej Denver:-) Bałem się meczu z Rakietami,że po awansie osiądą na laurach,ale ich pokonali.

Co do mistrzostwa,to czemu nie.Wszystko się może wydarzyć:-) Szanse są równe dla wszystkich.
Let's go !

kubafanla

Nie mówmy jeszcze o pierścieniach najpierw czekają nas jeszcze trudne chwile.A playoff to już sukces.Go lakers!!!!!!!!!!!!!

Przemo

Po dzisiejszym meczu pochwaliłbym Morrisa-dużo biegał,ustał na nogach Hardena i w końcówce trafił ważna 3 ,a zaraz potem dorzucił kolejne dwa pku.
Było widać w kilku akcjach brak pewności siebie,bo zamiast rzucać podawał,ale może coś z niego być.

LordoftheRings

Daniel - Heat nie musimy się obawiać bo nie zagrają w tym roku w finale. Jestem tego pewien.
OKC też odpadnie w wyścigu o tytuł. Może nawet z Houston. Liczę na sensację 4-3.

Więc jeżeli mamy obstawiać realnie to w finale zagra Denver z Knicks.

Nie twierdzę i nigdy nie twierdziłem, że Lakers są jakimś faworytem do tytułu ale wierzę ogromnie w ich potencjał, dlatego nie będę skromny w swoich marzeniach.
A jak odpadną w rywalizacji z SAS to trudno. Powalczymy w przyszłym sezonie.

P.S. Obecność Nasha tylko pogorszy sytuację. W ostatnich dwóch meczach widać było, że z Blakiem w składzie potrafimy nieźle bronić.
Jak wróci Nash to będziemy bronić we czwórkę.
I wtedy na pewno polegniemy.

Rowli


LordoftheRings

No nie wiem czy obecność Nasha aż tak bardzo nam zaszkodzi, raczej pomoże nam bo Blake raczej długo aż na takim poziomie nie pogra tym bardziej ,że po 40 min to on grać (zmęczenie robi swoje a z Nashem po te 23 min czemu nie ?) nie będzie grał ,ale też obecność Morrisa w składzie dużo daje naszej defensywie ciekawe czy D'Antoni dalej mu ufa ...

Ciekawy jestem czemu Clark gra tylko po 12 min , Howard i Gasol +40 :/

robinho12345

Mam pytanie ile gramy meczu w 1 rundzie PO z SAS.

Lakers09

Myślę że Lakersi powinni wygrać z SAS, ale muszą grać tak jak w tych trzech ostatnich meczach.

Jarek

Kolegom, co już dywagują na temat pierścienia dla Kobiego zazdroszczę optymizmu......

LordoftheRings

Rowli - ja bym bardzo chciał Nasha, gdyby On cokolwiek bronił. Ale tak nie jest.
Z Blakiem możemy grać w ofensywie i jednocześnie wracać do obrony a z Nashem trzeba by robić zmiany jak w piłce ręcznej.
Tylko, że tak się nie da:/

Widzę go jedynie jako gracza z ławki i to tylko wtedy jeżeli Blakowi nie będzie w jakimś meczu szło.
A tak to niech lepiej siedzi.
Jeszcze teraz po kontuzji będzie drętwy i rywale zrobią z Niego plamę.

devilll

LordoftheRings

Heat nie zagrają w finale? Nie żartuj, kto niby na tym słabym wschodzie ich pokona ?

Jedynie Chicago miałoby jakieś szanse, gdyby cudownie powrócił Rose w formie z roku, w którym dostał MVP, a to jest niemożliwe...

djgregorio

No i jestem pozytywnie zaskoczony :) fajnie moc powiedzieć, a jednak awansowali do play off pomimo takiej przeciwności losu. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo.
P.S.
A ja czkam z niecierpliwością na powrót Nasha to play off a takie osoby jak Nash potrafią w tym czasie przesądzać o wyniku meczów.
GO LAL GO LAL!
Pozytywnie i mile zaskoczony Ja.

Rowli

ciekawe co wąsacz wymyśli .... już się boje.

Vino24Fanatico

Z tytułem lepiej jeszcze przystopujmy,ale o Finale Konferencji,czemu nie? Wiem,brzmi to lekko dziwnie ale jakbyśmy przeszli takiego rywala jak Sas a wierze w to bardzo to takie Denver czy Warriors... Spurs jest lepsze od tych drużyn,przynajmniej tak mi się wydaje. Wszystko się rozchodzi o pierwszą runde. Gdyby nie ta kontuzja...Jak przejdą Sas to ta kontuzja wykluczyła Lakers z grona faworytów to tytułu. Ale na razie Sas,zobaczymy jak to będzie. Ale skoro takie Memphis dało radę to czemu nie, to są już stare dziadki ale nadal wielkie umięjestności i szeroka kadra.

Przemo

Ja jestem zdania,że Denver, to dużo bardziej groźny i wymagający rywal, niż Spurs.

zawisz

Na własnym parkiecie Denver jedzie wszystkich ...

devilll

Gdyby Denver teraz spotkało się ze Spurs w PO > to by było 4-1 max 4-2 dla Denver..

olek99

Mi się wydaje , że NYK są w stanie zatrzymać MIAMI w końcu wygrali z nimi 3-1 w sezonie regularnym.

Matusik1995

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152796157305341&set=a.177042620340.252321.144917055340&type=1&theater


Hahahaha, zabawne. Może D'Antoni miał udział w dwóch ostatnich zwycięstwach, ale pozostałe mecze wygrywał mu Kobe, którego zajechał na amen.

LordoftheRings

devilll - no przecież napisałem wyżej, że finał będzie Knicks - Denver.
Więc już wiesz kto pokona Miami :)

devilll

EE bardzo bym chciał, aby Knicksi wygrali, ale według mnie nie dadzą rady i po zaciętej serii przegrają..Obym się mylił..

Vino24Fanatico

Z tym Knicks to po 50 % dla obu stron jak Melo będzie miał swój dzień. Jak nie to demolka z poprzedniego roku. A co do Denver to trudno na wyjazdach ale teraz Lakers w gazie;)

Brian

Brawo Knicks ! Brawo Melo 36 pkt mimo niskiej skuteczności !

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

DJMbenga: Lonzo Ball - 2 skład Rookie.

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: 2 tygodnie, 4 dni temu

DJMbenga: Otóż nie :D

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 10/5/18

zawisz: Lonzo MVP SL! Kuzma MVP Final games! Dobrze zaczyna się dziać w LAL!

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 18/7/17