Aktualności


Błąd, który może kosztować mistrzostwo
2013-01-15 08:09:00 | autor: Patryk Mańka | Komentarze [6]

Tagi: artykuł, lakers, sezon 2012/2013

El Segundo, Los Angeles, Kalifornia, 15 stycznia 2013 roku. Po genialnym lecie 2012 wydawało się, że Los Angeles Lakers wkraczają w nową erę, a ostatnie dwa nieudane sezony odejdą w zapomnienie. Rzeczywistość zweryfikowała marzenia zarządu, kibiców oraz samych graczy. Choć na papierze skład wydaje się nie mieć zbyt wielu wad, a te, które są oczywiste, jak słaba obrona obwodowych, miały być pokryte przez Dwighta Howarda. Tymczasem w Kalifornii nic nie dzieje się po myśli zarządu klubu.

Minęły już ponad 2 miesiące, odkąd na ławce trenerskiej Los Angeles Lakers zasiadał Mike Brown. Po nieudanym początku sezonu, w którym Jeziorowcy osiągnęli bilans 1-4, zarząd klubu zdecydował się na zwolnienie 43-letniego szkoleniowca. Czy Mike naprawdę zapracował sobie na szybką eksmisję z piastowanego stanowiska? Czy władze drużyny nie wykonały zbyt pochopnego ruchu? Odpowiedzi na te pytania, powinny przyjść po analizie wydarzeń obecnego sezonu.

Mike Brown znany jest z tego, że jest specjalistą od defensywy. W poprzednim sezonie udało mu się zbudować, nieco powyżej przeciętną, bo trzynastą defensywę w lidze. Zważywszy pod uwagę fakt, iż w zeszłorocznych rozgrywkach Lakers mieli w swoim składzie ociężałego Mettę World Peace’a, oraz niezbyt mobilny duet wysokich (Gasol-Bynum), to wszelkie znaki na niebie mówiły, że obrona w sezonie 2012/2013 powinna być mocną stroną Jeziorowców. Tymczasem po pięciu meczach, Brown stworzył defensywę na poziomie drugiej dziesiątki (106 DRTG – ilość punktów zdobytych przez rywali na 100 posiadań przyp red.). Co ciekawe, atak drużyny z Miasta Aniołów oscylował wokół 10-tego miejsca w lidze. Jeśli dodamy do tego kontuzję Steve’a Nasha, która wyjęła spod wprowadzonego przez Browna systemu Princeton Offense, najlepszego podającego, to atak był ostatnią rzeczą, na którą można było narzekać. Mike Brown wielokrotnie zwracał uwagę na największą bolączkę Lakers – transition defense (obronę w trakcie kontr rywali). Ciężko zdiagnozować przyczynę owego stanu. Czy Mike’owi Brownowi rzeczywiście zabrakło wystarczająco autorytetu, aby zagonić do obrony gwiazdy NBA? A może głównym postaciom w klubie nie odpowiadał system, jaki chciał wprowadzić Brown?

Zarówno wypowiedzi zawodników przed i po zwolnieniu Browna niczego nie zdradzają. Wręcz przeciwnie – sieją dodatkowy zamęt. Kobe bardzo pozytywnie wyrażał się o już byłym trenerze Lakers, a decyzją o jego zwolnieniu był zaskoczony. Ponadto, jak sam twierdził, zachowuje z nim bardzo przyjacielskie stosunki i prywatnie bardzo się lubią. Jednak jak ma się to, do wydarzeń na boisku? Chyba wszyscy pamiętają „śmiercionośne spojrzenie” lidera Los Angeles Lakers skierowane do przechodzącego obok Mike’a Browna. W żadnym wypadku nie można było uznać tego, za okazany wyraz sympatii. Autorytet i szacunek, to rzeczy, które naprawdę trudno jest uzyskać w oczach najlepszych zawodników w lidze. Z punktu widzenia trenera, jest to z pewnością jedne z najważniejszych zadań, szczególnie wtedy, gdy przychodzi im trenować nowych zawodników.

Obu cech Mike Brown pozbawił się w czwartym meczu sezonu przeciwko Detroit Pistons. Jego nerwowa reakcja w końcówce spotkania, która objawiła się wpuszczeniem podstawowych zawodników, pomimo wysokiego prowadzenia Jeziorowców, spowodowała śmiech jego graczy. Na twarzach wchodzących na parkiet liderów zespołu złota i purpury rysowały się niezrozumienie, zaskoczenie i dezaprobata owej decyzji trenera. Mike Brown tłumaczył swoje postępowanie walką o bilans, gdyż w tamtym momencie drużyna miała, włącznie z meczami przedsezonowymi 13 porażek z rzędu. Zwycięstwo zostało okupione wysokim kosztem, które spowodowały upadek morale w drużynie, bo zawodnicy nie będą stali murem za trenerem, który nie wierzy w umiejętności własnych graczy, nawet jeśli są to rezerwowi.

Nie trwało długo, bo wystarczyła zaledwie jedna porażka po zwycięstwie z Pistons i Brown musiał pożegnać się z stanowiskiem głównego szkoleniowca Los Angeles Lakers. Schedę po Brownie tymczasowo przejął Bernie Bickerstaff i co ciekawe, to pod jego wodzą Jeziorowcy grali najlepiej. Tracili najmniej punktów, a i w ataku drużyna złota i purpury wydała się dostać potrzebnemu, jak palenisku tlenu. Oczywiście za Berniem nie stało nic, marka, nazwisko, osiągnięcia, cokolwiek, co mogłoby mu zapewnić stałą pozycję w klubie z Kalifornii. Po osiągnięciu najlepszego odsetka wygranych, jako szkoleniowiec Złota i Purpury (80%), Bickerstaffa zastąpił więc Mike D’Antoni. Wszyscy wiedzieli, co D’Antoni wprowadzi do Miasta Aniołów – szybką ofensywę, kosztem błędów w defensywie. Najlepszym powiedzeniem podsumowującym to, co działo się później w drużynie Państwa Bussów wydaje się być: „Miłe złego początki”. Po zwycięstwie nad Houston Rockets, Lakers grali w kratkę, na przemian zaliczając porażki i wygrane. Później przyszła seria 4 porażek z rzędu, którą trener D’Antoni tłumaczył brakiem Steve Nasha i patrząc z perspektywy późniejszych wydarzeń, można było przyznać mu rację, gdyż Jeziorowcy otrząsnęli się notując następnie 5 zwycięstw, w tym ostatnie na wyprawie po wschodnim wybrzeżu z silnymi New York Knicks. Jednak dobra passa szybko została przerwana, przez fatalną serię. Nowy rok Lakers rozpoczęli od sześciu porażek, a niedawne zwycięstwo z fatalnymi, a i tak dodatkowo osłabionymi Cavs, nie pozwala wyciągać daleko idących wniosków.

Niemniej jednak z perspektywy czasu stosowne wydaje się kilka ocen. Mike Brown popełnił dwa błędy. Pierwszy to wprowadzenie Pricenton Offense, w której najwyraźniej zawodnicy nie czuli się zbyt dobrze, pomimo braku oznak sprzeciwu. Drugi, to wpuszczenie podstawowych graczy w końcówce meczu z Pistons. To wydarzenie rozsypało jego autorytet w drobny mak. Co najwyraźniej zauważyli właściciele klubu. Co pozostaje kibicom Lakers? Wierzyć, że zawodnicy sami zaczną bronić. Ostatnią rzeczą, jaką swoich graczy może nauczyć Mike D’Antoni jest defensywa. W tej kwestii nie ma się co oszukiwać. Jeśli Lakers mieli bronić, to tylko pod wodzą Mike’a Browna. Obecny atak nie jest szczególnie lepszy, a powoduje duże straty podczas kontr rywali, w których weterani nie są w stanie dotrzymać kroku rywalom, ze względu na długoletni ligowy staż w ich nogach.

  

Podobnie jak Chicago Bulls za czasów drugiej trylogii, tak samo i obecni Lakers powinni maksymalnie zwalniać grę. Tymczasem z D’Antonim u sterów, o taki wniosek ze strony szkoleniowca Jeziorowców będzie bardzo trudno. Wręcz takie wydarzenie można wykluczyć z wszelkich obliczeń w rachunku prawdopodobieństwa. Po prostu wiązałoby się to z całkowitym przewrotem w filozofii trenerskiej Mike’a D’Antoniego, a na to w wieku 62 lat jest już chyba za późno. Najgorsze wydaje się być to, że dotychczasowa poprawa zdobyczy ofensywnych wynika jedynie z szybszego tempa gry, bo ani styl gry w ataku, ani skuteczność poszczególnych zawodników nie powala. Oczywiście to za Mike’a D’Antoniego doczekaliśmy się odblokowania Jodiego Meeksa i Antawna Jamisona, lecz równie szybko obaj stracili stałe minuty i w sumie ciężko przewidywać, jaką rolę w dalszej części sezonu, powierzy im 62-letni trener.

Nie stawiam jednoznacznie Mike Browna ponad D’Antonim, czy jakimkolwiek trenerem. Jednak temu zespołowi potrzebna jest przede wszystkim defensywa, gdyż skala talentu w jaką obfituje ta drużyna jest tak wielka, że jeśli pozwoli im się grać swoje, to oni o zdobywanie punktów zadbają. Dobitnie pokazał to okres gry, kiedy dowodził nimi Bernie Bickerstaff, którego trudno posądzać o gigantyczny wpływ na zawodników złota i purpury. Plany zatrudnienia asystenta od defensywy, gdzie wśród potencjalnych kandydatów wymieniany jest Nate McMillan, to oczywiście dobry pomysł, ale nie sądzę, by zmieniło to zbyt wiele, gdyż to head coach narzuca swoją filozofię gry. Tak długo jak Jeziorowcy będą pozostawać na połowie rywali po nieudanej akcji, tak długo przeciwnicy będą zdobywać łatwe punkty z kontr, a run’n’gun Mike’a D’Antoniego wydaje się nie mieć recepty na ten problem.

Idealnym uzupełnieniem do obecnej drużyny z Miasta Aniołów mógłby być Larry Brown. Co prawda jest to szkoleniowiec-zamordysta, który wprowadza ostry rygor i brutalne zasady, jednak fakt, iż potrafił okiełznać Allena Iversona, mówi wszystko o charakterze Browna. Pod wodzą Larry’ego Sixers mieli jedną z najlepszych defensyw w lidze i wywalczyli przy tym awans do finałów NBA. Skala umiejętności ofensywnych poszczególnych graczy tamtych Sixers ma się nijak do tych, które mają zawodnicy Lakers.

Jedno jest pewne, zarząd nie przyzna się do błędu zatrudnienia Mike’a D’Antoniego, a Mike Brown sam jest sobie winny, bo trener na tym poziomie, nie powinien panikować przy prowadzeniu liczbą wyższą niż 20 punktów. Zawodnicy mogą wybaczyć błędy rotacji czy systemu jeśli prowadzą one do ogólnego dobra zespołu, ale błędu zaufania nigdy. Oby ten błąd, który na chwilę obecną jest poświęceniem defensywy, kosztem ataku, nie skończył się ostatecznie rozsypaniem drużyny i porzuceniem wszelkich nadziei na 17-te mistrzostwo Los Angeles Lakers.

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage'u na Facebooku.

Komentarze [6]

djgregorio

Super tekst świetnie, że chce wam się wykonywać tak dobrą robotę w tłumaczeniu.

Patryk Mańka

To mój autorski tekst :-)
Już wspominałem wcześniej, jak coś jest w zakładce artykuły po prawej, to oznacza to, iż nie została zaczerpnięta żadna inspiracja z zagranicznych źródeł.

Pełna zgoda. Ja stawiam wyżej Browna nad MDA, choć od początku wydawało mi się, że między zawodnikami a Brownem nie było zrozumienia i chemii. Brown też się pogubił w swoich decyzjach, co jest zawarte w tekście.

Larry Brown byłby dobrym posunięciem, ale pytanie jest o strategię klubu. Czy zmieniają trenera, co jednoznacznie jest przyznaniem się do błędu, próbują ratować sezon i budować team na kolejny, czy jednak dogorywamy i nadal oscylujemy na granicy wejścia do PO (teraz to nawet grubo poniżej wejścia do PO).

Daniel

No i dodam od siebie, że jedyne co tłumaczymy 1:1 do wywiady. Pisząc newsy, naturalnie, opieramy się o zagraniczne źródłach, ale są to zawsze nasze interpretacje.

djgregorio

To przepraszam zmylił mnie początek tekstu.
I tym większe uznanie za prace.
Wyślij gdzieś do portalu jakiegoś z newsami może się zainteresują heh.

kołbi

BARDZO FAJNY TEKST BRAWA DLA AUTORA

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

marekpic: byłoby super, aczkolwiek niczego nie można być pewnym jeśli chodzi o zmienność zawodników nba

Lakers pewni pozyskania Paula George'a Komentarz opublikowany: 1 tydzień, 1 dzień temu

marekpic: Lonzo Ball jest dobry ale mamy przecież Russela, więc jeśli Boston weźmie Fultza, to lepszym wyborem byłby jednak Josh Jackson, Lakers nie ma obrony a Jackson idealnie pasowałby u nas jako rim protector, chyba że Boston wybiorą Jacksona, to my bierzemy Fultza, lub lakers oddadzą Russela w jakiejś wymianie, to wtedy wybór Balla jest jak najbardziej na miejscu

Kontrowersje wokół Lonzo Balla Komentarz opublikowany: 1 tydzień, 1 dzień temu

Wojt: Kolejna reaktywacja strony? Może tym razem się uda :)

D'Angelo Russell kontuzjowany Komentarz opublikowany: on 30/1/17