Aktualności


Thunder 106 - Lakers 114 2OT
2012-04-23 10:09:00 | autor: | Komentarze [2]

Tagi: lakers, sezon 2011/2012, thunder

Los Angeles Lakers w przedostatnim meczu sezonu regularnego 2011/2012, zdobyli ostatni bastion Zachodu i pokonali drużynę, która jako jedyna w Konferencji pozostawała dla nich niepokonana.  W meczu na szczycie, po niesamowitym widowisku i dwóch dogrywkach, Jeziorowcy wygrali na własnym parkiecie Oklahoma City Thunder 114-106. Obie drużyny kończyły jednak mecz w niepełnych składach, gdyż Metta World Peace nawiązał do swoich najgorszych zachowań z przeszłości i nokautując Jamesa Hardena, wyeliminował z gry siebie oraz najlepszego rezerwowego w NBA.

Do zdarzenia doszło w drugiej kwarcie meczu, gdy po słabym początku Lakers zaczęli łapać wiatr w żagle i zmniejszyli dystans z 11 punktów, do jednego. Ten okres dobrej gry, świetnym wsadem przypieczętował Metta World Peace, po czym znokautował Jamesa Hardena, ciosem wyprowadzonym łokciem w głowę zawodnika Thunder. Skrzydłowy Lakers próbował tłumaczyć sędziom, że było to przypadkowe zagranie i tylko celebrował swoje udane zagranie, ale powtórki wykazały, że World Peace wziął ogromny zamach zanim trafił w głowę Hardena i bez cienia wątpliwości było to zagranie celowe. Trzeba przy tym pamiętać, że Ron Artest jest jednym z najsilniejszych graczy na swojej pozycji w NBA i Harden został zmuszony opuścić plac gry z podejrzeniem o wstrząśnienie mózgu.

Harden upadł na parkiet i nie był w stanie podnieść się przez minutę, zanim został odprowadzony do szatni, podczas gdy Serge Ibaka i inni zawodnicy gości ruszyli w stronę World Peace'a. Gracze zostali jednak w porę rozdzieleni zanim doszło do sytuacji rodem z 2004 roku, gdy podczas meczu pomiędzy Detroit Pistons, a Indianą Pacers, Ron Artest był centralną postacią walki pomiędzy zawodnikami obu drużyn i kibicami, za co w konsekwencji został zawieszony na 86 spotkań, co pozostaje najdłuższym zawieszeniem w historii NBA. Od tego czasu 32-letni zawodnik przeszedł długą drogę, starając się unikać podobnych sytuacji na parkiecie i wydawało się, że faktycznie spokorniał. Wczorajszym incydentem przypomniał jednak wszystkim o swojej porywczości, udowadniając, że zmiana nazwiska na „Światowy pokój” to tylko kolejny pokaz ekscentryczności, a nie faktyczna zmiana jego mentalności.

World Peace może być pewien, że nie ominie go kara za to zagranie i może zostać zawieszony nawet na całe Playoffy, oczywiście, w zależności od tego, jak długo Lakers się w nich utrzymają. Jeśli jednak Andrew Bynum został zawieszony na pięć spotkań za faul na J.J. Barea z Dallas Mavericks w ubiegłorocznych Playoffs, to kara dla World Peace'a może być jeszcze bardziej dotkliwa. Zanim nastąpił cały incydent, obaj zawodnicy byli jednymi z najjaśniejszych postaci na boisku. World Peace w 17 minut zdobył 12 punktów, zebrał 5 piłek i zanotował 3 przechwyty. Harden był natomiast najlepszym graczem swojej drużyny i w 13 minut zdążył zdobyć 14 punktów, a jego brak odcisnął większe piętno na grę Thunder niż brak Artesta po stronie Lakers.

„Strasznie się podekscytowałem tym zagraniem i niefortunnie, James oberwał ode mnie niezamierzonym ciosem łokciem. Mam nadzieję, że wszystko w nim w porządku. Oklahoma gra w tym sezonie o mistrzostwo i przepraszam cały zespół Thunder i Jamesa Hardena. To był nieszczęśliwy przypadek.” – próbował się tłumaczyć po meczu World Peace.

Brzydkie zagranie World Peace'a nie przysłoniło jednak świetnego widowiska, jakim niewątpliwie był ten mecz w czwartej kwarcie i dwóch następujących, po niej dogrywkach. Wcześniej jednak Lakers rozgrywali fatalną trzecią kwartę i po tym, jak dwukrotnie w ostatnim tygodniu zostali rozgromieni przez San Antonio Spurs, zanosiło się na powtórkę z rozrywki. Po wyrzuceniu z boiska World Peace'a, Lakers kompletnie stracili swój animusz z drugiej kwarty i po zmianie połów pozwolili rywalom odskoczyć na 18 punktów. Do ostatniej kwarty Jeziorowcy przystępowali natomiast z niewiele mniejszą stratą, bo 16 punktów, a gra jaką prezentowali w owym czasie w żaden sposób nie zapowiadała come-backu jaki miał za chwilę nastąpić.

Trener Mike Brown długo szukał właściwego ustawienia na Thunder aż w końcu je znalazł. Jeszcze w drugiej kwarcie nieoczekiwanie na parkiecie znalazł się Jordan Hill, którego Lakers pozyskali w marcu za Dereka Fishera z Houston Rockets, a przed tym spotkaniem rozegrał raptem 17 minut w koszulce Lakers, głównie w końcówkach rozstrzygniętych już spotkań. Brown postanowił jednak skorzystać z jego usług przeciwko atletycznym Thunder, w miejsce zwyczajowego sięgania po Josha McRobertsa, bądź Troya Murphy'ego. Hill grał jednak na tyle dobrze w parze z Gasolem, że gdy Andrew Bynum miał powrócić na parkiet, to wszedł właśnie za Pau, a nie za Jordana. Ta dwójka nie współpracowała już jednak tak dobrze, psując spacing jaki zapewniała gra daleko od kosza przez Hiszpana i po przerwie Brown ponownie dał szansę Bynumowi i Gasolowi.

Bynum rozgrywał z kolei stosunkowo słabe zawody i nie zmieniają tego faktu jego solidne 10 punktów, 8 zbiórek i 5 bloków jakie zanotował w 29 minut. Z nim na parkiecie, atak Lakers zwyczajnie nie funkcjonował i nie bez przyczyny, Bynum zapisał na swoim koncie wskaźnik -18, który wspólnie z Mattem Barnesem czynił go najsłabszym ogniwem zespołu w tym meczu. Gdy przed czwartą kwartą Bynum usiadł na ławce, tak oglądał z tego miejsca już resztę spotkania. W miejsce World Peace'a, do piątki wskoczył Matt Barnes, ale również grał słabo, co z kolei otworzyło szansę gry dla drugoroczniaka Devina Ebanksa. Do tego wszystkiego swój najgorszy mecz w barwach Lakers rozgrywał Ramon Sessions, na co Brown zareagował wrzuceniem na głęboką wodę Steve'a Blake'a. Trójka Hill, Ebanks i Blake, wspólnie z Pau Gasolem, grała całą czwartą kwartę i obydwie dogrywki, a po czterech minutach gry w czwartej kwarcie dołączył do nich Kobe Bryant.

Był to pierwszy raz kiedy wyżej wymieniona piątka grała razem, a mimo to okazała się niezwykle skuteczna. Hill dał mnóstwo owocnej walki pod koszem, Ebanks zapewnił dobrą obronę na Kevinie Durancie, a Blake, Bryant i Gasol trafiali wielkie rzuty. Czy trener Brown faktycznie liczył na to, że to ustawienie zadziała, czy było po prostu dziełem przypadku i aktem desperacji na słabą grę Bynuma czy Sessionsa, nie wiadomo, ale przyniosło doskonały efekt. Od momentu pojawienia się na parkiecie Bryanta, Lakers zanotowali mini serię 8-3 i zmniejszyli dystans do ośmiu punktów. Passę Lakers przerwał celnym trafieniem za trzy Kevin Durant, ale ci odpowiedzieli na to kolejną serią 12-0 i na minutę i 21 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry wyszli na pierwsze prowadzenie od pierwszej kwarty (88-87). Swój udział w odrabianiu strat miał każdy z piątki Lakers, przebywającej wówczas na parkiecie, ale w tych końcowych minutach dowodzenie przejął już Kobe Bryant. To jego fenomenalny rzut za trzy wyprowadził Lakers na prowadzenie, a gdy po chwili powtórzył swój wyczyn, Jeziorowcy prowadzili już 91-89. Na 91-91 wyrównał jednak Russell Westbrook, a w kolejnym posiadaniu piłki Lakers nie potrafili zdobyć punktów, po czym piłka wylądowała na aucie. Początkowo sędziowie przyznali ją ponownie Jeziorowcom, ale postanowili obejrzeć jeszcze zapis video dla pewności i w końcu zdecydowali, że to Devin Ebanks ostatni dotykał piłki. W ten sposób Thunder mieli 20 sekund na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale dobra obrona Ebanksa na Durancie uniemożliwiła liderowi Oklahomy na oddanie celnego rzutu za trzy i do rozstrzygnięcia losów meczu niezbędna była dogrywka.

Pierwszą dogrywkę Lakers rozpoczęli od zdobycia czterech punktów z rzędu i wyjścia na prowadzenie 97-93. Westbrook zmniejszył dystans do dwóch oczek, na co Jordan Hill odpowiedział kolejnym trafieniem i ponownym podwyższeniem przewagi do czterech punktów (99-95). Do końca pierwszej dogrywki punktowali już jednak tylko goście z Oklahomy, ale zdołali jedynie wyrównać na 99-99, gdy na zegarze pozostawała jeszcze minuta i 40 sekund do końca doliczonego czasu gry. Żadna ze stron nie potrafiła już zdobyć punktów, a przed szansą trafienia game-winnera stanął tym razem Russell Westbrook, gdy Thunder mieli 2,3 sekundy na rozegranie akcji. Dobra obrona Jordana Hilla sprawiła jednak, że podobnie jak rzut Duranta z końca czwartej kwarty, ten też okazał się niecelny.

Niezbędne było więc dogranie kolejnych pięciu minut, a Lakers po fantastycznym come-backu nie zamierzali już pozwolić Grzmotom na wyrwanie sobie tego zwycięstwa z rąk. Drugą dogrywkę Lakers zaczęli jednak fatalnie, od podania Steve'a Blake'a prosto w ręce Thabo Sefoloshy i kroków Devina Ebanksa, w dwóch kolejnych akcjach. Po pierwszej stracie punkty zdobył Kevin Durant, po drugiej już jednak nie trafił i Pau Gasol świetnym z szóstego metra wyrównał na     99-99. Jeziorowcy wybronili kolejną akcję, po czym niesamowitą trójką z rogu boiska popisał się Steve Blake, tuż przed końcem 24 sekund. Rozentuzjazmowanych kibiców Lakers szybko jednak uciszył Durant i również trafiając za trzy, wyrównał na 102-102. Wówczas o swoim fenomenie przypomniał Kobe Bryant i mimo świetnej obrony Sefoloshy, podwyższył na 104-102. Po chwili Durant znowu wyrównał na 104-104, na nieco ponad minutę przed końcem dogrywki, ale po chwili Thunder musieli już uznać wyższość rywala. Kobe po raz kolejny zakpił ze świetnej defensywy Sefoloshy i dał swojej drużynie prowadzenie 106-104, którego już nie oddali do samego końca. Kolejna akcja, to świetna obrona Ebanksa i uniemożliwienie przez niego podania pod kosz do Duranta. Sfaulowany Kobe, wykorzystał dwa rzuty wolne, a kolejne posiadanie piłki przez Thunder zakończyło się ponownym przechwytem Ebanksa. 22-letni zawodnik został sfaulowany, wykorzystał dwa rzuty wolne, podwyższając na 110-104 i w tym momencie Lakers właściwie już byli pewni zwycięstwa.

Wynik meczu na 114-106 ustalili Steve Blake i Pau Gasol, trafiając po dwa rzuty wolne. Gdyby nie kiepska skuteczność z linii, to być może dogrywki wcale nie byłyby potrzebne. W czwartej kwarcie Lakers spudłowali aż 7 rzutów wolnych, na szczęście w doliczonym czasie gry byli już bezbłędni i trafili wszystkie osiem rzutów. „Nie chodzi o to, że pokonaliśmy Oklahomę, ale o to, w jaki sposób to uczyniliśmy. Jeśli w Playoffs nie posiadasz przewagi własnego parkietu, to takie mecze są nieuniknione. Musimy zachować tę równowagę i pewność siebie z tego spotkania.” – powiedział Kobe, który grał fenomenalnie w końcówce, po tym jak w trzech pierwszych kwartach trafił zaledwie 3 z 14 rzutów z gry, kompletnie nie radząc sobie z indywidualną obroną Thabo Sefoloshy. Świetna praca jednego z najlepszych defensorów w NBA nie wystarczyła jednak w czwartej kwarcie i dogrywkach, a ostatecznie Kobe zakończył występ z dorobkiem 26 punktów, 6 zbiórek i 8 asyst, choć na kiepskiej skuteczności (9/26). Wskaźnik trafień na poziomie 34,6%, jaki osiągnął Kobe nie odbiegał dalece od tego co zaprezentowały oba zespoły. Lakers trafili bowiem zaledwie 38,7% swoich rzutów z gry, a Thunder jeszcze mniej – 36,6%. Kobe wypadł również lepiej od dwóch najlepszych strzelców Oklahomy – Duranta i Westbrooka, którzy wspólnie trafili tylko 14 z 56 rzutów (25%).

Kobe trafiał wielkie rzuty w ostatnich, decydujących minutach, ale na posterunku był również Pau Gasol, który w czwartej kwarcie i dwóch dogrywkach zdobył 13 ze swoich 20 punktów. Hiszpan był również bardzo bliski kolejnego triple-double, zapisując na swoim koncie 14 zbiórek i 9 asyst. Jordan Hill rozegrał zaś najlepszy mecz w karierze, wyrównując swój osobisty rekord zbiórek, zgarniając z tablic 15 piłek, do których dodał również 14 punktów i 3 bloki. Steve Blake dodał natomiast 13 punktów i 5 asyst, a Devin Ebanks, oprócz dobrej obrony na Durancie – 8 punktów i 5 zbiórek.

Dzięki zwycięstwu Lakers utrzymali trzecią pozycję w tabeli Konferencji Zachodniej, a zwycięstwo wczoraj odnieśli również LA Clippers, którzy mają identyczną liczbę porażek, co Lakers, ale pozostały im do rozegrania jeszcze dwa spotkania. Jeziorowcy zagrają zaś jeszcze tylko raz, przeciwko Sacramento Kings. Aby zachować trzecie miejsce na Zachodzie, Lakers muszą albo wygrać ten mecz, albo liczyć na to, że Clippers przegrają przynajmniej raz. W przypadku identycznego bilansu na zakończenie rozgrywek, Lakers zachowają trzecie miejsce, gdyż w bezpośrednich pojedynkach ze swoimi sąsiadami zanotowali bilans 2-1.

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage'u na Facebooku.

Komentarze [2]

Brian

Świetny mecz, mimo że Kobe przez trzy pierwsze kwarty kompletnie nie radził sobie, to najważniejszych momentach trafiał. Brawo dla Blake'a za te kilka trójek

Brian

Metta World Peace suspended 7 games without pay for elbowing James Harden
No to pięknie...

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

zawisz: Lonzo MVP SL! Kuzma MVP Final games! Dobrze zaczyna się dziać w LAL!

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 18/7/17

marekpic: byłoby super, aczkolwiek niczego nie można być pewnym jeśli chodzi o zmienność zawodników nba

Lakers pewni pozyskania Paula George'a Komentarz opublikowany: on 20/5/17

marekpic: Lonzo Ball jest dobry ale mamy przecież Russela, więc jeśli Boston weźmie Fultza, to lepszym wyborem byłby jednak Josh Jackson, Lakers nie ma obrony a Jackson idealnie pasowałby u nas jako rim protector, chyba że Boston wybiorą Jacksona, to my bierzemy Fultza, lub lakers oddadzą Russela w jakiejś wymianie, to wtedy wybór Balla jest jak najbardziej na miejscu

Kontrowersje wokół Lonzo Balla Komentarz opublikowany: on 20/5/17