Aktualności


Grizzlies 102 - Lakers 96
2012-03-26 09:07:00 | autor: | Komentarze [3]

Tagi: grizzlies, lakers, sezon 2011/2012

Przez długi czas Lakers byli niemal niepokonani na własnym parkiecie, ale im bliżej końca rozgrywek, tym przewaga własnego parkietu wydaje się mieć co raz mniejsze znaczenie dla ich dyspozycji. Dwie niedziele z rzędu Jeziorowcy nie potrafili obronić własnego terenu, po tym, jak wcześniej wygrali w Staples Center 19 z 21 spotkań, co było wówczas najlepszym wynikiem w NBA. Tydzień temu twierdzę Lakers zdobyli Utah Jazz, teraz kolej przyszła na Memphis Grizzlies, którzy tym samym uniknęli czwartej porażki z rzędu na wyjeździe, wygrywając 102-96.

Końcowy rezultat mógłby wskazywać, że był to całkiem wyrównany pojedynek, ale w rzeczywistości był to najgorszy mecz w wykonaniu Lakers od pamiętnego dwumeczu z Detroit Pistons i Washington Wizards z początku marca. Z pewnością był to również najgorszy występ podopiecznych Mike'a Browna od momentu pozyskania Ramona Sessionsa, a także porażka poniesiona w najgorszym stylu w tym sezonie na własnym parkiecie. Owe sześć punktów różnicy, jakimi zakończył się mecz, to właściwie największa przewaga z jaką Lakers przegrali u siebie w bieżących rozgrywkach, co również w pewien sposób pokazuje, jak mocni są Jeziorowcy w Staples Center, ale raz jeszcze – końcowy wynik meczu nie wiele ma wspólnego z tym, jak zaprezentowali się tego wieczoru przeciwko Niedźwiadkom.

Poza krótkim fragmentem w trzeciej kwarcie, właściwie nic nie układało się po myśli Lakers. Już początek pierwszej kwarty niósł znamiona tego, że może to być ciężki do oglądania mecz dla fanów Jeziorowców. Lakers spudłowali 7 pierwszych rzutów z gry, z czego aż 5 z udziałem Pau Gasola. Mimo tak ociężałego startu, gospodarze nie pozwalali rozkręcić się Grizzlies i nawet sami w pewnym momencie prowadzili 22-18, na niespełna trzy minuty przed końcem kwarty. Od tego czasu zawodnicy prowadzeni przez trenera Lionela Hollinsa zanotowali jednak serię 10-2 i po pierwszej ćwiartce wygrywali już 28-24. W drugiej, przewaga Grizzlies z końca pierwszej kwarty uwidoczniła się jeszcze bardziej, podczas gdy Lakers mieli nadal spore problemy z regulacją celowników. Łącznie w pierwszej połowie Lakers spudłowali aż 24 rzuty na 35 prób, co dało im wskaźnik trafień na poziomie 31,4%. Dodając do tego nieuwagę w obronie i roztargnienie w rozprowadzaniu ataku, które skutkowało wieloma stratami, nic dziwnego, że Grizzlies wygrali pierwszą połowę 56-46.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie i Memphis sukcesywnie powiększało swoją przewagę, aż w pewnym momencie osiągnęła ona 14 punktów. Może trudno w to uwierzyć, ale to największy deficyt punktowy Lakers, w meczach rozgrywanych na własnym parkiecie w tym sezonie. Nie całe dwa tygodnie temu Jeziorowcy przegrywali z Grizzlies różnicą 17 oczek (z tym, że na wyjeździe), by ostatecznie doprowadzić do dwóch dogrywek i zwyciężyć 116-111 w hali FedEx Forum. Wczoraj byliśmy świadkami powtórki jeśli chodzi o samą pogoń za rywalem, ale koniec końców, skończyło się to i tak porażką. Od stanu 65-51 dla Grizzlies, Jeziorowcy zanotowali serię 15-0 i wyszli na prowadzenie 66-65, na 3 minuty i 21 sekund przed końcem trzeciej kwarty. Goście z Memphis po chwili obudzili się jednak z tego letargu i sami zdobyli 8 punktów z rzędu, nie oddając już prowadzenia do samego końca. Jeszcze przed czwartą kwartą Lakers mogli mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie (73-70 dla Memphis), ale szybko zostały one rozwiane przez O.J. Mayo, po którego 9 punktach z rzędu, Grizzlies powiększyli przewagę do 13 punktów (89-76). A chwilę później powróciła ona do najwyższej w meczu, wynoszącej 14 oczek (93-79), gdy na zegarze pozostawało niespełna sześć minut do upływu czasu gry.

W tych końcowych momentach spotkania Lakers się ponownie przebudzili, zdobywając 19 punktów, na 9 ze strony Grizzlies, ale pozwoliło im to tylko na uniknięcie blowoutu. Wynik meczu na 96-102 ustalił zaś Andrew Bynum trafieniem za trzy punkty, co udało mu się dopiero po raz pierwszy w siedmioletniej karierze na parkietach NBA, szkoda tylko, że nie miało to już żadnego znacznia. Andrew był właściwie jedynym graczem, na którym Lakers mogli polegać w ataku w tym meczu. Trafił on 11 z 16 rzutów z gry oraz 7 z 9 rzutów wolnych i zakończył występ z dorobkiem 30 punktów. Dobra dyspozycja w ataku to jednak wszystko, co można dobrego powiedzieć o występie środkowego Lakers. Bynum zebrał zaledwie 4 piłki (najmniej w sezonie), a Jeziorowcy przegrali walkę na tablicach 38-42. Dodatkowo Bynum pozwolił rezerwowemu Hamedowi Haddadiemu na rozegranie najlepszego meczu w sezonie (10 punktów, 6 zbiórek, 3 bloki w 13 minut), a Grizzlies zdobyli aż 52 punkty z pomalowanego (na 36 Lakers), co jednak obciąża konto całej defensywy zespołu z Los Angeles.

Kobe Bryant zakończył mecz na dobrej skuteczności (7/15), ale przez większą część spotkania trzymał się w cieniu, nie mogąc odnaleźć sobie miejsca w ofensywie Lakers. W samej pierwszej połowie Kobe oddał zaledwie 5 rzutów, a w całym spotkaniu uciułał tylko 18 punktów. W przeciwieństwie do Bynuma, ze zbieraniem piłek problemów nie miał Pau Gasol (14 zbiórek), ale ten z kolei był kompletnie nieskuteczny w ataku i po tym jak spudłował pierwsze pięć rzutów, występ zakończył z fatalną skutecznością 4/15 z gry, co jest jego najgorszym osiągnięciem w całym sezonie. Gasol był jednak bezbłędny na linii rzutów wolnych (8/8), co dało mu ostatecznie 16 punktów. Ramon Sessions dodał 18 punktów i 5 asyst, z kolei ławka rezerwowych nie istniała kompletnie i przegrała z drugim garniturem Grizzlies 9-41.

Był to z pewnością jeden z tych występów, o których Lakers zechcą jak najszybciej zapomnieć. Szansę ku temu otrzymają już jutro w konfrontacji z Golden State Warriors na wyjeździe. W czwartek dojdzie natomiast do symbolicznej konfrontacji z najlepszą drużyną Konferencji Zachodniej – Oklahoma City Thunder, w barwach, których po raz pierwszy przeciwko Lakers zagra Derek Fisher.

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage'u na Facebooku.

Komentarze [3]

sasuke

Kiedy Blake wszedl na parkiet w 1Q to wtedy wszystko sie posypalo, stracil 2 z rzedu pilki w ataku, memphih dostali wiatru w zagle i prowadzenia nie oddali

lukostro

to są takie głupie porażki, jakich w tym sezonie było conajmniej 5-6 i które nie powinny się zdarzyć. Wyobraźcie sobie, że wystarczyłoby, że każdy z rezerwowych którzy dziś zagrali rzucił jedynie swoją meczową średnią z tego sezonu i wygrana byłaby w kieszeni. Łącznie Blake, Barnes, Murphy i McBob rzucają 17,7 pkt/mecz. Naprawdę nie potrzeba żadnych nadludzkich wyczynów, a te ~18pkt spokojnie są do zrobienia i w ich zasięgu.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

DJMbenga: LBJ W LAKERSACH - TO ZASŁUGUJE NA NEWS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: 2 tygodnie, 2 dni temu

DJMbenga: LBJ i PG w Lakersach - forum ożywa :D

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: 2 tygodnie, 4 dni temu

DJMbenga: Lonzo Ball - 2 skład Rookie.

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 6/6/18