Strona główna > Terminarz 2013/2014 > LA Lakers 94 - Toronto Raptors 106 (08.12.2013)

LA Lakers 94 vs Toronto Raptors 106 (08 Grudnia 2013)

Raptors 106
Lakers 94
 1234WYNIK
TOR30212233106
LAL2027212694

Arena: STAPLES Center, Los Angeles, California

Data publikacji: 09/12/2013 8:20 | autor: Daniel

Kobe Bryant powrócił do gry po najdłuższej w karierze, ośmiomiesięcznej przerwie. W osiemnastym sezonie na parkietach NBA był to swego rodzaju drugi debiut w jego wykonaniu, i jak przystało na debiutanta, jego występowi towarzyszyło mnóstwo błędów, jak i wiele oznak potencjału jaki wiadomo, że drzemie w tak utalentowanym zawodniku. W ostatecznym rozrachunku błędów tych było jednak zbyt wiele, nie tylko ze strony Kobego i Lakers nie sprostali na własnym parkiecie dziewiątej „sile” Konferencji Wschodniej – Toronto Raptors, ulegając 94-106.

Nawet po tej porażce Lakers mają bilans 10-10, który na Wschodzie dawałby im wysokie trzecie miejsce w tabeli. Dlatego bez względu na wszelkie okoliczności, porażka z takim zespołem jak Raptors musi być dla Jeziorowców bardzo bolesna – każdy zespół ze Wschodu, nienazywający się Miami Heat bądź Indiana Pacers nie powinien mieć prawa wywieźć zwycięstwa z Staples Center, bez względu na to czy gospodarzem wieczoru są Lakers czy Clippers. Wyczekiwany od dawna powrót na parkiet Kobego został więc okraszony porażką, a show ukradł rozgrywający mecz życia po stronie gości – Amir Johnson, zdobywca 32 punktów (rekord kariery) i 10 zbiórek. Jeziorowcom nie pomógł nawet fakt, że Raptors zagrali bez swojego drugiego strzelca w tym sezonie, Rudy'ego Gaya, który na krótko przed meczem został wytransferowany do Sacramento Kings, a pozyskani za niego John Salmons, Greivis Vasquez, Patrick Patterson i Chuck Hayes naturalnie nie mieli czasu, aby dołączyć do zespołu.

W swoim „drugim debiucie” na parkietach NBA Kobe spędził na parkiecie pokaźne 28 minut, ale z pewnością nie zaliczy tego występu do udanych. Określenie prezencji Bryanta w tym meczu mianem przeciętnej byłoby chyba definicją użytą ponad miarę – Kobe trafił tylko 2 z 9 rzutów z gry i popełnił aż 8 strat. To, co zaś mogło podobać się w jego grze to walka na tablicach (8 zbiórek i nie były to piłki, które same wpadały mu w ręce) oraz chęć szukania partnerów. To drugie wychodziło mu jednak z mizernym skutkiem. Kobemu zdarzały się momenty zawahania, czy ma rzucać, czy może podawać i kiedy decydował się na to odegranie, rywale byli już na to przygotowani, a jego koledzy niekoniecznie. Dlatego Bryant piłkę tracił aż 8-krotnie, popełniając przy tym typowe „rookie mistakes”. Przed spotkaniem niektórzy przypominali o fenomenalnych występach Kobego przeciwko Toronto Raptors z przeszłości, licząc na to, że Black Mamba dopisze do nich kolejne, które przejdzie do legendy, ale obiektywnie oceniając, było to jedno z najsłabszych spotkań od dawien dawna w jego wykonaniu.

Przed Lakers teraz nie lada wyzwanie, aby umiejętnie wprowadzić Kobego do systemu, który z całkiem niezłym powodzeniem funkcjonował do jego powrotu. Ciężko kierować takie słowa przeciwko żywej legendzie klubu, ale Jeziorowcy w tym meczu spisywali się znacznie lepiej, kiedy Bryant zasiadał na ławce. To, że z miejsca wejdzie do gry i będzie tym samym zawodnikiem jak 12 kwietnia przed zerwaniem ścięgna Achillesa było jednak marzeniem ściętej głowy największych optymistów, patrzących na świat przez złoto-purpurowe okulary. Oczywiste wydaje się, że powrót Bryanta do dyspozycji, w której faktycznie będzie mógł pomóc drużynie w odnoszeniu zwycięstw zajmie trochę czasu i prawdopodobnie proces ten będzie okupiony kilkoma przegranymi. Bez Kobego Lakers byli drużyną na poziomie 50% zwycięstw, a to jak wiadomo nie zagwarantuje w tym sezonie awansu do Playoffs – pomijając przy tym kwestię tego, czy byliby w stanie taki poziom utrzymać przez całe rozgrywki. Jeżeli drużyna prowadzona przez Mike'a D'Antoniego ma znaleźć się w najlepszej ósemce zachodu na koniec sezonu, może to osiągnąć tylko z Bryantem, grającym niekoniecznie w takim sam sposób, do jakiego przyzwyczaił przez najlepsze lata swojej kariery, ale umiejętnie współpracującym w tym, co Lakers zdążyli już zbudować od początku października – dodając do tego pierwiastek swojego przewodnictwa drużynie, czego niewątpliwie brakowało od startu rozgrywek.

Przebieg spotkania było bardzo podobny, do tego z piątkowego starcia z Sacramento Kings, to rywale byli stroną przeważającą przez większość spotkania, a Lakers jedynie zbliżali się na kilka punktów, aby po chwili znowu obie strony dzielił dwucyfrowy dystans. Z tą subtelną różnicą, że w żadnym momencie nie nastąpił punkt zwrotny, który skierowałby Lakers na właściwy tor po zwycięstwo. Być może gospodarze sami odebrali sobie szansę na ostateczny zryw poprzez oddelegowanie do gry Kobego na siedem ostatnich minut czwartej kwarty, ale nigdy nie dowiemy się, co by było gdyby D'Antoni zamiast niego pozostawił na placu gry Xaviera Henry'ego. To właśnie jego zmienił Kobe, a Henry wcześniej zdobył osiem punktów na przestrzeni trzech minut, po których Lakers zbliżyli się na dystans 81-85. To jest jednak zawsze trudna decyzja dla trenera, czy pozostawić w grze rezerwowego, będącego w gazie, czy może wprowadzić do gry, teoretycznie największą gwiazdę zespołu, dlatego powstrzymam się od krytyki takiej decyzji. Nawet jeśli uprzemy się przy tym, że miejsce Bryanta jest na parkiecie w ostatnich minutach czwartej kwarty, bez względu na to, jaką prezentuje formę, to może bardziej na zmianę zapracował Nick Young, który w tej samej ćwiartce popisał się zagraniem, które jest definicją jego „Jeździectwa bez głowy”, zaliczając górną obramówkę tablicy po próbie rzutu z obrotem o 360 stopni, gdy mógł skutecznie skończyć akcję w znacznie w mniej efektowny sposób.

Pozostawmy jednak gdybanie, a przejdźmy do faktów, a te mówią, że Raptors byli tego dnia lepiej dysponowaną drużyną, która w pełni zapracowała sobie na tę wygraną. Zrzucanie całej winy na Bryanta byłoby ogromnym uproszczeniem, zwłaszcza gdy przyjrzymy się występowi Pau Gasola, który zagrał poniżej jakiejkolwiek krytyki. Nie popisał się także Steve Blake, co jest o tyle bolesne, że w tej chwili jest on jedynym nominalnym rozgrywającym Lakers. Blake rozegrał jedno z najsłabszych spotkań w tym sezonie, a na pewno najsłabsze odkąd gra w pierwszej piątce (1/6 z gry, 4 straty), a gra gospodarzy wyglądała nawet lepiej gdy był na ławce, a Lakers grali w ogóle bez rozgrywającego.

Cała pierwsza piątka Jeziorowców wypadła bardzo blado, a zwłaszcza w porównaniu z rezerwowymi, do których nie można mieć większych zastrzeżeń. Dokonania wyjściowej formacji to 23 punkty na żenującej skuteczności 25% oraz 14 strat (z 19 całego zespołu). Tymczasem każdy z pięciu graczy rezerwowych zanotował dwucyfrowy wynik punktowy, a kolektywnie zdobyli oni 71 punktów, trafiając aż 55,3% z gry. Fenomenalna gra zmienników Lakers i dominacja nad ławką Raptors (71-20) nie wystarczyły jednak aby skompensować straty poczynione przez pierwszą piątkę i dobrą dyspozycję starterów Toronto, a zwłaszcza Amira Johnsona, Kyle'a Lowry'ego i DeMara DeRozana, z których każdy zdobył przynajmniej 23 punkty. Po stronie Lakers najwięcej punktów uzbierał Nick Young, który oprócz wspomnianego wcześniej feralnego zagrania, rozegrał bardzo solidne zawody, kończąc je z dorobkiem 19 punktów (7/16 z gry) i 3 asyst. Xavier Henry dodał efektywne 17 punktów, w zaledwie 14 minut jakie spędził na parkiecie. Przynajmniej 10 oczek dołożyli także Shawne Williams (10 punktów, 2 przechwyty), Jordan Hill (11 punktów, 8 zbiórek) i Jodie Meeks (14 punktów, 3 asysty, 2 przechwyty).

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Ostatnie 5 komentarzy:

Jarek

Suns są lepszą drużyną niż rok temu. Sądzę jednak ,że mimo to takie mecze jak z Raptors czy ten właśnie(i to u siebie) trzeba wygrywać bezwarunkowo. Jakiś czas temu wyrażałem swoją opinię i obawę co do powrotu K.B. i chyba niestety miałem rację- gra zwolniła, nie ma ruchu piłki i grają dużo izolacji na Kobiego......Zaznaczam, że to wina całej drużyny,bo nagle nikt nie potrafi(nie chce) spontanicznie wziąć odpowiedzialności za grę i ta chemia, którą się czuło, nagle wyparowała.

MokrePalce

Na własne życzenie ta porażka.

Przemo

Mamba najlepszym strzeclem.

Mam wrażenie,że wszyscy żyją jego powrotem na hali,a nikt nie widzi,że dostajemy w dupe drugi mecz z rzędu w LA

Przemo

Śmiech na sali.Nie chcę się wnerwiać z rana

Przejdź do pełnej dyskusji

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

DJMbenga: Czas na najbardziej ekscytujący sezon NBA dla fanów Lakers od lat!! GO LAKERS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: 1 tydzień temu

DJMbenga: LBJ W LAKERSACH - TO ZASŁUGUJE NA NEWS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 2/7/18

DJMbenga: LBJ i PG w Lakersach - forum ożywa :D

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 30/6/18