Strona główna > Terminarz 2013/2014 > LA Lakers 99 - Houston Rockets 98 (07.11.2013)

LA Lakers 99 @ Houston Rockets 98 (07 Listopada 2013)

Lakers 99
Rockets 98
 1234WYNIK
LAL3628171899
HOU1931272198

Arena: Toyota Center, Houston, Texas

Data publikacji: 07/11/2013 8:33 | autor: Daniel

Faulowany umyślnie Dwight Howard, a następnie pudłujący rzuty wolne to scenariusz, który przed rokiem spędzał fanom Lakers sen z powiek i był przyczynkiem do nie jednej porażki ich ulubieńców. Zadziałał jednak na ich korzyść w pierwszym meczu Dwighta przeciwko jego poprzedniej drużynie. Jeziorowcy popełnili wystarczająco dużo błędów, aby mimo wszystko przegrać to spotkanie, ale dzień uratował im Steve Blake, trafiając zwycięską trójkę na 1,3 sekundy przed końcem meczu, wygranego ostatecznie 99-98.

Odniesione w tak dramatycznych okolicznościach zwycięstwo to upragniona, pierwsza wygrana Lakers na wyjeździe w tym sezonie. Po sześciu spotkaniach sezonu zasadniczego podopieczni Mike'a D'Antoniego legitymują się bilansem 3-3, co należy uznać za co najmniej przyzwoity wynik i jeżeli uda im się podtrzymać odsetek zwycięstw na poziomie 50% aż do powrotu Kobego Bryanta, będzie to dobrą pozycją wyjściową, aby walczyć o awans do Playoffs.

Nie ustają poszukiwania docelowej pierwszej piątki i D'Antoni po raz kolejny desygnował na parkiet zupełnie inną formację. Na ławkę powędrował Shawne Williams i kto wie czy nie na dobre, bo w tym spotkaniu nie powąchał nawet parkietu – czy to tylko jednorazowa decyzja, czy zawodnik ten ostatecznie wyczerpał przyznany mu przez trenera kredyt zaufania pokażą najbliższe mecze. W miejsce Shawne'a zagrał Chris Kaman, z kolei Nick Young i Xavier Henry ponownie zamienili się rolami i ten pierwszy wrócił do pierwszego składu. Roszady te były spowodowane chęcią zwiększenia siły rażenia wyjściowej piątki, która jak dotąd na tle rezerw wypada bardzo blado. Po raz kolejny to ławka zaprezentowała się jednak znacznie lepiej, w czym wydatnie pomógł im fatalny występ w wykonaniu Pau Gasola, od którego oczekuje się, że będzie ciągnąć ofensywę, tymczasem w 32 minuty zdobył 2 punkty, pudłując 9 z 10 rzutów z gry. Choć Nick Young, Steve Blake i Steve Nash zaliczyli po dwucyfrowej zdobyczy punktowej, to nie wystarczyło to, aby pokryć ubytki po braku odpowiedniej prezencji Katalończyka w ataku.

Mecz Lakers rozpoczęli jednak fenomenalnie, trafiając raz po raz za trzy, dzięki czemu już po paru minutach prowadzili dwucyfrową różnicą punktów i początkowo nic nie wskazywało na to, że końcówka meczu będzie tak wyrównana... To oczywiście nie do końca prawda. Pewnie można by tak napisać w przypadku każdej innej drużyny w NBA, ale ktokolwiek obserwuje poczynania Lakers w tym sezonie, zdążył już zaobserwować, że wysokie prowadzenie Jeziorowców oznacza niemal pewne jego rychłe utracenie. I tak było i w tym przypadku. Swoją kilkunastopunktową przewagę (w kulminacyjnym momencie 19 punktów) uzyskali dzięki bliskiej perfekcji skuteczności w rzutach za trzy punkty. Ale oprócz tego nie mieli wielkiego pomysłu na atak o czym najlepiej świadczy ledwie 26 punktów zdobytych z pomalowanego. Tylko w pierwszej ćwiartce Lakers trafili sześć rzutów za trzy punkty, a jednocześnie grali najlepiej na przestrzeni całego spotkania w obronie, dzięki czemu wygrali ją 36-19.

W drugiej kwarcie Jeziorowcy nie tracili animuszu ofensywnego i nadal dziurawili obręcz celnymi rzutami zza linii 7,24 m, ale i Rakiety przebudziły się z początkowego letargu. Lider gospodarzy James Harden rozpoczął spotkanie od zdobycia 4 punktów, ale w drugiej był już nie do zatrzymania (16 punktów), podobnie jak przez resztę spotkania, w którym łącznie zdobył aż 35 punktów. Do przerwy Lakers trafili aż 11 trójek (najwięcej w jednej połowie od 2008 roku) w zaledwie 14 próbach, a z gry osiągnęli odsetek trafień na poziomie 50%. Po zmianie stron po tak świetnej dyspozycji strzeleckiej nie było już jednak śladu, z kolei Rockets znacznie poprawili swoje szyki obronne. W ekipie Lakers tej zmiany pomysłu na grę i dostosowania się do nowych warunków zabrakło – nadal kontynuowali kanonadę rzutów za trzy, z tym, że już ze znacznie gorszym skutkiem (5/21). Pau Gasol przystąpił jednak do meczu z wyraźnym kompleksem Dwighta Howarda, bo nawet nie odważał się zbliżać do pomalowanego i Lakers nie bardzo mieli do kogo się zwrócić w celu zmiany swojej strategii ofensywnej.

Druga połowa zdecydowanie przebiegała już pod dyktando gospodarzy, którzy sukcesywnie, małymi kroczkami gonili Lakers, aż w końcu doprowadzili do remisu, a na niespełna 4 minuty przed końcem meczu wyszli na pierwsze od pierwszej ćwiartki prowadzenie. W tym momencie Jeziorowcy wyglądali już, jakby kompletnie zeszło z nich powietrze, a nadzieje na wywiezienie z trudnego parkietu w Houston wartościowego zwycięstwa zaczęły powoli gasnąć. Mike D'Antoni w porę sobie przypomniał, że Dwight Howard nie potrafi trafiać rzutów wolnych i nakazał swoim podopiecznym celowanie faulowanie go bez piłki. Jeziorowcy mieli na to niewiele czasu (w ostatnich 2 minutach meczu takie faule kończą się przyznaniem kolejnego posiadania rywalom), ale minuta i 24 sekundy wystarczyły aby posłać Dwighta pięciokrotnie na linię. Howard z dziesięciu rzutów wolnych wykorzystał połowę, ale jednocześnie Lakers w międzyczasie zdobyli tylko dwa oczka i misterny plan oparty na hack-a-Dwight zbliżał się ku fiasku.

Na dwie minuty przed końcem spotkania Rockets nadal prowadzili 98-93, a Lakers prawie od trzech minut nie zdobyli punktów z gry. Niemoc tę przełamał w końcu rozgrywający świetne zawody Jodie Meeks, trafiając arcyważną trójkę dzięki, której Jeziorowcy zmniejszyli dystans do dwóch oczek. Na 53 sekundy przed końcem spotkania Rockets popełnili fatalny w skutkach błąd taktyczny – przy wyprowadzaniu piłki z autu zagrali do Dwighta, którego szybko sfaulował Pau Gasol (była to najlepsza akcja Hiszpana w tym meczu). Tym razem Howard spudłował obydwa rzuty wolne. Nieco wcześniej faulowany był Jodie Meeks, ale sędziowie tego nie zauważyli – sędziowanie w tym meczu to temat na oddzielny artykuł, ale w obliczu tego co miało się zdarzyć za chwilę, nie ma to teraz wielkiego znaczenia. Lakers mieli aż 10 sekund na rozegranie ostatniej akcji, po tym jak James Harden spudłował rzut mogący zabezpieczyć jego drużynie zwycięstwo. Niewiele brakowało a Jeziorowcy sprzeniewierzyli by tę szansę, bo Meeks zagrał z autu w kierunku Nasha, który nawet nie patrzył na piłkę. W porę zreflektował się jednak Wesley Johnson i uratował Lakers przed stratą. Kalifornijczycy stracili jednak cenne sekundy i pierwsza próba sforsowania obrony Rakiet spaliła na panewce. Na 3 sekundy przed końcem nadal byli jednak w posiadaniu piłki. Wznowienie z autu, podanie do będącego na dystansie Steve'a Blake'a. Bang!!! Ławka Lakers wybucha w euforii. Gospodarze wciąż mieli 1,3 s na skuteczne rozegranie ostatniej akcji, ale rzut Patricka Beverleya tylko odbił się od obręczy.

W ekipie Lakers najwięcej, 18 punktów, zanotował Jodie Meeks, trafiając 6 z 9 rzutów z gry i 5 z 7 za trzy. Świetną partię rozegrał także inny rezerwowy – Wesley Johnson, który co prawda nie był tak skuteczny (16 punktów i 6/15 z gry), ale nadrabiał to energią i walecznością. Kolejnym rezerwowym, który zakończył mecz z double-figures na koncie jest Jordan Farmar, który do 11 punktów dołożył także 7 asyst i 5 zbiórek. Łącznie ławka Lakers pokonała rezerwy Rockets wynikiem 54-23.

Oprócz zbytniego polegania na rzutach dystansowych (aż 35 prób), Lakers można zarzucić niefrasobliwość w poszanowaniu piłki, gdyż stracili ją aż 24-krotnie, często popełniając szkolne błędy. Jeziorowcy mogą mówić o sporym szczęściu, gdyż trafili na kiepsko dysponowanego tego dnia rywala. W poprzednich czterech meczach Rockets zdobywali średnio 112,7 punktu, dziś tej zmasowanej ofensywy u nich zabrakło, co jednak nie koniecznie świadczy o dobrej defensywie Lakers. Przy normalnej dyspozycji podopiecznych Kevina McHale'a, przy tylu popełnionych stratach, bylibyśmy prawdopodobnie świadkami pogromu na korzyść gospodarzy. Niemniej jednak zwycięstwo pozostaje zwycięstwem, a za parę miesięcy nie będzie mieć żadnego znaczenia w jakim stylu zostało odniesione. Na dzień dzisiejszy morale Jeziorowców windują w górę po trafieniu Steve'a Blake'a. Ale na świętowanie nie ma czasu bo już dziś przed Lakers back-to-back w Nowym Orleanie, gdzie po raz pierwszy zmierzą się z Pelicans.

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Ostatnie 5 komentarzy:

Vino24Fanatico

Durant bez Westbrook'a w składzie innej drużyny? To chyba jakiś żart... Kobe nie bardzo chyba się przyjaźni z "Atletą" więc to chyba na szczęście odpada.
@StaryFan wziąłeś pod uwagę fakt chęci,może nie wszystkich graczy, podwyżki? Nash jakby nie patrzeć uwolnił Blake stawiając bardzo skuteczną zasłonę ;D

DrJ, co do wizji Kupchaka, oczywiście Masz rację. Melo?, jego dostępność jest raczej pewna. Na chwilę obecną jest monopolistą w produkcji cegły na rynku USA.
LeBron? każdy kto będzie go miał, gra o mistrzostwo. Dlaczego w to nie wierzę?, - brak parcia na szkło.
Podobno Westbrook i Love "planują" wspólne tytuły w LAL. Durant grę z Hardenem itd.
Skład to oczywiście zabawa. Ale o Monroe warto walczyć.
Mam nadzieję, że nasz GM pomimo polskiego pochodzenia, nie będzie forsował "do trzech razy sztuka".
Oho, jako GM we własnym domu, czas wytłumaczyć własnej "gimbazie", że rośnie się podczas snu. A marudziłem na studiach...

StaryFan

Eric Bledsoe jak najbardziej, bo będzie jeszcze lepszy, a PHX to złe miejsce dla niego. Z JO dałbym sobie spokój już, ale skład ciekawy. Szansa jest mniejsza nawet nie ze względu na kasę KB, ale filozofię Mitcha. Jeśli prawdą jest, że Mitch kusił Howarda sprowadzeniem Melo i Lebrona, to jest to jakiś obraz jego wizji.

Lukas

No tak, ale wymiana draftowa to nie bezpośredni wybór w drafcie. A co do tematu to faktycznie koniec bo widzę, że niespecjalnie czytasz co ja piszę.

KB, gra od 1996 w LAL, jest to jego jedyna drużyna, a po drodze do 2009 r świętował jeszcze w latach 2000-2002, czyli w wieku 22-24, lat.
Jerry West draft nr. 2 itd.
Dyskusja bez sensu, zdecydowana większość mistrzostw (nie tylko naszych), wygrana została przy pomocy rodzimych i "wychowanych" zawodników.
Połowiczne wyjątki na przestrzeni 30 lat:
Miami Heat, Boston Celtics, Galaktikos niespełnionych nadziei, na siłę realizujących własne ambicje - nie mój temat.
Wystarczy prześledzić historię.

Przejdź do pełnej dyskusji

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

DJMbenga: LBJ W LAKERSACH - TO ZASŁUGUJE NA NEWS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 2/7/18

DJMbenga: LBJ i PG w Lakersach - forum ożywa :D

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 30/6/18

DJMbenga: Lonzo Ball - 2 skład Rookie.

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 6/6/18