Strona główna > Terminarz 2013/2014 > LA Lakers 106 - Sacramento Kings 100 (06.12.2013)

LA Lakers 106 @ Sacramento Kings 100 (06 Grudnia 2013)

Lakers 106
Kings 100
 1234WYNIK
LAL28242925106
SAC30253213100

Arena: Sleep Train Arena, Sacramento, California

Data publikacji: 07/12/2013 7:36 | autor: Daniel

To już pewne, Kobe Bryant powróci do gry 8 grudnia w starciu z Toronto Raptors. Tymczasem jeszcze bez niego Jeziorowcy wykonali optymistyczny plan, który zakładał, że do powrotu swojego lidera utrzymają bilans w okolicach 50%. Do 19 występu bez Bryanta Lakers przystępowali z bilansem 9-9, więc tylko zwycięstwo nad Sacramento Kings dawało im wykonanie tego zadania. Po ciężkim boju i świetnej po obydwu stronach parkietu czwartej kwarcie udało się ostatecznie zwyciężyć 106-100.

Przez większą część spotkania gospodarze nie tylko byli stroną przeważającą, ale momentami wręcz dominowali. Odzwierciedlenie takiego stanu znajdziemy w zestawieniach statystycznych: Kings wyraźnie wygrali walkę na tablicach (51-36, 18-10 w zbiórkach ofensywnych), byli lepsi w szybkim ataku (20-10), a przez trzy pierwsze kwarty mieli ogromną przewagę w punktach z pomalowanego. Na szczęście dla Lakers o ostatecznym wyniku przesądza gra na przestrzeni 48 minut, bo za grę w pierwszych 36 na zwycięstwo w większym stopniu zasługiwali gospodarze.

Sacramento odrobiło lekcję scoutingu przed meczem i częścią ich strategii na to spotkanie było wykorzystanie braku zmiennika na pozycji rozgrywającego po stronie Lakers oraz ograniczenie poczynań ławki rezerwowych, która stanowi najlepiej punktujący drugi garnitur w NBA. Kiedy Steve Blake zasiadał na ławce, aby zregenerować siły, Lakers mieli ogromne problemy z rozegraniem piłki, a Kings wywierali na nich nacisk na całym placu gry. Mike D'Antoni dość umiejętnie zarządzał jednak minutami Blake'a, tak aby fragmenty gry bez niego nie były za długie, a jednocześnie aby oszczędzać jego siły na końcówkę spotkania. Drugą część planu Sacramento udało się po części zrealizować – zmiennicy Lakers zdobyli 31 punktów (41,9% z gry), ale na wysokości zadania stanęła za to wyjściowa piątka, w której po raz kolejny doszło do roszady i po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się w niej Robert Sacre.

Wygraną tę Lakers odnieśli pomimo bardzo przeciętnej gry, ale można w tym znaleźć pozytywne strony, właśnie tym charakteryzują się mocne drużyny, że potrafią wygrywać nawet wtedy gdy mają słabszy dzień. Dokładając do tego stałe problemy Lakers w odnoszeniu zwycięstw na wyjazdach, w ogóle nie powinniśmy narzekać na ich dyspozycję, a jedynie cieszyć się, że zapisali na swoim koncie kolejną wygraną. O ile przez trzy pierwsze kwarty zawodnicy z Miasta Aniołów z mozołem rzeźbili swój atak, a w obronie częstokroć pozwalali Królom na zbyt wielką swobodę, tak za to, co zaprezentowali w ostatniej kwarcie zasługują już na salwę oklasków.

Dobrą passę Jeziorowcy zaczęli jeszcze na finiszu trzeciej ćwiartki, gdy od najwyższej w meczu, 10-punktowej przewagi Kings, zdobyli 4 punkty z rzędu. Tutaj warto wtrącić, że choć we wecznej fazie spotkania gospodarze wizualnie prezentowali się znacznie lepiej, to Lakers jednak nie pozwolili im w żadnym momencie odjechać zbyt daleko, w dużej mierze dzięki trafieniom trzypunktowym, które były chyba jedynym elementem gry, który wychodził im od początku do samego końca tego starcia (12 celnych rzutów za trzy). Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty Lakers zanotowali serię 11-0 i tym samym objęli pierwsze od pierwszej ćwiartki prowadzenie (88-87).

Chwalenie podopiecznych Mike'a D'Antoniego za całą czwartą kwartę byłoby jednak dużym nadużyciem bo po tym zrywie zapadli w kilkuminutowy letarg, który przerwali dopiero na trzy minuty przed końcem meczu, gdy Kings znowu prowadzili 97-93 W tym momencie szkoleniowiec Lakers dokonał najskuteczniejszej zmiany w tym meczu, delegując do gry Jodiego Meeksa za Roberta Sacre. Meeks odwdzięczył się trafieniem dwóch trójek na przestrzeni dwóch minut, pomiędzy którymi przydarzyło się jeszcze kluczowe trafienie z półdystansu Pau Gasola. Dzięki tym trzem skutecznym atakom Lakers objęli prowadzenie 101-97, po którym Kings już się nie podnieśli. Królów ostatecznie dobił Nick Young, półdystansowym trafieniem na 30 sekund przed końcową syreną, które dało jego drużynie sześciopunktową zaliczkę. Kiedy ważyły się losy tego spotkania, Lakers nie tylko byli clutch w ofensywie, ale również po własnej stronie parkietu, gdzie tylko na przestrzeni jednej minuty wymusili na Kings trzy straty w trzech kolejnych posiadaniach. W całej czwartej kwarcie zatrzymali zaś gospodarzy na 13-punktowej zdobyczy, gdy w poprzednich trzech stracili ich aż 87.

Bohaterem spotkania z pewnością można uznać Jodiego Meeksa, który nie tylko trafił dwie najważniejsze trójki w tym spotkaniu, ale był także najlepszym strzelcem (wespół z Pau Gasolem) z 19-punktową zdobyczą na swoim koncie (7/11 z gry, 5/6 za trzy). Jego pojawienie się na placu gry na 3 minuty przed końcem meczu dało zastrzyk energii całej drużynie, która wcześniej przez ponad 4 minuty nie potrafiła zdobyć punktów z gry. Wspomniany Gasol nie był zaś nawet bliski efektywności, jaką zaprezentował Meeks i trafił tylko 6 z 15 rzutów. Skórę ratuje mu nieco ten celny rzut na półtorej minuty przed końcem spotkania i fakt, że nie przegrał z kretesem rywalizacji z DeMarcusem Cousinsem, który był co prawda zdecydowanie lepiej dysponowany od Katalończyka, ale nie na tyle, aby można to uznać za dominację.

Trzecią strzelbą był rezerwowy Nick Young, ale i on miał problemy z ostrością celownika (14 punktów, 6/16 z gry). Grający z bolącym łokciem dominującej prawej ręki Steve Blake był także mało skuteczny (5/13 z gry, 2/9 za trzy), ale do swoich 13 oczek dołożył 10 asyst. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się za to Robert Sacre, który w pierwszej piątce zastąpił Jordana Hilla. Choć „Bobby” grał tylko 17 minut, to w tym czasie kilkukrotnie skutecznie kończył akcje pick-and-roll, niczym Marcin Gortat po podaniach Steve'a Nasha w Phoenix Suns i łącznie uzbierał na swoim koncie 11 punktów i 5 zbiórek, dokładając do tego niezłą prezencję w defensywie. Hill dał z kolei energetyczną zmianę z ławki w ostatniej kwarcie, która w dużej mierze zapoczątkowała pościg Lakers za wygraną. W 15 minut Jordan zdobył 6 punktów i zebrał 9 piłek. Na pochwałę zasługuje również występ Wesleya Johnsona, który trafił między innymi 3 rzuty trzypunktowe i zanotował 5 przechwytów.

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Ostatnie 5 komentarzy:

majew

Nie no musze wstac i obejrzec ten mecz:D A co do komentarza KAEBI'ego to zupelnie nie wiem o co chodzi, ale pamietam ze niezly z Kapono byl trojkowicz, ale co sie z nim dzieje teraz tego nie wiem:D

Kaebi

Jason Kapono

Kopek

No dziś wielki powrót lecz niestety nie mam możliwości obejrzenia tego meczu przez wyjazd ale bardzo chętnie obejrzę potem cały mecz na internecie by zobaczyć jak radził sobie Kobe i Lakers! Miłego oglądania Panowie!

kacper19933

CZUJECIE TO ? NIESAMOWITY DZIEŃ , KTO ŚPI O 3:30 TEN FAJA !


WIELKI DZIEŃ, WIELKI POWRÓT, WIELKI KOBE !

TYLKOOOOOO ZWYCIĘSTWO !

ericlalfan

To już dziś!
Kobe is back!

Przejdź do pełnej dyskusji

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

DJMbenga: Czas na najbardziej ekscytujący sezon NBA dla fanów Lakers od lat!! GO LAKERS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: 1 tydzień, 1 dzień temu

DJMbenga: LBJ W LAKERSACH - TO ZASŁUGUJE NA NEWS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 2/7/18

DJMbenga: LBJ i PG w Lakersach - forum ożywa :D

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 30/6/18