Strona główna > Terminarz 2013/2014 > LA Lakers 105 - Atlanta Hawks 103 (03.11.2013)

LA Lakers 105 vs Atlanta Hawks 103 (03 Listopada 2013)

Hawks 103
Lakers 105
 1234WYNIK
ATL22272727103
LAL33292617105

Arena: STAPLES Center, Los Angeles, California

Data publikacji: 04/11/2013 8:10 | autor: Daniel

Na wielu płaszczyznach tegoroczni Lakers w niczym nie przypominają ekipy sprzed roku, ale po tych kilku spotkaniach sezonu zasadniczego można odnaleźć w takim równaniu wspólny mianownik – są tak samo nieobliczalni i z podobną łatwością trwonią przewagi punktowe. Mimo prowadzenia różnicą 21 punktów Jeziorowcy pozwolili Atlancie Hawks doprowadzić do remisu w ostatniej minucie spotkania i tylko stalowe nerwy na linii rzutów wolnych oraz przychylne im decyzje sędziowskie uchroniły ich przed porażką.

Po ostatniej porażce z San Antonio Spurs Mike D'Antoni postanowił dokonać roszady w wyjściowym składzie i w miejsce Nicka Younga od pierwszych minut zagrał dziś Xavier Henry. Decyzja okazała się być strzałem w dziesiątkę, bo zarówno Henry, jak i Young czuli się w swoich rolach komfortowo i spisali się znacznie lepiej niż przeciwko Ostrogom, zdobywając odpowiednio 18 i 13 punktów. Czy jednak szkoleniowiec Lakers znalazł w końcu optymalne ustawienie? Raczej nie – od początku sezonu odnaleźć się nie potrafi Steve Blake, po tym jak poprzedni sezon był najlepszym w jego wykonaniu w koszulce Lakers – a ocena gry Shawne'a Williamsa spotyka się głównie z krytycznymi głosami, zwłaszcza, że mogący go wygryźć ze składu Wesley Johnson i Jordan Hilla dają od niego o wiele więcej w obronie i walce na tablicach. Nie oznacza, że Shawne jest kiepskim obrońcą, bo w tym elemencie gry jest co najmniej solidny, ale jego obecność na parkiecie miała rozciągać grę dla Pau Gasola – póki co tego nie robi, trafiając ledwie co czwarty rzut z dystansu.

Fani Lakers chętnie widzieliby również Steve'a Nasha na ławce, a wielu jeszcze chętniej wysłałoby go na zasłużoną emeryturę, ale raczej nie można oczekiwać że faworyt D'Antoniego zostanie zmarginalizowany do roli zmiennika, przynajmniej nie dopóki jest w stanie poruszać się bez balkonika rehabilitacyjnego. W starciu z Hawks Nash grał jednak bardzo przyzwoicie (13 punktów, 6 asyst), choć w czwartej kwarcie brakowało mu już świeżości i spudłował 3 rzuty. Także wspomniany wcześniej Williams zaczął mecz nadspodziewanie dobrze, ale kiedy wydawało się, że jest w gazie (4 punkty z rzędu), to ni stąd ni zowąd D'Antoni posadził go na ławce, zabijają tym samym jego momentum. Ostatecznie Williams w 18 minut zdobył 7 punktów i wyleciał z gry za sześć przewinień.

Po raz kolejny potwierdziła się teza, że Lakers są mocni póki trafiają do kosza. Ten mecz rozpoczęli pod tym względem fenomenalnie, nie licząc może trzech pierwszy pudeł, ale zrehabilitowali się po nich trafiając pięć rzutów za trzy punkty i ogółem 14 z 24 rzutów z gry w samej pierwszej kwarcie. Drugą kwartę Lakers zaczęli jeszcze lepiej, bo od szybkich 7 punktów z rzędu, by po chwili swoją przewagę powiększyć do 21 punktów (44-23). Hawks wyglądali w tym momencie bezradnie i nic nie wskazywało na to, że stać ich na odrobienie strat, chociaż nauczeni doświadczeniami z poprzednich rozgrywek sympatycy Lakers mogli spodziewać się takiego scenariusza. Pierwsza połowa zakończyła się wysoką wygraną gospodarzy (62-49), którzy trafiali 53% rzutów z gry, a aż ośmiu graczy w ich szeregach trafiło po rzucie za trzy punkty.

Po zmianie stron wyparowały jednak zarówno skuteczność Jeziorowców, jak i ofensywna niemoc Jastrzębi. Indolencja Hawks w ataku nie wynikała bowiem z żelaznej defensywy Lakers, a raczej z braku precyzji w egzekwowaniu ataku. Od początku meczu obrona gospodarzy, zwłaszcza na obwodzie, pozostawiała wiele do życzenia i w drugiej połowie się to na nich zemściło. Kyle Korver i Cartier Martin urządzili sobie przez to konkurs rzutów za trzy punkty, który stał się katalizatorem skutecznej pogoni Hawks. W drugiej połowie obydwaj panowie trafili łącznie sześć trójek, a sam Korver w całym spotkaniu nie pomylił się z dystansu ani razu (6/6 za trzy i 22 punkty). Lakers zaś w drugiej połowie głównie bili głową w mur jeżeli chodzi o atak i skutecznie kończyli ledwie co trzecią akcję (skuteczność 35,7%). Jeszcze trzecią kwartę Lakers przegrali tylko jednym punktem, ale w ostatnich 12 minutach na parkiecie Staples Center niepodzielnie rządzili przyjezdni z Atlanty.

W ostatniej kwarcie Jeziorowcy z gry trafili ledwie czterokrotnie, zaś po drugiej stronie boiska Kyle Korver trafiał kolejne trójki, a Dennis Schroder i Jeff Teague mijali obrońców jak tyczki i zdobywali łatwe punkty po penetracjach. Ostatecznie, mimo fatalnego początku spotkania, to Hawks wyciągnęli na koniec meczu lepsze wskaźniki efektywności (44,4% z gry i 40,9% za trzy punkty, Lakers odpowiednio 42,7% i 36%). Gospodarze byli jednak pewniejsi na linii rzutów wolnych (20/24), również w ostatnich minutach i właśnie to było jednym z głównych czynników, dzięki którym udało im się dowieźć to zwycięstwo do końca.

Drugim, czego nie sposób ukryć były kontrowersyjne decyzje sędziowskie. Na trzy minuty przed końcem sędziowie dopatrzyli się kroków u Ala Horforda w sytuacji, w której takie gwizdki w NBA zdarzają się bardzo rzadko. Horford trafił, ale punktów nie zaliczono. Kolejna sytuacja miała miejsce już na samym finiszu, gdy Pau Gasol wpadł w pomalowanym na Paula Millsapa. Od obecnych rozgrywek sędziowie mogą w takiej sytuacji obejrzeć zapis video w celu sprawdzenia czy zawodnik obrony znajdował się w restricted area i trójka sędziowska zdecydowała, że był, a to oznaczało faul Millsapa i rzuty wolne dla Pau. Była to jednak bardzo trudna do oceny sytuacja i gdyby zagwizdano na niekorzyść Lakers, nie można by mieć wielki pretensji. Gasol wykazał się na linii nerwami godnymi lidera (pod nieobecność Kobego) i trafił obydwa rzuty, wyprowadzając Lakers na prowadzenie 105-103. Hawks wciąż mieli sześć sekund na doprowadzenie do dogrywki bądź nawet zwycięstwo, ale oddanie piłki w ręce Korvera nie wystarczyło, bo jego rzut delikatnie zablokował Gasol i to wystarczyło, aby nie doleciała nawet do obręczy.

Ostatecznie można by mieć wiele zastrzeżeń do gry Lakers, ale zwycięstwa w takich okolicznościach są zawsze konstruktywne – każda dobra ekipa musi umieć wygrywać zacięte końcówki, a takie wygrane są elementem budowania zwycięskiej tożsamości.

Pierwszym strzelcem Lakers był Xavier Henry, dla którego w 137. występie na parkietach NBA była to pierwsza gra od pierwszych minut. Henry szybko przechodzi drogę od gracza niechcianego w Nowym Orleanie, skazywanego jeszcze niedawno na zwolnienie po zakończeniu campu, aż po gracza przebojem wdzierającego się do składu i teraz pierwszej piątki Lakers. Choć to zdecydowanie za wcześnie aby snuć takie przypuszczenia, to gra póki co na miarę nagrody dla największego postępu w lidze (Most Improved Player). Dziś Henry swoje 18 oczek zdobył na skuteczności 5/11 z gry i po raz pierwszy w tym sezonie trafiał również osobiste (6/8), po tym jak w trzech pierwszych meczach było to fatalne 52,5%.

Double-double w postaci 16 punktów i 13 zbiórek dołożył Pau Gasol, ale skuteczność miał fatalną (5/18) i znowu niechętnie grał pod koszem, uciekając na półdystans i ponownie oddając nawet dwa rzuty za trzy punkty. Dobre zmiany dali Chris Kaman (10 punktów, 5 zbiórek) i superaktywny w mało rzucających się w oczy elementach gry Wesley Johnson (9 punktów, 7 zbiórek, 3 bloki). Z dobrą energią jak zwykle na miejscu był także Jordan Hill, ale to, że nie jest on ulubieńcem D'Antoniego jest aż nadto widoczne, na szczęście swoją dobrą postawą zmusza szkoleniowca Lakers do stawiania na niego choćby w tak krótkim wymiarze czasowym. Grając jednak nawet tak marginalne minuty (średnio 14 na mecz) Hill jest w stanie zawsze pozytywnie wpłynąć na grę Lakers i po 4 meczach jest liderem zbiórek ofensywnych w całej NBA.

Lakers pokonali Hawks po raz ósmy z rzędu na własnym parkiecie i 21 z 24 spotkań z nimi w Los Angeles od 2 lutego 1990 roku. Fakt, że ośmiu graczy Lakers trafiło po rzucie za trzy punkty zdarzył się po raz trzeci w historii klubu, w tym już po raz drugi w tym sezonie (przeciwko Clippers po raz pierwszy).

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage’u na Facebooku.
Ostatnie 5 komentarzy:

ericlalfan

Oglądając mecze Lakers, no nie potrafię spojrzeć pozytywnym okiem na MDA. Typowo. Nie ogarniam jego toku myślenia. Jest uparty jak osioł i to jeszcze w dodatku na własną niekorzyść! O co mu chodzi?
Go Lakers! Kobe wracaj!

ericlalfan

Najważniejsze, że wygrali!
Millsap bez dwóch zdań nie miał pozycji obronnej! Dobra decyzja sędziów.
Go Lakers!

Przemo

Jestem tego samego zdania.Nie zajął pozycji obronnej.

Piklas

Moim zdaniem delikatnie Milsap Flopował w tamtej sytuacji, a po drugie nie zdążył z ustawieniem się (był w ruchu). Takie miałem wrażenie.

Smyk

Kto faulował i czemu w ostatniej akcji meczu? Gasol czy Milsap? Tylko szczerze, sędziowie analizowali ale nie wiem czemu przyznali Gasolowi wolne

Przejdź do pełnej dyskusji

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

zawisz: Lonzo MVP SL! Kuzma MVP Final games! Dobrze zaczyna się dziać w LAL!

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 18/7/17

marekpic: byłoby super, aczkolwiek niczego nie można być pewnym jeśli chodzi o zmienność zawodników nba

Lakers pewni pozyskania Paula George'a Komentarz opublikowany: on 20/5/17

marekpic: Lonzo Ball jest dobry ale mamy przecież Russela, więc jeśli Boston weźmie Fultza, to lepszym wyborem byłby jednak Josh Jackson, Lakers nie ma obrony a Jackson idealnie pasowałby u nas jako rim protector, chyba że Boston wybiorą Jacksona, to my bierzemy Fultza, lub lakers oddadzą Russela w jakiejś wymianie, to wtedy wybór Balla jest jak najbardziej na miejscu

Kontrowersje wokół Lonzo Balla Komentarz opublikowany: on 20/5/17