Strona główna > Terminarz 2013/2014 > LA Lakers 104 - Minnesota Timberwolves 91 (20.12.2013)

LA Lakers 104 vs Minnesota Timberwolves 91 (20 Grudnia 2013)

Timberwolves 91
Lakers 104
 1234WYNIK
MIN2627231591
LAL35163023104

Arena: STAPLES Center, Los Angeles, California

Data publikacji: 21/12/2013 8:22 | autor: Daniel

Bez Kobego Bryanta, bez żadnego rozgrywającego i bez większych problemów Los Angeles Lakers pokonali przed własną publicznością Minnesotę Timberwolves 104-91. Tym samym powrócili do świata drużyn z bilansem przynajmniej 50% zwycięstw, a przy okazji zamienili się miejscami w tabeli z Leśnymi Wilkami i wskoczyli na 10-tą lokatę w Konferencji Zachodniej. Do wygranej poprowadzili Lakers świetny na przestrzeni całego spotkania Nick Young (25 punktów) oraz wielki na finiszu Pau Gasol (9 punktów w ostatnich 5 minutach).

Jeziorowcy powrócili do tego, co grali przed powrotem Kobego Bryanta i tego, co zapewniło im wcześniej 10 wygranych w tym sezonie – tj. zespołowej, radosnej koszykówki z mnóstwem podań i wymienności pozycji. Momentami pojawiały się problemy na rozegraniu i można było zatęsknić za Stevem Blakiem czy Jordanem Farmarem, czy też do gry wywoływać Kendalla Marshalla, który znalazł się już w składzie na to spotkanie, jednak na parkiecie się nie pojawił. Ostatecznie Xavier Henry, Jodie Meeks i Nick Young, którzy odpowiadali za dyrygowanie ofensywą Lakers uporali się jednak z nadmiarem strat i częściej piłka chodziła pomiędzy zawodnikami jak po sznurku, niż stracone przez nich posiadania okazywały się dla Lakers bolesne w skutkach. Choć Jeziorowcy popełnili 19 strat (w tym aż 10 w drugiej kwarcie) to Timberwolves potrafili je zamienić na zaledwie 10 punktów. Dla kontrastu Lakers przekonwertowali 16 straconych przez Minnesotę piłek na 23 oczka.

Już w pierwszej kwarcie Lakers dali jawny sygnał, że może to być miły do oglądania mecz, a przynajmniej przez tę część obserwujących to spotkanie, którzy z nimi sympatyzują. W dwóch pierwszych akcjach w defensywie Lakers zaliczyli dwa bloki, by po drugiej stronie parkietu objąć szybkie prowadzenie 4-0, które trzymali w ryzach do końca pierwszej połowy. Jeziorowcy całkowicie zdominowali pierwszą ćwiartkę spotkania, wygrywając ją 35-26, po trafieniu 14 rzutów w 22 próbach, z czego aż 12 po asystach partnerów. Można było się wówczas pokusić o stwierdzenie, że Lakers rozgrywającego wcale nie potrzebują bo radzą sobie doskonale bez niego. Jak mylny byłby to pogląd zweryfikowały wydarzenia w drugiej ćwiartce. Trener gości Rick Adelman w udzielonym po pierwszej kwarcie wywiadzie powiedział krótko: „Nie bronimy”. W drugich dwunastu minutach Timberwolves podkręcili nieco śrubę w obronie i zaczęli wywierać presję na zawodnikach odpowiedzialnych na przeprowadzanie piłki na drugą połowę. W efekcie Lakers popełnili zatrważającą liczbę 10 strat i choć większości z nich Minnesota na punkty nie zamieniła, to było to jednak 10 zmarnowanych posiadań, w których podopieczni Mike'a D'Antoniego sami nie trafiali do kosza. Tę kwartę Wolves wygrali 27-16 i tym samym po pierwszej połowie przewaga była po stronie gości (53-51).

W pierwszej połowie Lakers w zbyt dużym stopniu polegali na własnym ataku, zapominając nieco o obronie i kiedy sami przestali trafiać, Wolves bardzo szybko odrobili straty i wyszli na prowadzenie. W żadnym momencie spotkania nie prowadzili jednak wyżej niż 4 punktami. Po zmianie stron to Jeziorowcy wzmocnili swoje szyki obronne i między innymi ograniczyli poczynania najlepszego strzelca przyjezdnych – Kevina Love'a, który w pierwszych dwóch kwartach zdobył aż 20 punktów. Po przerwie zdołał jednak dołożyć zaledwie 5 oczek, a w ostatniej kwarcie nie wspomógł swojej drużyny umieszczeniem piłki w obręczy ani razu. Trzecią kwartę Lakers bezpiecznie wygrali 30-23, co przed decydującą częścią spotkania dawało im skromną 5-punktową zaliczkę. Ostatnie 12 minut należało już jednak wyłącznie do Jeziorowców, którzy zaprezentowali najlepszą na przestrzeni całego meczu defensywę i zdobywali punkty wtedy, kiedy był to najbardziej wskazane.

Jeszcze na pięć minut przed końcem spotkania Lakers prowadzili zaledwie jednym oczkiem (90-89), ale wówczas do akcji wkroczył Pau Gasol, który w drugim spotkaniu z rzędu wyglądał jak ten zawodnik, którym miał być od samego początku sezonu. W poprzednim starciu z Memphis Pau zdobył kluczowe dla losów spotkania 7 punktów w ostatnich pięciu minutach. Dziś Katalończyk znowu był clutch na finiszu i to dzięki jego 7-mu punktom z rzędu Lakers odskoczyli na bezpieczny dystans (97-91). Gasol trafił nawet za trzy punkty i to w takim momencie, kiedy wydawało się, że Lakers stracą piłkę po tym jak zakozłował się Nick Young. Łącznie łupem Gasola padło aż 9 z ostatnich 14 punktów Lakers w tym meczu, na które Timberwolves odpowiedzieli tylko dwoma trafieniami z linii rzutów wolnych. W ostatnich 5 minutach przyjezdni ani razu nie zdobyli punktów z gry, a w całej czwartej kwarcie Jeziorowcy zatrzymali ich na skuteczności 6/25.

Ogólnie Pau rozegrał bardzo wszechstronne zawody, w których był bardzo bliski triple-double, zdobywając 21 punktów, zbierając 13 piłek i dokładając do tego 8 asyst. Przed czwartą kwartą ocena jego gry nie byłaby jednak tak pozytywna, tym większy szacunek należy mu się za to, że wspiął się na wyższy poziom w kluczowym momencie spotkania. Pau popełnił też aż 7 strat, ale na szczęście dla niego i Lakers, rywale nie mieli w tym meczu pomysłu na skuteczne wykorzystanie takich prezentów.

Zawodnikiem, na którego gospodarze mogli liczyć na przestrzeni całego meczu był rezerwowy Nick Young, który zaliczył jeden z najlepszych występów w tym sezonie. W trakcie 31 minut jakie spędził na parkiecie Swaggy P trafił niezwykle efektywne 9 z 14 rzutów z gry, w tym aż 4 z 6 rzutów trzypunktowych i zapisał na swoim koncie 25 punktów, a także 3 zbiórki i 4 asysty. Był to dla niego już 12 występ z rzędu, w którym zdobył przynajmniej 12 oczek, co czyni tę serię najdłuższą tego typu w całej jego karierze. Początek sezonu nie był zbyt udany dla Younga, kiedy zaczynał mecze w pierwszej piątce, ale odkąd trafił na ławkę rezerwowych jest jednym z najrówniej grających Jeziorowców. W meczach, w których Young jest zmiennikiem, notuje średnio 17 punktów na mecz, co czyni go trzecim najlepszym strzelcem wśród rezerwowych w NBA.

Trzeci graczem, który przekroczył granicę 20 punktów był Xavier Henry, który zdobył konkretnie 21 oczek, a do tego dołożył 4 zbiórki, 4 asysty i 3 przechwyty oraz popełnił stosunkowo niewielką liczbę strat (3). Choć Henry grał trochę nierówno, przemiennie seryjnie trafiając i seryjnie pudłując, to jednak ciężko go skrytykować za taki występ, zwłaszcza, że nie grał przecież na naturalnej dla siebie pozycji. Nie zawiódł także Jodie Meeks, który w 42 minuty zdobył 17 punktów i 4-krotnie otworzył partnerom drogę do kosza.

W obliczu plagi kontuzji wśród graczy obwodowych Mike D'Antoni zmuszony był podwyższyć skład i dał zagrać aż pięciu zawodnikom podkoszowym co nie zdarza mu się zbyt często. Dlatego na parkiecie oprócz Gasola i Jordana Hilla z pierwszej piątki zameldowali się także Robert Sacre, Shawne Williams i w końcu Chris Kaman. Ten ostatni zdobył 6 punktów, a także popisał się niezwykle efektownym blokiem na Corey Brewerze, w szybkim ataku Wolves trzech na jednego, co następnie Lakers zamienili na łatwe punkty w kontrataku. Większą cegiełkę do zwycięstwa dołożył jednak Williams, który po cichu wykonywał swoją robotę w obronie i na tablicach (9 zbiórek) i choć zdobył ledwie 2 punkty, a jego gra w oczy się nie rzucała, to miał najkorzystniejszy w całej drużynie wskaźnik +/- wynoszący 18 punktów na korzyść Lakers. Jego zbiórki w drugiej połowie, często ciężko wywalczone, były tutaj kluczowe, gdyż Jeziorowcy w całym spotkaniu sromotnie przegrywali walkę na tablicach 43-49 i pozwolili Wolves na zatrważającą liczbę 22 zbiórek ofensywnych.

Na celebrowanie wygranej nie ma jednak zbyt wiele czasu, gdyż już dziś Jeziorowców czeka ciężki wyjazdowy pojedynek w Golden State. Z ostatnich dwóch meczów dzień po dniu Lakers przywieźli dwie wygrane, ale Warriors, choć w tym sezonie póki co zawodzą, to przed własną publicznością są niezwykle niebezpiecznie. Jeżeli Jeziorowcom uda się jednak wygrać, to wskoczą na 9-tą lokatę w Konferencji, wyprzedzając właśnie Wojowników.

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Ostatnie 5 komentarzy:

patrykm

http://lakers.pl/games/23122013/comments/lakers-suns.html

Możecie dyskusję przenieść do odpowiedniego tematu :-)

Kopek

Trzeba pochawalić Younga za te spięcie z Tuckerem i umiejętne
wymuszenie faulu.

LordoftheRings

Mam nadzieję, że to była nasza pierwsza i najgorsza kwarta w tym meczu.

MokrePalce

oczywiście. Słabiutko zaczęliśmy

Kopek

Witam. Ogląda ktoś mecz dziś?/

Przejdź do pełnej dyskusji

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

zawisz: Lonzo MVP SL! Kuzma MVP Final games! Dobrze zaczyna się dziać w LAL!

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 18/7/17

marekpic: byłoby super, aczkolwiek niczego nie można być pewnym jeśli chodzi o zmienność zawodników nba

Lakers pewni pozyskania Paula George'a Komentarz opublikowany: on 20/5/17

marekpic: Lonzo Ball jest dobry ale mamy przecież Russela, więc jeśli Boston weźmie Fultza, to lepszym wyborem byłby jednak Josh Jackson, Lakers nie ma obrony a Jackson idealnie pasowałby u nas jako rim protector, chyba że Boston wybiorą Jacksona, to my bierzemy Fultza, lub lakers oddadzą Russela w jakiejś wymianie, to wtedy wybór Balla jest jak najbardziej na miejscu

Kontrowersje wokół Lonzo Balla Komentarz opublikowany: on 20/5/17