Strona główna > Terminarz 2013/2014 > LA Lakers 96 - Memphis Grizzlies 92 (17.12.2013)

LA Lakers 96 @ Memphis Grizzlies 92 (17 Grudnia 2013)

Lakers 96
Grizzlies 92
 1234WYNIK
LAL3418152996
MEM2423202592

Arena: FedEx Forum, Memphis, Tennessee

Data publikacji: 18/12/2013 8:26 | autor: Daniel

Jeziorowcy wciąż szukają swojej tożsamości po powrocie Kobego Bryanta. Zadania nie ułatwia brak rozgrywającego, dlatego też przywiezienie wyniku 2-2 z serii obejmującej cztery wyjazdowe spotkania należy uznać za niemały sukces. W ostatnim starciu Lakers spotkali się z drużyną, która boryka się z niemniejszymi problemami od nich, a dodatkowo, co zdecydowanie ułatwiło zadanie Kalifornijczykom, zagrała w tym meczu bez pierwszego rozgrywającego – Mike'a Conleya. Lakers z prezentu skorzystali, wygrywając 96-92.

Grizzlies z drużyny bijącej się przed rokiem o awans do Finałów NBA spadli na dno Konferencji Zachodniej, gdzie gorsi od nich w tym momencie są tylko Sacramento Kings i Utah Jazz. Nowy szkoleniowiec, debiutujący w tej roli w NBA, David Joerger nieumiejętnie kontynuuje dzieło Lionela Hollinsa, zwolnionego po tym jak Niedźwiadki rozegrały swój najlepszy sezon w historii... Nie bez znaczenia jednak jest to, że Grizzlies stracili na czas nieokreślony najlepszego defensora ubiegłorocznych rozgrywek Marca Gasola, do końca sezonu nie zagra już Quincy Pondexter, a Zach Randolph czy Mike Conley borykają się z pomniejszymi problemami zdrowotnymi. Dlatego też zwycięstwo odniesione dziś przez Lakers nie jest raczej zwiastunem nadchodzących wielkimi krokami lepszych dla nich dni, a tylko dowodem na to, jak wielki upadek w porównaniu z poprzednim sezonem zaliczyli Grizzlies.

Tymczasem nastroje fanów Lakers znacznie w ostatnich dniach podupadły, po tym jak forma ich ulubieńców wyraźnie uleciała po powrocie do gry Kobego Bryanta. Jeziorowcy wciąż jednak utrzymują się blisko bilansu 50% zwycięstw i choć do będących na ósmym miejscu Dallas Mavericks sporo tracą, to wyprzedzający ich Minnesota Timberwolves, New Orleans Pelicans i Golden State Warriors mają nad nimi już niewielką przewagę. W piątek Lakers staną przed szansą dobicia do poziomu 50% wygranych, a zarazem przesunięcia się o jedną lokatę wyżej, kiedy będą podejmować przed własną publicznością Minnesotę. W spotkaniu tym bardzo prawdopodobny jest powrót do gry Jordana Farmara, stąd przynajmniej jedno zmartwienie w postaci braku rozgrywających można będzie skreślić z listy bolączek trapiących Lakers w ostatnim czasie.

W pojedynku z Grizzlies brak rozgrywającego po stronie Lakers wciąż był widoczny, jednak z powodu braku po stronie gospodarzy Mike'a Conleya już nie tak bolesny jak miało to miejsce w przegranych spotkaniach z Oklahomą czy Atlantą. Kalifornijczycy ograniczyli długie przetrzymywanie piłki przez Kobego i w atak zaangażowani byli wszyscy gracze. Nie było idealnie, zdarzały się głupie straty, czy przestoje, kiedy piłka nie krążyła z rąk do rąk, a pozostawała w posiadaniu Bryanta do końcowych sekund akcji, ale dziś wyglądało to chyba najlepiej odkąd kontuzji doznał Steve Blake i Lakers musieli zacząć sobie radzić bez playmakera. Nie mniej jednak, gdyby przyszło im się zmierzyć z bardziej wymagającym od Grizzlies rywalem, o wygraną byłoby ciężko. Oba zespoły popełniły identyczną liczbę strat (po 14), ale tym razem to Jeziorowcy byli skuteczniejsi w zamianie błędów na punkty, zdobywając w ten sposób 18 oczek, a tracąc o 6 mniej.

Defensywa Lakers w ostatnich dwóch tygodniach stanowiła jedną z najgorszych w całej lidze, stąd miło odmianą było oglądać dziś Jeziorowców grających z dużym zaangażowaniem po tej stronie parkietu, co jest o tyle zaskakujące, że był to przecież dla nich mecz dzień po dniu, podczas gdy gospodarze mieli dzień odpoczynku. Żeby jednak nie popadać od razu w huraoptymizm, Niedźwiadki to dopiero 21 atak w NBA pod względem efektywności ofensywnej i dopiero 26 pod względem średniej punktów na mecz, więc Jeziorowcom udało się ich zatrzymać na podobnych wskaźnikach, jakie osiągają na co dzień. Obok takich liczb jak 10 bloków i 8 przechwytów ciężko jednak przejść obojętnie, a świadczą one o tym, że do defensywy w tym meczu Lakers naprawdę się przyłożyli. Dysproporcja w skuteczności zaprezentowanej przez obydwa zespoły była olbrzymia (Lakers – 49,3%, Grizzlies 40,7% z gry), dlatego też dziwić może niewielka różnica punktów z jaką ekipa Mike'a D'Antoniego wygrała to spotkanie. Powodem takiego stanu rzeczy było nieskuteczne zastawianie własnej tablicy, gdzie Jeziorowcy pozwolili Niedźwiadkom na zebranie aż 18 piłek w ataku i to właśnie punkty z ponowień trzymały ich blisko remisu. Był to jednak jedyny mankament w grze defensywnej Lakers, który nadrabiali dobrą komunikacją, energią i presją wywieraną na rywalu.

W ostatnich tygodniach regularnie dostawało się Pau Gasolowi za niedostateczną produkcję, więc podsumowanie indywidualnych występów zaczniemy właśnie od niego, jako że dziś rozegrał bardzo dobre zawody. Przede wszystkim w ataku Katalończyk był tym graczem, którego fani Lakers chcieliby oglądać w każdym meczu. Nie orbitującego w okolicach linii rzutów trzypunktowych, ale agresywnie atakującego pomalowane. Dziś Pau zdobył 21 punktów i wszystkie 9 celnych rzutów z gry (na 12 oddanych) pochodziło z trumny. Do tego dołożył 9 zbiórek oraz 3 bloki, a oprócz tego w końcu nie wyglądał jak kula u nogi w defensywie. Jakby tego było mało Gasol zdobył 7 punktów w ostatnich 4 minutach meczu, kiedy wynik wciąż był sprawą otwartą. Chapeau bas.

Do wygranej poprowadził Lakers duet Gasol i Kobe Bryant, niczym za najlepszych lat. W swoim szóstym występie w tym sezonie Kobe również zdobył 21 punktów (9/18 z gry), a to wszystko przeciwko jednemu z najlepszych obwodowych defensorów w lidze, jakim jest Tony Allen, dzień po tym jak z gry niemal całkowicie wyłączył go DeMarre Carroll z Atlanty. Do tego dodał 5 zbiórek, 4 asysty, po bloku i przechwycie oraz akceptowalną liczbę strat w liczbie czterech. W defensywie głównie odpoczywał, ale na szczęście dla Lakers ich przeciwnik nie narzeka na bogactwo w liczbę strzelców dystansowych, a najlepszy pod tym względem Mike Miller miał dziś zwichrowany celownik (1/5). Sama gra w ataku jest już wystarczającym obciążeniem fizycznym dla dochodzącego do formy Bryanta, stąd prawdopodobnie należy się pogodzić z tym, że jego zaangażowanie w grę obronną pozostanie na podobnym poziomie przez dłuższy czas, jeśli nie do końca sezonu. Po pierwszej kwarcie Kobe był zmuszony udać się do szatni, na ekspresową terapię fizjoterapeutyczną, a w trzeciej niebezpiecznie przeciążył kolano w osłabionej nodze, na co cały sztab medyczny zareagował nerwowym wstrzymaniem oddechu. Bryant pokuśtykał jednak o własnych siłach na ławkę i po wziętym czasie na żądanie był w stanie kontynuować grę.

„Wiem, że wracam do formy, kiedy wpadać zaczynają mi rzuty z półdystansu, zwłaszcza kiedy broni przeciwko mnie taki defensor jak Tony Allen, grający bardzo fizycznie na bliskim kontakcie. Czułem się dziś bardzo komfortowo, wykonując te rzuty pomimo presji obrońcy”. – powiedział po meczu Bryant.

Trzecim muszkieterem w ekipie Lakers był rezerwowy Nick Young, który spędził na parkiecie długie 34 minuty. W tym czasie Young trafił 6 z 11 rzutów z gry, z czego3 z 6 za trzy punkty i uzbierał na swoim koncie 18 oczek. Skuteczny był zwłaszcza w pierwszej kwarcie, w której zdobył połowę swoich punktów i to w dużej mierze za jego sprawą Jeziorowcy prowadzili po tej części gry 34-24. Dobre zawody rozegrał także Jodie Meeks, który wraz z Youngiem spędził na parkiecie najwięcej minut spośród wszystkich graczy Lakers i w tym czasie zdobył 13 punktów.

  

Więcej świeżych informacji o Los Angeles Lakers znajdziesz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Ostatnie 5 komentarzy:

devilll

Niech każdy zrozumie, że wszystko zaczęło się pieprzyć po tym, jak zarząd podpisał tego kloca D'Antoniego..

Ggdyby podpisali Phila nie wiadomo, czy nie nazywano by nas 17 krotnymi mistrzami NBA.

D'Antoni to trener tylko i wyłącznie na RS, potrafi fajnie poukładać ofensywę zespołu i NIC POZA TYM !

Zarząd na czele z tym pijakiem Bussem ostatnio podejmuje praktycznie same złe decyzje , a to nie pomaga niestety.

"Duncan zarabia 10 mln, bo nie jest debilem i chce mieć jak najlepszych partnerów, cóż Kobe jest legendą LA i trzeba było temu chciwcowi dać tyle ile chciał..." to może doczytaj sobie więcej na ten temat, bo zarząd taki mu zaproponował i nie było w zasadzie żadnych negocjacji. Zatem pretensje raczej należy tam kierować, że źle rozegrano kwestię nowej umowy KB.

ps. roster może i jest fajny, ale co najwyżej do oglądania. Nie zapominaj, że po sezonie zostaje umowa Sacre, Nasha, KB i opcja Younga, więc od początku było wiadomo, że jest to skład tymczasowy, a być może niektórzy zagrają w następnych sezonach w Lakers. Skład jest fajny jak to nazwałeś, ale gwarantuje on co najwyżej walkę o 8me miejsce na Zachodzie. Podobnie jak osoba trenera na ławce. Wyszydzano Celtów, że zatrudnili młodego Brada Stevensa, że będą tankować itd, a tu gość tworzy-póki co-top10 defensywę. W dodatku grają bez Rondo.

KSAHEN

1) Nie byłem tu nigdy zarejestrowany 2)Jestem za stary na bycie hejterem Baraniny, jestem tylko kibicem Lakers 3)BTW kibicuje Lakersom od 1996 czyli od przyjścia Słonia i Barana 4) Zawsze broniłem go, ale przejrzałem na oczy po początku tego sezonu, gdy Lakers naprawdę grali fajnie i zespołowo 5)Mam nadzieję, że Kobe będzie grał wspaniałą zespołową koszykówkę, wspierał młodszych partnerów na boisku, podejmował jak najwięcej mądrych decyzji, nie "ceglił", nie notował masy głupich strat, nie grał "Hero ball" tylko BasketBall, dobrze i zespołowo bronił, doprowadził Lakersów do pewnych PO, ale że nadzieja jest matką...;)) więc jak sądzicie? Tak masz rację kolego, że to nie wina zarządu itd, musieli dać mu tyle kasy bo tyle chciał, np Duncan zarabia 10 mln, bo nie jest debilem i chce mieć jak najlepszych partnerów, cóż Kobe jest legendą LA i trzeba było temu chciwcowi dać tyle ile chciał, roster jak pokazał początek sezonu jest fajny, naprawdę fajny, ale niestety powrót Kobego jak narazie wywrócił i zniszczył całą zespołowość w tym zespole. Oby MD jakoś go ustawił, oby....

devilll

Fajny tekst, ale mówić o "małym odrodzeniu" KB i Gasola jest za wcześnie. W dodatku autor chyba celowo pomija mecz z ATL i obronę Bryanta. Poważne osłabienie Memphis także.

Przejdź do pełnej dyskusji

Aby komentować artykuły na stronie musisz być zalogowany

Lakers.pl on Facebook

Polub nasz profil:

Logowanie / Rejestracja

Zapamiętaj

REKLAMA

Konferencja Zachodnia

TeamWP%GBSeriaDW
1Warriors6715.8170.0W136-531-10
2Spurs6121.7446.0L331-1030-11
3Rockets5527.67112.0W130-1125-16
4Clippers5131.62216.0W729-1222-19
5Jazz5131.62216.0W229-1222-19
6Thunder4735.57320.0L128-1319-22
7Grizzlies4339.52424.0L224-1719-22
8Trail Blazers4141.50026.0L125-1616-25
Zobacz pełną tabelę

Ostatnie komentarze użytkowników

DJMbenga: LBJ W LAKERSACH - TO ZASŁUGUJE NA NEWS

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 2/7/18

DJMbenga: LBJ i PG w Lakersach - forum ożywa :D

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 30/6/18

DJMbenga: Lonzo Ball - 2 skład Rookie.

Ingram w All-Rookie Second Team! Komentarz opublikowany: on 6/6/18